
Smakowity wybór horrorów dla miłośników gatunku!


Saga BLACKWATER Michael McDowell
Na Sagę Blackwater składa się sześć tomów: „Powódź”, „Grobla”, „Dom”, „Wojna”, „Fortuna”, „Deszcz”. Tak, to jest pełnokrwista groza. Tak, to jest saga rodzinna. Tak, to jest gotyk amerykańskiego Południa. Dla przypomnienia, i krótko: gotyk amerykańskiego Południa jest wtedy, gdy groza rozgrywa się w tzw. pasie Biblii Stanów Zjednoczonych, a horror wiruje tam w pełnym słońcu, upale i duchocie. W tle czuć ten specyficzny nastrój południowców, u których życie naznaczone jest wciąż konsekwencjami Wojny Secesyjnej, ale mentalność zmienia się bardzo powoli. Na tym właśnie skomplikowanym tle rozgrywa się Saga Blackwater.

Ta opowieść obejmuje pół wieku (od 1919 do lat 60. XX wieku) z życia zamożnej rodziny Caskeyów mieszkającej w miasteczku Perdido w Alabamie. Zaczyna się od tytułowej powodzi, gdy w zalanym miasteczku zostaje odnaleziona tajemnicza kobieta. Elinor Dammert. Problem z Elinor jest jednak taki, że… nie jest do końca człowiekiem. To zmiennokształtna istota z rzeki, wodny potwór, który potrafi przybrać ludzką postać. I ta istota staje się jedną z matron rodziny Caskeyów i rozgrywa własną grę z ludźmi wokół siebie.
Postawmy najważniejsze pytanie: czy straszy? Gotyk amerykańskiego Południa ma to do siebie, że nie straszy tak, jak gotyk północy. Tu nie ma ciemnych cmentarzy ani mgieł na wrzosowiskach. Tu jest etykieta południowców, tu jest rozgrywka bogaczy, tutaj relacje rodzinne i społeczne bywają równie koszmarne co same potworzyce, które wychodzą z wody. Lekcja z tej sagi płynie bowiem taka, że jak dwie potężne kobiety stają naprzeciw siebie, to ratuj się kto może. I cała rodzina i fortuna mogą obrócić się w perzynę.
Co mnie zaskoczyło? Saga Blackwater to saga o… kobietach. O matriarchacie w pełnym tego słowa rozumieniu. Mężczyźni to tylko ofiary swoich żon, matek, sióstr i ich skomplikowanych potyczek, które toczą między sobą na salonach, w rozsiewanych plotkach i ludziach, którzy przypadkiem znikają. W przypadku Elinor, to znikanie jest dość krwawe i spektakularne. To nietypowy zabieg, żeby opowieść grozy tak zdominowały kobiety, nawet, jeśli jedna z nich jest potworem.
Co mnie zachwyciło? Duszny nastrój grozy i czającego się niebezpieczeństwa. Od początku widzimy, że relacje międzyrasowe pozostają niezmienne. Czarnoskórzy mieszkańcy Perdido (których perspektywę na Elinor i sprawy Caskeyów również tu poznajemy) czują, że tam jest coś nie w porządku. Ba, próbują ostrzegać, próbują reagować, ale ich strach jest zwyczajnie ignorowany – ot, zabobony, głupota. A jednak, oni wiedzą od początku, co się czai w rzece.
Trzeba przyznać, że chociaż Sagę Blackwater czyta się z zachłanną żarłocznością, to jest to faktycznie SAGA. Opowieść, która nie ma tylko jednej warstwy, ale toczy się wielopoziomowo. Dla jednych (dla mnie) to będzie prawdziwa gratka, a dla innych to nie będzie to, czego szukają w horrorze. W końcu horror ma różne oblicza i czytelnicy też są różni. Jeśli jednak szukasz nastrojowej opowieści o walce o władzę, o kobietach, które potrafią pożerać (i to całkiem dosłownie), to Saga Blackwater to prawdziwe cacuszko. Tym bardziej w tym obłędnym wydaniu.

„Żywok” Magdalena Sobota
Prawdziwa perełka ze słowiańskim sznytem. Historia wioski ukrytej w górach i sekretu, który żyje tam pośród drzew. To groza, która działa na wszystkie zmysły i przenosi nas do miejsca mrocznego, tajemniczego, niezbadanego. Do starego lasu, gdzie żyją istoty starsze od ludzi. Pełen zachwyt grozy.
„Płachytka” Anna Musiałowicz
Słowiańska współczesna groza o klątwie, która snuje się i zaraża kolejne pokolenia. Tytułowa PŁACHYTKA to słowiański demon zarazy, który przyjmuje formę dryfującego na wietrze prześcieradła lub rozwianej kobiety o jasnych włosach, zaczepnych palacach i długiej sukni. Niczym wirus…
„Inkub” Artur Urbanowicz
Opowieść o nawiedzonej wiosce na Suwalszczyźnie, o demonie, o dziwnym domu, w którym podobno mieszkała czarownica. To niby jest współczesna opowieść, niby przeszłość nawet tu nie jest tak daleka, a jednak można mieć poczucie, że zagubiliśmy się gdzieś w czasoprzestrzeni, a z jej kątów i zakamarków zerka na nas odwieczne zło.
„Slewfoot. Opowieść o wiedźmie” Gerard Brom
Dla miłośników opowieści bardzo podobnych do kultowego już horroru „Czarownica. Bajka ludowa z Nowej Anglii” Roberta Eggersa. Tutaj młodziutkie dziewczęta tańcują z diabłem w lesie, demony trochę są jak Bestia z Pięknej i Bestii, ale wciąż ma klimat purytańskiej Nowej Anglii i poszukiwania swojej tożsamości.

„Złe nasiono” William March
O dziewczynce, której należy się bać. Serio! Mroczna, psychologiczna opowieść o pozornie idealnym dziecku, pod którego powierzchnią słodkości czai się prawdziwe zło. Napięcie jest takie, że aż sami nie możemy uwierzyć. To była swojego czasu bardzo bardzo głośna książka, odzierająca dzieci z niewinności. Do dzisiaj robi wrażenie.
„Jagnię” Lucy Rose
Przygnębiająca kanibalistyczna opowieść o matce, o córce, o ich domku na skraju lasu, do którego wabią przybłędy, by pożreć, posilić się, zaspokoić zew krwi. Aż pewnego dnia pojawia się ktoś, kto zmienia status quo. Mocna opowieść o przemocy.
„Błędne łąki” Jarosław Szczyżowski
Kryminał i groza w jednym. Góry Izerskie i historia pary zaginionych studentów, która prowadzi ku niesamowitym historiom prosto z górskich schronisk. Szczyżowski przypomina nam, że człowiek jest tylko marionetką w rękach przyrody, a ona pozwala poznać tylko niektóre swoje sekrety.
Bo warto czytać.
O.
*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.
