Majówka 2026: książki na grilla

Książki na majówkę, żeby te kilka dni było naprawdę niezapomnianych (bez względu na pogodę!).

„Odległe życie” M.L. Stedman

Na początku ostrzegam, ostrzegam z dobrego serca: ta powieść jest diabelnie piękna, ale jest też diabelnie smutna, miejscami tak bardzo, że łamie głos i zapiera dech w piersi. Ale! Te wszystkie emocje są dobre, oczyszczające, bo M.L. Stedman niesie katharsis tak swoim cierpiącym katusze bohaterom, jak i czytelnikom, którzy czytają na pełnym wdechu.

Australia. Koniec lat 50. Stacja hodowlana McBridów należy do najszczęśliwszych i najlepiej prosperujących w tym trudnym rejonie kraju. Wszystko zmienia się w jednej chwili, gdy pewnego dnia w tragicznym wypadku giną ojciec i najstarszy syn, a najmłodszy chociaż przeżywa – staje się innym człowiekiem. Ten jeden moment naznacza bieg historii tej rodziny, który od tej pory naznacza śmierć, wstyd, rozpacz… Nawet, gdy na horyzoncie rysuje się szczęście, to niesłabnące poczucie winy nie pozwalają iść w jego kierunku. Czy kiedykolwiek się to zmieni?

Porywającą historia rodzinna! Saga, to za dużo powiedziane, ale opowieść o rodzinie pasuje idealnie. Głównym bohaterem jest tutaj brutalnie pocharatamy w wypadku Matt. Ale wydaje się, że sam wypadek to nic w porównaniu z tym, co czeka go w kolejnych latach. Boże. Ilość cierpienia, jakie spada na tę rodzinę, ba, na tego młodego mężczyznę – jest niewyobrażalna! M.L. Stedman daje mu jednak szansę na odkupienie, robi to tak subtelnie, że całość rozrywa serce na kawałki.

Zachwyca i przeraża portret tamtego surowego, pełnego suchych badyli i nierealnych niemal drzew Jemimy kawałka Australii. Tam, kangury są jak plaga szczurów, zresztą, od kangura zaczyna się tragedia McBridów. Tam, nie można uciec przed wszędobylskim czerwonym pyłem. Tam, jeden cyklon, jedna susza, mogą położyć kres ciężkiej pracy kilku poprzednich pokoleń. Przypomniała mi się bardzo podobna w wydźwięku powieść Kristin Hannah „Gdzie poniesie wiatr”, w której to Wielkie Równiny Stanów Zjednoczonych odegrały główną rolę. Ten jeden skrawek Australii jest bardzo podobny i nie wybacza człowiekowi żadnego błędu.

Czytałam na wdechu. To jedna z tych powieści tak porywających, tak angażujących emocjonalnie, że kończąc nie za bardzo wiemy, gdzie podziać oczy. Od lektury minęło sporo już czasu, a ja wciąż rozmyślam o historii McBridów. Wciąż przeżywam ich niedole. Wciąż wstrzymuję oddech. I liczę, że może tym razem kangur nie wyskoczy na drogę.

Niesamowita. Zachwycająca. Najpiękniejsza w tym roku. Serio.

„Zuchwałe dziewczyny” Rachel Hawkins

Najbardziej tropikalny thriller w tym roku, serio! Czworo młodych ludzi wypływa na jedną z wysp atolu Hawajów, a tam nie tylko nie są sami, ale zaczynają wychodzić ich skrywane sekrety. I tajemnice wyspy na dokładkę.

„W drodze” Jack Kerouac

Na całym świecie ta amerykańska powieść uznawana jest za kultową historię pokolenia bitników. Uwielbiana przez współczesnych buntowników, cytowana przez awangardowych pisarzy i wszystkich innych nonkonformistów stającym na przeciw konsumpcyjnego społeczeństwa. Historia kilku młodych spontanicznych przyjaciół z początku lat pięćdziesiątych, jest idealną powieścią dla tych, dla których sama podróż jest już przygodą i celem samym w sobie. Dla tych czytelników, którzy wyjeżdżając nie mają konkretnego celu, ale póki się przemieszczają i nie mają konkretnych planów staje się to idealną formą podróży i wielką przygodą.

„Laurka” Alicja Sinicka

Jedna z naszych mistrzyń domestic thrillerów znów zabiera nas na idylliczne podmiejskie osiedle domków, by udowodnić, że diabeł nie śpi, nawet w tak pozornie bezpiecznych miejscach! Ostrzegam, zwroty akcji w tej powieści ŁAMIĄ SERCE!

„Chłód” Weronika Mathia

Najnowszy thriller od jednej z najlepszych rodzimych tworczyń gatunku. I znów wraca do swoich ulubionych tematów traumy, winy, przeszłości, która płynie we krwi i szuka ukojenia. Mocne. Dobre. To znak rozpoznawczy tej autorki!

„Magiczna chwila” Kristin Hannah

W Deszczowej Dolinie, małym amerykańskim miasteczku ukrytym pośród waszyngtońskich lasów, od lat nie dzieje się nic szczególnego. Do tego pewnego październikowego dnia, gdy na jednym z parkowych drzew pojawi się… dziecko. Dzikie dziecko. Tym dzieckiem zajmie się Julia – psychiatra po przejściach, która wraca do rodzinnego miasteczka. Opowieść o przypadkowym macierzyństwie, wyrzutach sumienia, traumach, które może ugasić miłość. Kristin Hannah pozostaje jedną z najwspanialszych współczesnych pisarek, które potrafią żonglować naszymi emocjami jak mało kto. „Magiczna chwila” jest piękna, jest przejmująca, jest brutalna. Czyta się z zapartym tchem, czasami wstrzymując oddech, czasami powstrzymując łzy.

„Regiel” Michał Śmielak

Thriller z motywami słowiańskimi. Mamy wioskę w Bieszczadach, małą społeczność i jej brudne tajemnice, oraz tajemniczy REGIEL otoczony legendami i przesądami. To właśnie tam chce budować teraz znany deweloper. Wkrótce zaczynają ginąć ludzie. Jedno ścięte drzewo to jeden martwy człowiek. Demony leśne to, czy ludzie?

„Światło między oceanami” M.L. Stedman

Kończę zestawienie klamrą i powieścią, która wyniosła tę australijską autorkę na szczyt. Tym razem to nie kawałek ognistej ziemi, ale wyspa u wybrzeży Australii staje się miejscem cichego cierpienia mężczyzny i kobiety. On ucieka od wojennej traumy, ona pragnie dużej, radosnej rodziny. On odnajduje rutynę w pracy latarnika. Ona… w rozpaczy traci kolejne ciąże. Marzenia legną w gruzach. Do dnia… Gdy na brzegu wyspy, w łodzi, znajduje niemowlę! Ta historia to znów jedna chwila, jedna decyzja i jej konsekwencje, które ciągną się latami. Rozrywająca serce.

Bo warto czytać.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.