Site icon Wielki Buk

Nowe horrory: wilki, duchy, upiory


Wilków należy się bać i nie dajcie wmówić sobie inaczej. Zresztą przekonacie się dzisiaj sami. Duchy, wilki, upiory – czas Was trochę przerazić!

„Zabawa w wilka” Zuzana Rihova

Wilków należy się bać. Wiedzą o tym szczególnie dziewczynki małe i duże. Wilki miewają różne oblicza – czasami kuszące jak domek z piernika. Czasami mroczne jak najgłębsze, duszne i wilgotne zakątki lasu. Nie dajmy wciągnąć się w zabawę z takim wilkiem. Przed czym przestrzega również Zuzana Rihova.

Bohumił i Bohumiła przenieśli się na sielską wieś. Przynajmniej taki był plan, bo ich nowy dom ukryty w ciemnym, gnijącym wąwozie nie ma ani światła, ani ciepła prawdziwego domu. Zresztą, tak jak związek, który tworzą Bohumił i Bohumiła. Ona zrobiła coś niewybaczalnego. On nie potrafi jej wybaczyć. Jest też chłopiec, synek, o specjalnych potrzebach – on żyje w swoim świecie. Z początku, nie czują wilczego oddechu na karku. Do czasu.

Pierwsze skojarzenia to: „Loteria” Shirley Jackson, to duszne opowiadania Joyce Carol Oates czy Flannery O’Connor. Taki horror w pełnym słońcu. Niepokój między słowami, ukryty za drzewem. Taki, który wiesz, że się wydarzy i nie będzie przed nim ucieczki. I taka jest atmosfera „Zabawy w wilka”. My wiemy, że TO się wydarzy, czymkolwiek to jest. Jedno jest pewne – ta rodzina skazana jest na zagładę. Na rozszarpanie. Na wilka.

W tle baśń o Czerwonym Kapturku. W różnych, coraz bardziej niepokojących wersjach. Od tej najbardziej poczciwej po okrutną, pierwotną wersję baśni, obrzydliwą w swojej wiarygodności. Cały czas miałam ciarki, cały czas czułam ucisk w żołądku. Zuzana Rihova przecież nie straszy, ona SUGERUJE, nic bezpośrednio, nawet w finale… A jednak – to wystarczy, żeby poczuć przerażenie do szpiku kości.

REWELACJA to mało powiedziane. To jest mój hit. I pretendent do najlepszości w tym roku.

Był wilk to teraz upiory i „Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi” Mariany Enriquez

Argentyńska mistrzyni krótkiej, strasznej formy w nowym zbiorze opowiadań, które są jak szpilki wbijane w skórę. Makabryczne, drastyczne, dojmujące. Z tym opowiadań płynie i smutek, i strach, i przemoc tak namacalna, że chcielibyśmy odwróć wzrok,ale się nie da.

Enriquez zabiera nas w miejskie zaułki, do najniebezpieczniejszych dzielnic, do miejsc, w których nie ma nadziei i nawet duchy zamieniają się w upiory. Cierpią tak za życia, jak i po śmierci. I nie dają żyć, niszczą przejawy życia, karmią się bólem i strachem żyjących.

Z opowiadaniami Enriquez jest tak, że zostawiają wrażenie po sobie, bo każde z nich jest w pewien sposób podobne do poprzedniego, a jej zbiory mogłyby w sumie być zamknięte w jednym opasłym tomie. A jednak nie chcemy przestać sięgać po kolejne, po kolejne…

Proza Enriquez nie jest dla wszystkich. Jest jak koszmar wcielony w słowa. Bardzo południowoamerykański w wydźwięku. Bardzo prawdziwy. Dla spragnionych uczty śmiałków.

Na koniec duchy amerykańskiego zadupia, czyli „Motel Sun Down” Simone St James

Zakochałam się w książkach tej autorki. Totalnie i nieodwołalnie zakochałam. Jej „Zaginione dziewczyny” to majstersztyk, a „Motel Sun Down”? Przyznam, że liczyłam na więcej.

Fabuła jest prosta w obsłudze. W 1982 roku młodziutka, zbuntowaną Viv rozpoczyna pracę w motelu Sun Down i wkrótce przekonuje się, że motel jest nawiedzony. Nawet bardzo. I znika. Trzydzieści pięć lat później, jej siostrzenica idzie w jej ślady, by rozwikłać zagadkę zaginięcia ciotki. Zanurza się w historię tego miejsca i przekonuje na własnej skórze, co wydarzyło się naprawdę po zachodzie słońca.

Ta powieść mogłaby być spokojnie krótsza o połowę i nie straciłaby na tym nic a nic, a tylko zyskała. Bo ma niesamowity, przerażający klimat miejsca, które opuścił Bóg. Tytułowy motel to pułapka. I chyba było tak od samego początku jego istnienia. Jego historia jest lepka, niedopowiedziana, skąpana we krwi. I nie potrzeba tu żadnych indiańskich cmentarzy, ale po prostu ludzi, którzy w takich miejscach pokazują swoje prawdziwe oblicze.

Świetna, chociaż mogłaby być lepsza. I tak uwielbiam, bo to Simone.

Bo warto czytać.

O.

Exit mobile version