Książki na Walentynki – TOP 10

Książki na Walentynki

Miłosny to czas. Najpiękniejszy czas. Zdolny poruszyć rozkapryszone serca, wzburzyć już wrzącą krew. Feromony wirują w powietrzu, mieszając się z zapachem słodkich perfum, brokatu, piórek i fiurfiurek… To czas buduarów, zalotnych spojrzeń, delikatnego dotyku i pierwszych uniesień.

WALENTYNKI! Dzień Zakochanych! Dzień Szaleńców! Bo zdarza się przecież, że jedno z drugim trudno od siebie odróżnić!

Czytaj dalej

KSIĄŻKI NA JESIEŃ 2018

Jesień. Moja ulubiona pora roku.

Ostatnie dni babiego lata skrzą się w upalnym słońcu, ale nikogo już ta pogoda nie oszuka, bo słońce nie grzeje jak kilka tygodni temu, powietrze zrobiło się ciężkie, pajęcze, jak za filtrem w kolorze ognia, a wieczorami chłód już doskwiera, czuć powiew zmiany. Zaraz uderzy w nas jesienna aura, to nieuniknione. Kolorowe liście zawirują na wietrze, zatańczą swój ostatni taniec i zasną pośród gnijącej ziemi. Wszystko żółte, czerwone, przepełnione intensywnym zapachem przyrody szykującej się do snu. Czytaj dalej

Ulubione pisarki na Dzień Kobiet

Moi Drodzy, Moje Drogie Kobitki, Szanowne Panie, Dziewuchy, Babeczki, Dziewczęta i Dziewczynki!

Świętujmy Międzynarodowy Dzień Kobiet! Święto kobiecości, święto dziewczęcości, święto Drugiej Płci, czyli święto jak najbardziej wyjątkowe – nasze Święto!

Dobrze jest być kobietą. Dobrze jest być kobietą w czasach, w świecie i w kulturze, w których głośno mówi się o kobiecości. W których można mówić o kobiecości. W rzeczywistości, którą kobiety mogą tworzyć i kreować, burzyć i budować od nowa. Gdzie kobiece głosy tak głośno rezonują, tętnią i dudnią odważnie, bez strachu, mówiąc o tym co najważniejsze. Te głosy towarzyszą mi od najmłodszych lat, przypominając o sile drzemiącej w każdej z nas. Tych głosów słucham i to one mnie inspirują. To im dedykuję dzisiejszy wpis. Czytaj dalej

Wielkobukowe Ciekawostki Literackie: Rok 2017 rokiem JANE AUSTEN

bombla_ciekawostka

Moi Drodzy,

Nie wiem, czy wiecie, ale rok 2017 ogłoszone rokiem Jane Austen! <3

Jak dobrze wiecie, przepadam ogromnie za prozą tej wspaniałej angielskiej pisarki, za „Emmą” w szczególności, ale nie ukrywajmy – to właśnie „Duma i Uprzedzenie” uznawana jest za jej najwspanialsze i najsłynniejsze dzieło, z Panem Darcym na czele.

To dobry moment, by przybliżyć Wam postać panny Jane, by zdradzić kilka ploteczek z jej niby tak zwykłego życia.

Temat na dziś:

JANE AUSTEN, 24-GODZINNE ZARĘCZYNY & PRAWDZIWY PAN DARCY!

Miłego oglądania!

O.

„Emma” Jane Austen

Bombla_Emma

 

„Nie kierują mną żadne pobudki, które zazwyczaj skłaniają kobiety do małżeństwa. Gdybym się zakochała, a, to co innego, ale nigdy jeszcze się nie zakochałam, nie leży to w mojej naturze i zdaje się, że nigdy się chyba nie zakocham. A wyjść za mąż bez miłości byłoby w mojej sytuacji kompletnym głupstwem. Nie szukam majątku, nie szukam celu w życiu, nie pragnę wysokiej pozycji, niewiele kobiet czuje się tak dalece panią mężowskiego domu, jak ja – Hartfield; nigdy też nigdzie nie byłabym tak kochana i szanowana; tu, w oczach mojego ojca, jestem zawsze pierwsza i mam zawsze rację.”

Z niektórymi opowieściami jest tak, że nigdy się nie starzeją. Mijają lata. Zmieniają się epoki. Przekształcają mody i gusta. A one trwają i odnajdują się w każdej kolejnej rzeczywistości. Grono ich odbiorców poszerza się i rozrasta, a uwielbienie i podziw przechodzą z pokolenia na pokolenie. Te opowieści są po prostu uniwersalne. Pasują do wszystkiego i zawsze znajdzie się w nich chociaż jeden element, z którym po części można się identyfikować, a z pewnością odnieść do otaczającego nas świata. Sądzę, że tak właśnie jest z powieściami Jane Austen. Wielbiona wśród zachodnich czytelników na całym świecie, z czasem zyskała sławę jakiej z pewnością nie spodziewała się za życia. Ekranizacje, inscenizacje, czy kontynuacje jej historii, z czołową „Dumą i uprzedzeniem”, stały się podstawą niejednego fanklubu zrzeszającego jej miłośników.

Twórczość Jane Austen to dla dorosłych prawie jak baśnie, w których w końcu książę przyjedzie na białym koniu, ukłoni się grzecznie i zabierze do lepszego świata we dwoje. Perfekcyjny romans, o którym jedynie można pomarzyć, tak nierealny, jak nierealna była historia o Królewnie Śnieżce, czy Pięknej i Bestii. Świat wykreowany jak z ówczesnego żurnala – arystokraci, wysokiej klasy towarzystwo, wieczne pikniki, proszone obiady i bale, na których ziszczało się przeznaczenie. Niemniej świat kuszący. I pomimo tych mamiących świecidełek wciąż w jakiś sposób adekwatny. Bo przecież uczucia się nie zmieniają. Pragnienia wciąż pozostają pragnieniami, nawet w dwieście lat później.

Powieścią, w której odnaleźć może się współczesna dziewczyna u progu dorosłości jest moja ulubiona z historii Jane Austen, czyli „Emma”. Jak każda z powieści tej uwielbianej angielskiej pisarki, tak i ta oparta jest o miłosne perypetie, przekomarzanie się i skryte podkochiwanie, tak by na końcu ziściły się marzenia wszystkich i szczęście zagościło w sercach. Jednak, tak jak kiedyś, dawno temu, „Emma” wydawała mi się właśnie taką uroczą komedią omyłek, pełną iluzji i gry pozorów, tak dzisiaj dostrzegam w niej niejako historię o wiele głębszą, której problemy bohaterów znajdują odzwierciedlenia także i dzisiaj. Jest to oczywiście bardzo różowy, pudrowo-koronkowy świat, pełen dobrych manier i pięknych wyrażeń. Zło zdaje się w ogóle nie przenikać do tej wyimaginowanej krainy, a jego przebłyski (jeśli w ogóle się pojawiają) są równie pastelowe, co otoczenie bohaterów. Panny na wydaniu, spore majątki i wymyślne fortele, by zdobyć wybrankę bądź wybranka swojego serca. A w tle ostateczne decyzje, które jeśli raz podjęte, zmienią wszystko na zawsze.

Emma Woodhouse wraz z ukochanym ojcem mieszkają razem w sporej posiadłości, otoczeni służbą, przyjaciółmi i masą gości, która przelewa się przez ich dom. Emma ma wszystko czego pragnie. Jest bogata, ładna i inteligentna. W dodatku, po śmierci matki i zamążpójściu starszej siostry, została panią domu, z całkowitą kontrolą nad rodziną i domownikami. Życie Emmy upływa na uroczych przyjemnościach – spacerach, proszonych wieczorkach karcianych (w jej posiadłości) i przyjmowaniu przyjaciół. Nie ma żadnych konkretnych pasji. Uwielbia wiele rzeczy, ale żadnej nie potrafiła poświęcić należytej uwagi. W ramach spędzania wolnego czasu, którego ma całkiem sporo, Emma zajmuje się kojarzeniem zaprzyjaźnionych par. Podobno, bo tak sama sobie wmówiła, to dzięki niej jej wieloletnia opiekunka znalazła męża i niedawno wyprowadziła się do własnego domu. Teraz przyszła kolej na nową przyjaciółkę Emmy, czyli młodziutką, głupiutką i zagubioną Harriet Smith. Zaczyna się polowanie na miłość, perypetie i ciąg wydarzeń, w które zaplątani zostają okoliczni kawalerowie z Georgem Knightley w roli jedynego głosu rozsądku w tym całym zaistniałym chaosie. Emma nie wie jeszcze, że wprowadzając w ruch machinę zalotów wkrótce sama wpadnie we własne sidła i przekona się, że miłość była tuż, tuż, za rogiem.

Na tle wszystkich pozostałych kobiecych postaci wykreowanych przez Jane Austen, Emma jest wyjątkowa. Spośród wszystkich tytułów, na które składają się cechy charakteru („Rozważna i Romantyczna”), emocje („Duma i Uprzedzenie”), czy komentarz sytuacyjny („Perswazje”), jedynie Emma zyskała tytuł wyłącznie dla siebie. Nie ma tu miejsca na rozdwojenie. Nie ma miejsca dla drugiej osoby. Jest Emma i Emma już wystarczy. To ona stanowi główną oś opowieści, to wokół niej krąży fabuła i to ona jest podstawą wszystkich zaistniałych perypetii. Na dokładkę, Emma jako jedyna główna bohaterka Austen ma ponad pozostałymi przewagę w postaci wysokiego statusu społecznego. Ona niczego nie musi, jedynie może. Podstawą jej życia jest wybór, co zdaje się być tym bardziej unikatowe na tle bohaterek epoki. Panna Woodhouse ma pozycję w towarzystwie, posiada zapewniony i, co ważne, zabezpieczony majątek oraz rodzinę, która wspiera ją we wszystkich zachciankach, czy pomysłach. Emma niczym nie musi się martwić, bo sama kreuje swój los. Ma w rękach wszystkie karty swojego przeznaczenia, co pozwala jej na przeżywanie chwil w spokojnej szczęśliwości.

Tylko dlaczego w takim razie Emma wcale nie wydaje się być spełniona? Czemu widać, że w jej przypadku istnieją jedynie chwile zadowolenia, a szczęście jest jedynie pozorne? Dlaczego, gdy z horyzontu znikają kolejne przyjaciółki, znajomi i goście, gdy zostaje sama ze swoimi myślami popada w melancholię? Emma boi się. Z jednej strony jej postać to doskonałe odzwierciedlenie marzeń każdej wchodzącej w dorosłość dziewczyny tamtych czasów (i naszych również). Jest niezależna, wykształcona i lubiana. Ma wszystko, czego mogłaby pragnąć. Wokół niej działa kołowrotek miłosnych szaleństw. Każdy, zarówno kobiety jak i mężczyźni,  zdaje się poszukiwać jedynie „dobrej partii”. Miłość w powietrzu. Miłość na salonach. Miłość w półsłówkach i żarcikach. Emmie zdaje się, że niczym władca marionetek ma jakikolwiek wpływ na uczucia innych, a tak naprawdę sama niewiele wie o miłości. Podjęte przez nią działania to mało wyrafinowana manipulacja, która jedynie szkodzi zamiast ułatwiać. W gruncie rzeczy ona boi się zmian i podejmowania ostatecznych decyzji. Wygodnie jej jest udawać ciągle, że samotność to wyjście, którego najbardziej pragnie. Dzięki temu na zawsze zachowa swoje status quo. Będzie tylko córką, tylko siostrą i tylko przyjaciółką. Te same obowiązki, bez konieczności obracania życia do góry nogami. W końcu miłość to życiowe tornado, poświęcenie i kompromis – to, co z takim trudem przychodzi naszej bohaterce.

Historia „Emmy” zawiera w sobie wszystko to, co tak uwielbiam w powieściach Jane Austen, a co sprawia, że z trudem przychodzi oderwanie się od lektury. Jest tu pokrętna fabuła, perfekcyjnie skonstruowane postacie i główni bohaterowie, którym nie sposób nie kibicować. Wspaniałym smaczkiem są doskonałe dialogi, jedyne w swoim rodzaju, a tak typowe dla pisarstwa Austen. Jednak przede wszystkim, to co sprawia, że „Emma” stała się moją najukochańszą powieścią z jej dorobku jest… sama Emma. Urzekła mnie jej metamorfoza i jej walka z własnymi słabościami, by w końcu przełamać strach i przyznać się tak przed światem, jak i przed sobą, że nikt nie ma ostatecznych odpowiedzi, a miłość przychodzi czasami znienacka, skąd najmniej można się jej spodziewać.

O.

 

Walentynkowa Uczta Miłości 2014

Bombla_UcztaMilosci2014

Ach, ach, ach! Jak romantycznie! Jak różowo! Jak serduszkowo w powietrzu! Walentynkową Ucztę Wielkiego Buka czas rozpocząć! Amorki? Są. Czerwone piórka? Prawie. Miśki, czekoladki  i wszystkie inne atrybuty zakochanych? Są i świecą triumfy na miejskich wystawach. W powietrzu znowu roznosi się zapach szaleństwa i pudrowej tandety, a to nieomylne oznaki, że nadeszło Święto Zakochanych.

Wiem, wiem – wielu z Was z pewnością Walentynkami gardzi, albo co najmniej nie przepada. Powodów na taki stan rzeczy jest z pewnością wiele i nikogo nie oceniam 🙂 Ja natomiast ten uroczy dzień lubię. Jest zabawnie, jest różowo-czerwono i pozytywnie w powietrzu.

W tym roku postanowiłam nie zamęczać Was niepotrzebnie romansidłami przez większość lutego, jak zrobiłam w roku poprzednim, ale w zamian przygotowałam dla Was listę pięciu opowieści o miłości-niemiłości, silnych uczuciach i złamanych sercach, które z pewnością przypadną Wam do gustu. To następne w kolejności buki po absolutnych romantycznych klasykach (TUTAJ), które uwielbiam, i które doskonale sprawdzą się na porządną miłosną lekturę 🙂

Kochanek„Kochanek” Marguerite Duras („L’Amant”)

O pierwszych namiętnościach i rozbudzonych zmysłach w parnym, wietnamskim Sajgonie lat trzydziestych. To jeszcze czasy indochińskich kolonii, tuż przed wojną, zanim Francja utraciła terytorium i wszyscy musieli się ewakuować. Nastoletnia Francuzka nawiązuje gorący, naznaczony perwersją romans z bogatym, dorosłym Chińczykiem. Mało tu uczuć, więcej ciała i budzącej się do życia seksualności. Utrata niewinności, konflikty rodzinne i społeczne, słodko-gorzki smak zakazanego romansu. A wszystko w intensywnym, buzującym, rozerotyzowanym stylu Marguerite Duras. Pozycja obowiązkowa.

KochanicaFrancuza„Kochanica Francuza” John Fowles („The French Lieutenant’s Woman”)

Historia nietypowa, bo o trzech całkowicie różnych zakończeniach, w zależności od nastroju i potrzeb czytelnika. Połowa XIX wieku. Nadmorskie miasteczko na brytyjskim wybrzeżu. To tam, po latach udręki, próbuje ułożyć sobie życie Sarah Woodruff, kobieta wyklęta, o złej sławie tytułowej „kochanicy Francuza”. Tam poznaje ją młody Karol Smithson, którzy przyjeżdża w odwiedziny do narzeczonej. Bezkompromisowa, niezależna i lekko niezrównoważona Sarah przyciąga tego dżentelmena jak magnes, a jej nowoczesna postawa niejako zmusza go do zweryfikowania swoich purytańskich poglądów. Warto poznać.

KochanekLady„Kochanek lady Chatterley” David Herbert Lawrence („Lady Chatterley’s Lover”)

Idealny przepis na intensywny w doznania romans. Ona, Constance Chatterley, jest angielską arystokratką. On, Oliver Mellors – ubogim leśniczym. Ona, odrzucona i psychicznie stłumiona przez kalekiego męża, szuka nowych miłosnych doznań. On nie ma nic przeciwko zalotom delikatnej, wrażliwej kobiety z wyższych sfer. Rozpoczyna się mocno cielesny, zakazany romans, z konfliktem klas w tle.  Powieść swoiście legendarna, spowita mgiełką skandalu, wielokrotnie ulegała przymusowej cenzurze ze względu na swoje otwarte i szczegółowe opisy seksualnych praktyk.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

„Księżna de Clèves” Madame de La Fayette („La princesse de Clèves”)

Dramatyczna opowieść o miłosnym trójkącie, którego… nie było. Piękna, szesnastoletnia panna de Chartres wychodzi za mąż za księcia de Clèves, niestety bez miłości. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew zasadom wpojonym przez matkę, dziewczyna zakochuje się w znanym dworskim kobieciarzu, który ją adoruje. Rozkwita uczucie, które nie powinno w ogóle mieć miejsca, w młodziutkiej księżnej rodzą się wyrzuty sumienia, które prowadzą ją do smutnego zakończenia. Powieść urocza, „wykwintna” – absolutny francuski klasyk.

Rozważna„Rozważna i romantyczna” Jane Austen („Sense and Sensibility”)

Powiedzmy sobie szczerze – nie ma literatury romantycznej bez Jane Austen. To moja trzecia ulubiona powieść autorki (po „Emmie” i „Dumie i uprzedzeniu”). I jak to u tej brytyjskiej pisarki bywa są dwie zupełnie różne siostry, obie na wydaniu, jest książę z bajki, który okazuje się zwykłą żabą, jest poczciwy nieudacznik, który okazuje się tym wymarzonym. Jest pierwsza miłość, małe namiętności, złamane serca, nieporozumienia, magiczne wyznania i masa perypetii, które łączą wszystko idealnie w austenowską całość. Klasyka romansu.

Poniżej, dla przypomnienia i do poczytania, mam też dla Was zeszłoroczne wpisy z cyklu Uczta Miłości Wielkiego Buka 2013:

A mi nie pozostaje nic innego, jak życzyć Wam pięknych chwil z książką w łapkach 🙂

O.

„Duma i Uprzedzenie” Jane Austen

Bombla_DumaAustenW tym roku, a dokładnie 27 stycznia, minęło 200 lat od wydania jednej z najsłynniejszych brytyjskich powieści romantycznych. Zorganizowano nawet bal, który, specjalnie na tą okazję, precyzyjnie odwzorowano z kart powieści. A dokładnie pewien bal w posiadłości Netherfield. Czy wiecie o której powieści mowa? Oczywiście o „Dumie i Uprzedzeniu” Jane Austen.

Gdyby Jane Austen pisała swoje powieści dzisiaj, z pewnością, w krótkim czasie, stałaby się jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych pisarek na świecie. Setki milionów sprzedanych egzemplarzy. Na każdym kontynencie (może z wykluczeniem Antarktydy 🙂 ). Setki tłumaczeń i przekładów. Dziesiątki ekranizacji i uwspółcześnień. Nieskończona ilość fun fiction i oficjalnych kontynuacji. Na stylu Jane Austen próbują wzorować się dziesiątki pisarek powieści romantycznych. Dla każdej z nich jest symbolem twórczyni doskonałej. Skąd takie niekończące się uwielbienie dla jej książek? Skąd takie umiłowanie do jej bohaterów i bohaterek? Przede wszystkim bohaterów, bo kto nie słyszał o doskonałym panu Darcy’m? Albo uroczym Bingley’u? W czym tkwi sekret panny Austen?

Zarówno jeśli chodzi o „Dumę i Uprzedzenie” jak i o inne powieści tej autorki, np. „Rozważna i Romantyczna”, czy „Emma”, prowadzi do nich jeden trop. Otóż, jest to opis MIŁOŚCI IDEALNEJ. Doskonałej. Tak perfekcyjnej i niezapomnianej, że samo czytanie o niej wpływa dobrze na kobiece serca i koi dusze czytelniczek. To miłość tak bajkowa i magiczna,  że jej magia wypływa z kart powieści i zaraża pozytywnością odbiorcę. Dzięki takiej taktyce pisarskiej Jane Austen jest lepszą terapeutką miłosną i jeszcze lepszą specjalistką od związków męsko-damskich niż Oprah i Dr Phill razem wzięci. Pomimo, że minęło już 200 lat. Aż czasami trudno uwierzyć. A jednak.

A jaka jest miłość idealna według Jane Austen?

Przede wszystkim miłość idealna to taka, na której drodze do szczęścia stają różne ciekawe przeszkody. Może być to rodzina. Na przykład jakaś stara ciotka, jak Lady Catherine de Bourgh, nie może pogodzić się, że jej ukochany siostrzeniec chce poślubić kogoś o tak zaniżonej pozycji społecznej jak Elisabeth.  Albo może jest to jakiś skandal z przeszłości,  dokonany w stylu kogoś tak niesamowicie szarmanckiego jak Wickham. Mogą to być dziwne niedomówienia spowodowane plotkami, czy przeczytanym pokątnie listem… albo niezrozumieniem prawdziwych intencji drugiej osoby. Na drodze do szczęścia mogą stanąć również „najlepsi” przyjaciele, dla których układy są ważniejsze od rodzinnego szczęścia innych. Tak było przecież w przypadku Bingley’a i Jane. Dzięki takim szalonym perypetiom ostateczne spełnienie uczucia wybranej pary ma jeszcze słodszy smak. I wywołuje więcej wzruszeń.

Kontynuując, w miłości idealnej według Jane Austen, musi nastąpić między innymi moment całkowitego braku nadziei na lepsze jutro. Bohaterowie, przez wyżej wymienione przeszkody, muszą (jest to obowiązkowy aspekt idealnej miłości) zwątpić w swoje uczucia i uznać je za niegodne i głupie. W następstwie następuje etap całkowitego zerwania stosunków z przedmiotem swoich uczuć i zaprzepaszczenie wszelkich nadziei „na zawsze”. W takim momencie razem z naszą bohaterką powinniśmy być gotowi oddać duszę i życie Bogu i poświęcić się potrzebującym, zamiast tracić czas na niepewne miłostki.

Bywa również (nie jest to jednak pewny element), że jedyną opcją na spełnienie swojego uczucia, a nawet do wymuszenia go na obiekcie, na które uczucia są skierowane, jest ucieczka z nim. Najlepiej, żeby było to zaaranżowane w ten sposób, by całkowicie pohańbiło rodzinę. Dzięki temu można być pewnym, że ktoś się w końcu ulituje, zorganizuje małżeństwo, by ratować „kobietę upadłą” i ostateczne rozwiązanie problemów również dojdzie do skutku. Tak było w przypadku Lidii i Wickhama, któremu nie zostało nic innego, jak poślubić „uprowadzoną” dziewczynę.

W miłości idealnej nie ma fizycznych uniesień. Są zbliżenia rąk, czasami otarcie o ukochanego, czy pogładzenie pukla włosów, ale chwila pierwszego pocałunku, a co za tym idzie seksualnego napięcia, przedłuża się w nieskończoność. Tak bardzo, że nawet czytelniczkom chce się krzyczeć i płakać ze szczęścia, gdy w końcu bohaterowie musną się wargami. Pozostawia to słodki niedosyt i wzmaga pożądliwość czytelniczą.

Kolejnym ważnym aspektem jest to, że miłość idealna jest dostępna dla wszystkich. Czytając Jane Austen, każda dziewczyna może poczuć się wyjątkowa i mieć pewność, że gdzieś tam, w oddali, czeka na nią ten „jedyny” mężczyzna i na pewno już wkrótce ją odnajdzie. Nie trzeba być wielką damą, księżną, czy bogatą hrabiną. Nawet najzwyklejsza dziewczyna może odnaleźć swojego księcia. Mimo niskich walorów społecznych, finansowych, czy fizycznych. Rozpiętość typów bohaterek w jej powieściach jest tak duża, że każda czytelniczka odnajdzie tam samą siebie lub jakiś ważny wyróżniający osobisty element.

A na końcu, idealna miłość to taka, której ostatecznym spełnieniem jest ślub. Traktowany oczywiście jako najpiękniejszy dzień w życiu bohaterki. Na tym momencie powieści Jane Austen kończą się i zamykają nam wgląd w życie codzienne zakochanych. Bo najpiękniejsze co mogło się wydarzyć już się ziściło. Właśnie to odróżnia prozę sióstr Brontë od Austen, że ta druga nie wprowadza nas we wspólne życie ulubionych bohaterów. Tak jakby to, co najważniejsze już się dokonało, a cała reszta nie jest na tyle interesująca i intensywna w doznania, by ją opisywać.

I to jest kolejny aspekt, który sprawia, że jej powieści są takie wyjątkowe. Jane Austen zostawia nas na największym wdechu. Kiedy jesteśmy na wielkim wzruszającym „Aaaach!” i zamyka szybko historię. Żeby nie było niepotrzebnych rozczarowań. Nie było tej suchej codzienności. Bo po co? W końcu to ma być miłość idealna. Obrazkowa. Ma nadawać pęd, by każda z czytelniczek pragnęła poszukiwać swojego Darcy’ego, Bingley’a, Wickham’a czy Collins’a. Bo po co byłaby im wiedza, że Darcy na co dzień nie musiałby koniecznie być taki perfekcyjny? Że Bingley w tej swojej naiwności mógłby być tak naprawdę nudny, Wickham brutalny, a Collins nawiedzony? No właśnie. Po co? 😉

A na zakończenie, moi drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, życzę Wam pięknego i romantycznego Dnia Świętego Walentego. Takiego pełnego wielkich miłosnych uniesień i uroczych wyznań. Nieważne, czy tych na kartach powieści, czy tych filmowych, czy rzeczywistych. By było słodko i miłośnie. Bo przecież  to tylko jeden dzień w roku specjalnie dla miłości przeznaczony.

O.