„Dziewczynka z atramentu i gwiazd” Kiran Millwood Hargrave – recenzja

Porywająca opowieść o odwadze, sile i wielkiej przygodzie w magicznej opowieści pełnej legend i map – „Dziewczynka z atramentu i gwiazd” Kiran Millwood Hargrave.

Czytaj dalej

Rodzice, czytajcie dzieciom!

Warto czytać dzieciom? Cóż to w ogóle za pytanie! A jednak nie jest to wcale tak oczywiste…

Moje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa związane są głównie z książkami. Tak się jakoś złożyło, że książki, książeczki, wszelkie słowo pisane towarzyszyło mi od najmłodszych lat, a moi Rodzice czytali nie tylko dla siebie, dla przyjemności, ale także razem ze mną każdego dnia. Patrzyłam na nich i napatrzeć się nie mogłam. Umiejętność czytania wydawała mi się magiczna i sama jak najszybciej chciałam nauczyć się czytać, żeby poznawać więcej historii, pożerać coraz więcej opowieści. Tylko to było już dawno…

Czytaj dalej

„Damy, Dziewuchy, Dziewczyny. PODRÓŻE W SPÓDNICY” Anna Dziewit-Meller & KONKURS!

Odkrywczynie i pionierki, kobiety wyjątkowe, które zmieniały świat są bohaterkami przepięknej publikacji nie tylko dla małych dziewczynek – „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy” Anny Dziewit-Meller okraszonej ilustracjami Joanny Rusinek.

Tak jakoś się niefortunnie złożyło, że kiedy mówimy albo piszemy o historii, o odkrywcach, o zdobywcach, o słynnych podróżnikach, wojownikach, przywódcach, to na myśl przychodzą nam nazwiska typowo męskie, jak Amerigo Vespucci, Krzysztof Kolumb, Edmund Hillary, Neal Armstrong, Tony Halik… Można by wymieniać bez końca, bo co rusz wpadają do głowy znane postacie mężczyzn, którzy podbili świat. Natomiast historia kobiecych dokonań zostaje nieco w tyle, zapomniana, ignorowana, jakby mniej istotna, mniej znacząca dla dziejów ludzkości. Czytaj dalej

KSIĄŻKI DLA DZIECI – klasyka światowej literatury dziecięcej

Klasyka łączy pokolenia, powtarzam to od lat. Stoję murem za kanonem, który stanowi dla mnie niezmiennie literacką podstawę, obowiązkową bazę na mojej czytelniczej drodze. Jest również odpowiedzią na fundamentalne pytanie skąd przyszliśmy, a jednocześnie najlepszym narzędziem, byśmy mogli pojąć w jakim kierunku zmierzamy. Bez klasyki literatury (bo kanon jest klasyką i podstawą) współczesność byłaby niczym wyciągnięta z pustej nicości i znaczyłaby tyle co nic, a każda kolejna opowieść, każdy jej najmniejszy element byłby zawieszony w pustce. Czytaj dalej

„Dziewczynka, która wypiła księżyc” Kelly Barnhill – recenzja

„Dziewczynka, która wypiła księżyc” Kelly Barnhill, czyli opowieść dla mniejszych i większych dzieci, która nie przez przypadek okrzyknięta została pozycją współczesnego kanonu literatury oraz nagrodzona prestiżowym Medalem Johna Nebery’ego za wybitny wkład w amerykańską literaturę dziecięcą.

Opowieści dzieciństwa zostają w człowieku na zawsze. Kształtują jego postrzeganie świata, tworzą pierwsze perspektywy, są budulcem dla przyszłego trwalszego charakteru. Baśnie, mity, legendy – wszystkie archetypy, wszystkie pierwotne schematy zamknięte są w historiach, które poznajemy od najmłodszych lat i przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie zostają w nas na całe życie. Napisać doskonałą historię, która te archetypy w pewien sposób obali i stworzy nowe fundamenty nie jest łatwym zadaniem, ale jest możliwe, mimo wszystko. Czytaj dalej

„Robin Graficiarz” Muriel Zürcher – recenzja

„Robin Graficiarz” od Muriel Zürcher, czyli nagradzana, urocza miejska historia o tęsknocie i samotności idealna dla starszych dzieciaków.

Spacerując ulicami miast niezbyt często zwracamy uwagę na malowidła na budynkach. Przyzwyczailiśmy się do skomplikowanych murali, które wyrastają na blokowiskach, do street artu w duchu Banksy’ego, który znika szybciej niż się pojawia. To już część miejskiego krajobrazu, dla jednych kojarzonego z wandalizmem, dla innych z nowoczesną sztuką i głosem zwykłych ludzi. Bywa, że faktycznie takie graffiti to wyraz ekspresji ulicznego artysty, społeczny komentarz, odpowiedź na nękające nas pytania i lęki. Ale czasami to krzyk, to płacz, to wycie z ciemności i błaganie, by ktoś na nie odpowiedział. Czytaj dalej

„BANG BANG! Wystrzałowy samochód” Ian Fleming – recenzja

Bond. James Bond. Agent MI6. Kryptonim 007. Martini. Wstrząśnięte, nie zmieszane. Piękne kobiety. Najgorsi złoczyńcy. Globalne spiski. Szalone technologiczne gadżety. Szybkie samochody, w tym kultowy już Aston Martin. I oczywiście Ian Fleming – ojciec najsłynniejszego agenta brytyjskiego wywiadu. Kto by pomyślał, że ten twórca całej bondowskiej serii, która podbiła świat literatury i filmu pisał również… opowiadania dla dzieci! Z myślą o swoim synku Casparze, autor stworzył pysznie rodzinną opowieść, w której główną rolę odgrywa nie co innego, jak szybki jak błyskawica, legendarny już samochód.

Lektura dla dzieciaków młodszych i starszych, oraz dla ich rodziców też, czyli Ian Fleming przedstawia Chitty Chitty „BANG BANG! Wystrzałowy samochód”, który zapoczątkował serię kontynuowaną przez Franka Cottrella Boyce’a.

Czytaj dalej

Bukowe prezenty cz.1

Bombla_BukowePrezenty1

Grudzień zbliża się wielkimi krokami. A jak grudzień, to sezon prezentowo-świąteczny, czyli zakupowe szaleństwo 🙂 Co prawda jest dopiero koniec listopada, ale jak zdążyłam się już przekonać przez lata, najlepiej zakup prezentów planować z wyprzedzeniem, zanim wpadniemy w przedświąteczną gorączkę i nerwowo będziemy biegać po sklepach.

Nie będę przed Wami ukrywać, że uważam książki za prezenty idealne. Mogłabym dostawać je na każdą okazję i nigdy nie miałabym dość. Co więcej, największą radochę sprawia mi również  kupowanie buków jako prezenty i oglądanie zachwyconych min moich rodzinno-przyjecielskich moli książkowych, którzy z radością zagłębiają się od razu, tego samego wieczora w lekturę i nie mogą się oderwać.

Ale wiadomo – mól książkowy molowi nierówny i czasami nie za bardzo wiemy, co kupić w natłoku promowanej literatury na księgarskich półkach. Przytłoczeni bierzmy cokolwiek, byle dojść do kasy i mieć zakupy z głowy. Dla wszystkich poszukujących prezentowych propozycji postanowiłam zrobić małe zestawienie (w dwóch częściach), podzielone na różnych czytelników i ich preferencje. Oczywiście zestaw ten jest jak najbardziej subiektywny i mocno ograniczony, ale może zainspiruje Was w bukowych poszukiwaniach prezentów idealnych.

Wybrałam buki najbardziej uniwersalne, takie które uważam za trafione w 100%, i które sama kupuję, kupiłam lub planuję zakupić na prezenty dla najbliższych 🙂

Maluchy i przedszkolaki, czyli miłość do książek zaczyna się od kołyski.

Nazwijcie mnie staromodną i tradycjonalistką, ale uważam, że książki są podstawą w rozwoju wyobraźni u dzieci. Szczególnie tych najmniejszych, które od momentu, gdy tylko otworzą oczy są bombardowane bodźcami z każdej strony, atakowane kolorowymi pseudo-bajkami i historyjkami bez wartości odżywczych. A jak wiemy, takie maluchy łapią wszystko z powietrza, świetnie zapamiętują i… uczą się obserwując i słuchając. Dlatego uważam, że warto zadbać o dobór lektur już od najmłodszych lat, nie kupować na siłę kolorowych książeczek z kiosku, które mają po jednym zdaniu i zero przekazu. Natomiast warto bardzo zakupić BAŚNIE – prezent idealny.

Wybór jest ogromny: Hans Christian Andersen, Bracia Grimm, Charles Perrault, a dla starszych dzieci baśnie Oscara Wilde’a, albo zbiór baśni polskich, czy bajek Jana Brzechwy i Juliana Tuwima. W tym roku Nasza Księgarnia wydała także wznowienie klasyki polskich bajek– cykl „Poczytaj Mi Mamo„, czyli takie małe wspomnienie z dzieciństwa, moim zdaniem obowiązkowe w każdym domu z maluchem.

Uczniowie podstawówki, czyli nie tylko szkolne lektury.

Szkoła łatwo potrafi zniechęcić do czytania, a przecież nie ma nic lepszego od zaczytywania się w piękne historie i ćwiczenia wyobraźni. Na tym poziomie, dla młodszych czytelników najlepiej sprawdzą się KLASYKI LITERATURY DZIECIĘCEJ. Są uniwersalne i warto do nich powrócić także po latach. Tutaj również wybór jest olbrzymi, a każda z poniższych książek spokojnie będzie trafiona i sprawi dziecku mnóstwo radości.

Pomysły zarówno dla dziewczynek i dla chłopców: cykl opowieści o Muminkach Tove Jansson (razem powstało dziewięć książek, każda cudowna), seria o Harrym Potterze J.K. Rowling (bo jak nie kochać magii?), seria o Mikołajku, autorstwa Sempégo i Goscinnego (płakałam ze śmiechu i płaczę teraz też), siedem tomów „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa (pewnego dnia odnajdę taką szafę), magiczna seria „Baśniobór” Brandona Mulla (same pozytywne opinie), a także niezapomniany „Kubuś Puchatek” A.A. Milne (nie trzeba polecać).

 Z buków pojedynczych, które niedawno pojawiły się na rynku polecam: „Niedoparki” Pavla Šruta (przezabawna opowieść o życiu pożeraczy skarpet) i „Bestiariusz słowiański” Pawła Zycha i Witolda Vargasa (perełka dla czytelników w każdym wieku). Świetnym pomysłem są też książki dla mniejszych i większych podróżników, a także dzieciaków, które są ciekawe świata i lubią uczyć się nowych rzeczy, czyli  „Mapy” Aleksandra i Daniela Mizielińskich (już uwielbiana i recenzowana na świecie) i „Jaś Ciekawski. Podróż do serca oceanu” Matthiasa Picarda (piękny i unikatowy komiks).

CIĄG DALSZY NASTĄPI… już na dniach 🙂

Jeśli szukacie czegoś dobrego, w konkretnym gatunku poniżej mam dla Was linki do moich czterech bukowych kategorii, ułatwiających wyszukiwanie (do znalezienia również na dole strony):

Nocne łowy – czyli horrory, gore, thrillery i opowieści grozy.

Weekend ze Stephenem Kingiem – czyli wybór powieści Mistrza :).

Uczta miłości – opowieści o miłości.

Gruby Zwierz – klasyki literatury, opowieści kultowe, wielkie historie i buki doskonałe, które warto znać.

Na dokładkę mam dla Was trzy praktyczne porady idealne dla wszystkich, którzy w tym roku planują bukowe zakupy:

1. Nie bójcie się antykwariatów! To takie trochę zapomniane miejsca, które coraz częściej znikają z miejskich map, a szkoda, bo można w nich wynaleźć perełki, czasami za grosze, a na pewno w niższych cenach. Jako leniwiec korzystam z tych internetowych i uważam, że naprawdę warto. Zazwyczaj wynajduję książki od lat niewznawiane, takie, o które trudno już dzisiaj w księgarniach, zarówno polskich, jak i zagranicznych autorów. Pamiętajcie tylko, żeby zawsze sprawdzić jakość wydania i czy niczego antykwarycznej książce nie brakuje!

2. Warto inwestować w klasykę! Niby truizm, ale łatwo o tym zapomnieć, gdy w twarz rzucają nam TOP 10 świata i okolic 😉 Kiedy nie wiadomo co kupić, a wiemy, że osoba, którą chcemy obdarować uwielbia książki, na pomoc zawsze przychodzi klasyka literatury polskiej i światowej. W tym wypadku wybór jest TAK ogromny, że nie ma sensu się rozpisywać, ale jedynie rozpoznać podstawowy gust czytelnika i dobrać coś idealnego (najprostszy przykład: dla niepoprawnych romantyczek, kochających filmy kostiumowe: Jane Austen lub siostry Brontë ) 🙂

3. Szukajcie sezonowych zestawów! Co trzy buki to nie jeden 🙂 Przed Świętami księgarnie prześcigają się w tworzeniu wygodnych książkowych zestawów, czasami nawet za ułamek, albo połowę ceny, jaką zapłacilibyśmy za wszystkie książki z osobna. Trylogie, sagi, bukowe cykle, albo zestawy tematyczne, czy spod pióra tego samego autora – przedświąteczny czas to wyraj dla wydawnictw i warto z niego skorzystać.

Udanych łowów i czekam na Wasze zakupowe wrażenia 🙂

O.

P.S. Jeśli ktoś szuka bukowej porady, bo niczego na liście nie znalazł – pisać, nie wstydzić się 🙂

„Alicja w Krainie Czarów” Lewis Carroll

Bombel_alicja
Poziomkowa Dolina to miejsce wyjątkowe. Uroczy, ukryty zakątek, do którego tylko nieliczni znają prowadzące ścieżki. To właśnie tutaj zakwitają książkowe perełki pisane zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Takie, które rosną razem z czytelnikami. To opowieści ponadczasowe, opowieści dzieciństwa, stare znajome, takie, po które warto sięgnąć po latach, by na nowo odkryć ich sens.

„Alicja w Krainie Czarów” Lewis’a Carroll’a należy właśnie do takich historii. Absolutny klasyk literatury dziecięcej, który ani trochę się nie zestarzał, ale dojrzał i przekradł do świata dorosłych. Powieść dwuznaczna. I to nie tylko z powodu licznych gier językowych czy smaczków słowotwórczych, w których Carroll się specjalizował i którymi mistrzowsko operował. Z jednej strony „Alicja w Krainie Czarów” to ukłon w stronę wyobraźni i otwartego „dziecięcego” umysłu, z drugiej smutna, miejscami przerażająca karykatura codzienności świata dorosłych, widziana oczami wrażliwego dziecka.

Z początku wyobraźnia tytułowej Alicji jest wyraźnie przytłumiona. Trudno zauważyć nawet jej czułość i wrażliwość. Bo oto siedzi sobie na ogrodowej ławeczce znudzona i senna dziewczynka. Jest znudzona i czeka aż nastanie pora podwieczorku. Jesteśmy w epoce wiktoriańskiej, a tutaj dzieci, a szczególnie małe dziewczynki, obowiązują narzucone z góry, surowe zasady. Nic nie jest przypadkowe. Nic nie jest spontaniczne. Dzieciństwo w koronkach i wykrochmalonych fartuszkach. W dotychczasowym życiu Alicji nie ma miejsca na niekonkretne opowieści i bujanie w obłokach. Historie muszą mieć formę, opatrzone muszą być obrazkami i podparte jednoznacznym dialogiem.

„Na co komu książka bez obrazków i bez rozmów?”, pyta Alicja. Niedawno pytanie to zadano na oficjalnej stronie portalu xiegarnia.pl, zachęcając czytelników do odpowiedzi. Ponieważ fascynuje mnie zarówno świat Alicji, jak i pytanie o celowość czystego tekstu i czytelnictwa w ogóle, podesłałam moją własną odpowiedź, którą wklejam poniżej (swoją drogą udało mi się wygrać egzemplarz nowego przekładu „Alicji w Krainie Czarów”, o którym więcej opowiem przy okazji zagadnienia tłumaczeń i przekładów).

Gdyby jej siedząca obok na ławeczce siostra usłyszała pytanie dziewczynki z łatwością odpowiedziałaby tak:

Kochana Alicjo, czy podziwiając błękit nieba masz pewność, że widzimy ten sam odcień? Czy rozmawiając o miłości i oddaniu możemy być pewne, że mamy to samo na myśli? Czy śpiew rudzika o poranku dla ciebie i dla mnie oznacza dokładnie to samo? Tak jak świat wokół nas, jak nasze myśli i słowa dla każdego znaczą coś innego, tak samo książka bez obrazków i bez rozmów dla każdego otwiera nowy, magiczny świat.

To świat iluzji i niedomówień, gdzie wszelkie sposoby interpretacji stają się możliwe. Gdzie wiek, czas, doświadczenie i stan ducha zmieniają perspektywy, jak taniec cieni na ścianie. Raz po raz zadajesz sobie pytanie, czy to jeszcze jest gałąź, czy już dłoń starej czarownicy? To jak zanurzenie się w głębiny i bezkresne otchłanie, gdzie światło gra i migocze i nic nie wydaje się być tym czym wydało się być na początku.

Taka książka to zaproszenie do świata, w którym króluje wyobraźnia, gdzie nikt ani nic nie stawia barier ani nie rysuje granic dla twoich myśli i obrazów.  To wkroczenie na terytorium, gdzie „są tylko smoki”, gdzie jeden kolor ma wszystkie możliwe odcienie, a postać po tysiąc różnych twarzy, jak niebo, które w każdym miejscu na ziemi wygląda odrobinę inaczej. Ta „odrobina” tworzy prawdziwą różnicę. Dzięki niej książka będzie rosnąć i dojrzewać wraz z tobą, a powroty do niej będą niekończącą się przygodą. Słowa ułożą się w setki kombinacji,  jak w barwnym kalejdoskopie i żaden układ nigdy się nie powieli.

Taka książka to jak móc tworzyć boskie dzieło. Dostajesz zarys, pomysł jedynie, a wszystko co się wydarzy będzie miało twoją iskierkę, twoją twórczą namiastkę i będzie należeć wyłącznie do ciebie. Bo książka bez obrazków i bez rozmów to wyzwanie, Alicjo. Jedyne w swoim rodzaju. Jak skok do króliczej nory, jak początek magicznej podróży do pięknej i zarazem strasznej krainy. Takiej, która będzie mieć tę jedną wyjątkową właściwość: będzie TYLKO twoja i to od ciebie właśnie będzie zależeć jak potoczą się jej dzieje i jak będzie wyglądać, a granicą będzie jedynie twoja wyobraźnia.

W ten upalny, letni dzień, gdy rozum usypia, budzi się prawdziwa Alicja. Alicja, która z otwartym, ufnym sercem wskakuje za Białym Królikiem do własnej magicznej Krainy Czarów, krainy dziwów (Wonderland), tworząc sen- nie sen. Ten nowy świat to zlepek luźnych elementów rzeczywistości, wyolbrzymionych, wykręconych do granic absurdu. To, co do tej pory było hamowane przez sztywne reguły, wyzwala się, ujawniając wizje niespotykane nigdy wcześniej. Biały Królik, Szalony Kapelusznik, Księżna, Kot z Cheshire, czy Królowa Kier, to wytwory wyrafinowane i jedyne w swoim rodzaju. Prawa panujące w Krainie Czarów to również prawa snu, bo są niekonkretne, rozmyte i mgliste. To Kraina bez jednego wejścia i bez wyjścia.

Sądzę, że tylko dziecko mogło coś takiego przyśnić. I to nie byle jakie dziecko, ale takie, które „przemieni się kiedyś w dorosłą kobietę i zachowa przez wszystkie swoje lata szczere i kochające serce z czasów dzieciństwa.” Dziewczynka, która dzięki potędze swojej wyobraźni nigdy nie wpadnie w przepaść szarej codzienności i zawsze będzie umiała znaleźć drogę do swojej Krainy Czarów.

O.

* Fragmenty pochodzą z nowego wydania „Alicji w Krainie Czarów” w przekładzie Elżbiety Tabakowskiej;