„Skryba ze Sieny” Melodie Winawer – recenzja

Średniowieczna Siena skąpana w spisku, Czarna Śmierć i romans ponad wiekami, czyli „Skryba ze Sieny” Melodie Winawer, który może (ale nie musi) zaintrygować miłośników „Obcej” Diany Gabaldon.

Najokrutniejsza zaraza w dziejach ludzkości, która zabrała życie ponad jednej trzeciej mieszkańców średniowiecznej Europy, zaczęła się niewinnie. W październiku 1347 roku do portu w Messynie na Sycylii wpłynęły statki, które oprócz towarów z Dalekiego Wschodu przywiozły ze sobą pomór. W ciągu kilku dni ludzi dopadała gorączka, pojawiały się trudności z oddychaniem, krwawe wymioty, a ciało pokrywały charakterystyczne pęcherze i czarne plamy. To właśnie stąd choroba zyskała przydomek Czarnej Śmierci. Nie było lekarstwa, nie było szansy na ratunek. Choroba rozprzestrzeniła się błyskawicznie i opanowała kontynent. Zdziesiątkowała Europę i zmieniła jej oblicze na zawsze. To właśnie Czarna Śmierć prowadzi bohaterkę powieści do średniowiecznej Sieny.

Taniec ze śmiercią, czyli Dance Macabre

Beatrice po nagłej śmierci swojego ukochanego brata otrzymuje w spadku stary dom w Sienie. Zrozpaczona kobieta wyrusza do Włoch, by przejąć po nie tylko sam budynek, ale także jego badania nad zagadkową historią samego miasta. Okazuje się, że brat Beatrice odkrył spisek, który w jakiś sposób powiązany jest ze średniowieczną historią miasta i epidemią dżumy, która uderzyła w Europę w XIV wieku. W dziwnych okolicznościach Beatrice przenosi się w czasie do 1347 roku, by spotkać niejakiego Gabriele Accorsi, mężczyznę, który o niej śni i maluje jej podobizny na freskach. Czy razem uda im się rozwikłać zagadkę spisku i uciec z miasta, zanim będzie za późno?

Oczywistą inspiracją dla powieści Melodie Winawer jest cykl Diaby Gabaldon „Obca”, który zrobił furorę pośród czytelników z całego świata. Niemniej debiutująca pisarka w „Skrybie ze Sieny” poszła w nieco odmiennym kierunku, skupiając się przede wszystkim na historii, romansem uzupełniając  jedynie fabularne braki. Odniosłam wrażenie, że chciała opowiedzieć zbyt wiele, najpierw dzieląc się nieistotnymi detalami życia głównej bohaterki, a potem zarzucając czytelnika fascynującymi faktami z epoki, dorzucając rodzące się uczucia Beatrice i Gabriele. Zabrakło spójności, bo całość zdaje się dzielić na dwie połowy, dwie różne opowieści, dla których punktem wspólnym jest co prawda spisek w Sienie i Czarna Śmierć, ale nic poza tym.

Melodie Winawer wybrała bardzo charakterystyczny  podgatunek literatury historyczno-romantycznej, postawiła sobie poprzeczkę wysoko, ale nie do końca udało jej się osiągnąć wyznaczony cel. „Skrybę ze Sieny” czyta się z zainteresowaniem, ale nie jest to opowieść, która zapadnie czytelnikowi w pamięci. Najmocniejszą stroną jest tutaj element historii średniowiecznej Europy – autorka zrobiła porządny research i to widać – ale sami bohaterowie nie mają w sobie tej iskry, która zmusza nas do pozostania u ich boku na dłużej, a fabuła lepie się, chociaż bez większego polotu. Czyta się, ot po prostu. Trochę szkoda, niemniej z drugiej strony widać w „Skrybie ze Sieny” potencjał. Może kolejna powieść spod jej pióra będzie już bardziej dopracowana?

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Domem Wydawniczym Rebis. <3

**Zapraszam na film i na konkurs!

Komentarze do: “„Skryba ze Sieny” Melodie Winawer – recenzja

  1. ElaR napisał(a):

    3 lata temu musiałabym ją przeczytać ze względu na śmierć i jej taniec 😉 ale teraz jestem już na innym etapie życia, lubię co prawda kryminały ale mam coraz większą ochotę odetchnąć z obyczajówkami… albo literaturą dziecięcą.

Dodaj komentarz