„Pokazucha. Na gruzińskich zasadach” Stasia Budzisz – recenzja

Stasia Budzisz ukazuje ciemną stronę Gruzji w przejmującym reportażu „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”.

Salome to ofiara gwałtu zbiorowego, która od kilku lat walczy o sprawiedliwość i godne życie, bo w Gruzji gwałt to hańba i powód do milczenia. Teko mąż porzucił po 12 latach małżeństwa, by zostawić ją na pastwę wściekłości jej rodziny. Ojciec wyrzucił ją z domu, a matka odwiedza córkę jedynie potajemnie. Merabi to menedżer po trzydziestce, który przez lata nie potrafił ugotować sobie nawet wody na herbatę, bo wszystkie prace wokół niego robiła mama i siostry. To tylko trzy przypadki, trzy osoby z kilkudziesięciu, które opisuje w swojej książce Stasia Budzisz. Kobiety i mężczyźni, rozdwojeni między gruzińskim, tradycyjnym sposobem myślenia a nowoczesnym zachodnim stylem życia. Ofiary przemocy seksualnej, przemocy domowej, stygmy społecznej, którzy odważyli się powiedzieć o swoich problemach na głos. O tym, o czym w Gruzji nie mówi nikt.

„Merabi uważa, że gruzińskość to składowa trzech składników: poczucia wyjątkowości, przynależności do prawosławia i rodziny.”

Spomiędzy kolejnych opowieści wyziera portret Gruzji nieznanej, niemal obcej, bezwzględnej. Kobieta, która nie spełnia oczekiwań męża i jego rodziny może zostać „oddana” na powrót, w hańbie i wstydzie. Gwałt traktuje się jako stygmę na całej rodzinie, dlatego ofiara często zmuszona jest do cierpienia w milczeniu. Kobieta-rozwódka jest kobietą upadłą i traktowana jest w społeczeństwie jak trędowata, a największe odrzucenie spotyka ją pośród… innych kobiet. Osoby niepełnosprawne zaś,dla systemu nie istnieją, nie mają praw, jak kiedyś w ZSRR – nie ma zbrodni, nie ma chorób, nie ma też niepełnosprawności. A o przemocy domowej po prostu się nie rozmawia.

„Cała Gruzja jest pokazuchą (pokazówką). Budujemy szklane domy, robimy euroremont, ale zaraz spod spodu wychodzi grzyb, bo nie ocieplimy ścian, a zimą nie włączymy kaloryfera, bo nas na to nie stać. Ale chcemy być nowocześni, więc kupujemy to, co kojarzy nam się z Zachodem. Lubimy się otaczać przedmiotami, które dodają nam prestiżu. (…) Ale te przedmioty nijak się mają do tego, co na zewnątrz.”

Każda opowieść z „Pokazuchy. Na gruzińskich zasadach” jest przerażająca, naznaczona bólem i niezrozumieniem, a te zasady jawią się jako okrutne, niewyobrażalne. Wyłania się ciemność, która ukrywa się za drzwiami sypialni, za uśmiechami gospodarzy, którzy nigdy nie wyjdą poza rolę, którą narzuciło im społeczeństwo, kultura czy religia, a także, a może przede wszystkim – uwarunkowania historyczne. Stasia Budzisz odważyła się poruszyć tak trudne tematy, przekroczyła próg innej kultury i z szacunkiem i zrozumieniem odniosła się do historii, którymi podzielili się z nią Gruzini. Pozwoliła im mówić tam, gdzie nikt nie chciał ich słuchać.

Przed Wami jeden z tych ważnych reportaży, które otwierają oczy, po prostu.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Dodaj komentarz