„Maszyny takie jak ja” Ian McEwan – recenzja PATRONACKA

Ian McEwan snuje opowieść o androidach, robotach i sztucznej inteligencji, obnażając istotę człowieczeństwa w najnowszej powieści – „Maszyny takie jak ja”.

Wyobraźcie sobie sztucznego człowieka, androida, który jest taki jak my. Prawie taki jak my. Ma na imię Adam. Należy do pierwszej generacji syntetycznych ludzi wypuszczonych do użytku. Wybrany spośród innych Adamów i Ew, teraz własność Charliego Frienda i jego przyjaciółki Mirandy. Adam jest wrażliwy, pomocny i silny, ale też świadomy samego siebie i swojej egzystencji. Wkrótce pomiędzy nim, Charliem a Mirandą zachodzi dziwna zależność, budzą się uczucia, rodzi się emocjonalny trójkąt trudny do zdefiniowania. Tym trudniejszy, im bardziej ludzki stara się być Adam.

„To był triumf inżynierii i precyzyjnego software’u: święto ludzkiej pomysłowości.”

Sztuczny człowiek obdarzony sztuczną inteligencją, a jednak ludzki i tak prawdziwy. Do tego dążymy, tego pragniemy, szukając niczym doktor Wiktor Frankenstein tej iskry, która go ożywi, sprawi, że stanie pomiędzy nami. Nie do odróżnienia, bez duszy, ale człowieczy. Lepszy od naszych wadliwych umysłów i ciał. Adam w powieści McEwana jest takim człowiekiem. Wypełniony sekwencjami danych, zerojedynkowym postrzeganiem rzeczywistości, widzi świat w bieli lub czerni. Nie ma dla niego miejsca na szarości. A jednak to właśnie ta szarość okazuje się być czynnikiem najbardziej ludzkim, ta szarość determinuje to, kim jesteśmy i jakich wyborów dokonujemy. Bez tej szarości nie bylibyśmy ludźmi. Jeśli maszyna nie może tego pojąć, to jaka czeka ją przyszłość?

„Stworzyliśmy maszynę obdarzoną inteligencją i samoświadomością i wypchnęliśmy ją w nasz niedoskonały świat.”

przeł. Andrzej Szulc

Alternatywna rzeczywistość niczym żywcem wyjęta z serialu „Czarne Lustro”, mroczny portret Wielkiej Brytanii złamanej wojną o Falklandy, pogrążonej w kryzysie ekonomicznym i społecznym. A w tym świecie sztuczni ludzie. Ten obraz aż prosi się o ostrzeżenie przed technologią, o nadchodzącą zagładę, a jednak Ian McEwan jest dla ludzkości łaskawy. Bierze ją nawet w obronę, ukazując coś, z czym racjonalnie nie można się zgodzić, ale emocjonalnie… to już inna sprawa. Bo można stworzyć człowieka, można go zaprogramować, można zainstalować perfekcyjny system praw, ale ludzkiej natury nie da się zamknąć pośród zer i jedynek

„Maszyny takie jak my” to nie jest opowieść o technologii, bo nie o androidy, roboty czy AI w niej chodzi, ale o… ludzkość. Pośród wszystkich jej wad i słabości.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Maszyny takie jak ja” Ian McEwan – recenzja PATRONACKA

    • Olga Kowalska napisał(a):

      Warto mieć na uwadze, tym bardziej, jeśli lubi się opowieści o androidach, AI i technologicznym wymiarze moralności. Piękna opowieść o tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi.

Dodaj komentarz