„Martwy sezon” Aneta Jadowska – recenzja PATRONACKA

W „Martwym Sezonie” Aneta Jadowska powraca na miejsce zbrodni, do nadmorskiej Ustki, kontynuacją swojej powieści „Trup na plaży”.

Ustka po pełnym trupów i komplikacji sezonie to miejsce nieco wyludnione. Zrobiło się pusto, zrobiło samotnie i tylko nieliczni zostali w miasteczku. Na Madzię Garstkę i dzielne kobiety z pensjonatu Wielkiej Niedźwiedzicy czekają nie lada wyzwania i mroczne wypadki. Babcia Madzi zmaga się z przeszłością, a sam pensjonat staje u progu bankructwa, pomimo, że po korytarzach buszują teraz Łowcy Duchów. Jakby tego było mało, ciotka Tamara zaginęła w akcji, gdzieś po drugiej stronie Bałtyku i Bóg wie, co się z nią stało. A to dopiero początek. Bo nikt nie wie, co dzieje się za drzwiami sypialni, nawet w pokojach wakacyjnego pensjonatu.

W Ustce z Anetą Jadowską, Marcinem Okoniewskim i Gabi oraz Martą z Wydawnictwa SQN

„Trup na plaży” zapowiadał kryminał z krwi i kości, by nagle wziąć zakręt i poruszyć temat mroczniejszy i o wiele bardziej rzeczywisty niż można było zakładać. Ciało na plaży było jedynie wstępem do opowieści o przeszłości, o rodzinnych sekretach, ale także o przemocy. „Martwy sezon” idzie o krok dalej. Czytelnik obserwuje galerię fascynujących postaci, śledzi ich kolejne poczynania i szybko orientuje się, że coś jest tu mocno nie tak, jak powinno być. Powraca motyw przemocy domowej, ale tym razem przemocy domowej nie tylko mężczyzn wobec kobiet, ale także kobiet wobec mężczyzn. Temat, o którym wciąż mówi się za mało, który jest przyczyną wstydu i upokorzenia.

I znów Aneta Jadowska unika zaszufladkowania, odchodząc od klasycznej, mrocznej konwencji kryminalnej, rozluźniając narastającą, niepokojącą atmosferę humorem, zabawnymi elementami codzienności mieszkanek pensjonatu, by wreszcie przekształcić ją w dramatyczny sposób w opowieść obyczajową o kobietach, o rodzinie, o przemocy i oczywiście o rodzinnej Ustce, które przyciąga zbolałe dusze i zrozpaczone serca. „Martwy sezon” jest mroczniejszy, poważniejszy, jeszcze bardziej tajemniczy, ale bez obaw – jednocześnie na horyzoncie rysuje się też nadzieja. Bo w końcu nie może być aż tak źle, skoro bliscy są tuż obok, morze szumi bez ustanku, a na stole czeka lepka krówka na osłodę.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.

**Zapraszam na film, wywiad i na KONKURS!

Komentarz do: “„Martwy sezon” Aneta Jadowska – recenzja PATRONACKA

Dodaj komentarz