„Papierowy Pałac” Miranda Cowley Heller – recenzja

Ostra jak papryczka piri-piri, inteligentna, oszałamiająco wciągająca powieść o… rodzinie i jej tajemnicach. Nieoczekiwanie satysfakcjonująca, miejscami zachwycająca, czyta się niemal sama – „Papierowy Pałac” Mirandy Cowley Heller.

„My – patrząc wstecz i przed siebie
Od powinności do winy
Miotamy się, w szczęścia chlebie
Znajdując kamień ruiny.
W naszych najsłodszych pieśniach jest gorycz klęski i drwiny.”

W PAPIEROWYM PAŁACU

W letnisku zwanym Papierowym Pałacem, gdzieś na wybrzeżu Nowej Anglii, nad oceanem, pewnej upojnej nocy spełnia się miłosny sen. Ona jest szczęśliwą mężatką, matką trójki dzieciaków, od zawsze spędza letnie miesiące nad oceanem. On jest jej najbliższym przyjacielem, kimś z kim dzieliła wszystko, mimo odległości. Po wielu latach przyjaźni, po wielu latach lepkich spojrzeń, milczących obietnic, Elle i Jonas kochali się po raz pierwszy w życiu… Nazajutrz w Elle budzi się poczucie winy, powracają wspomnienia, Papierowy Pałac sprzed lat, nieszczęścia jej rodziny…

MISTRZOSTWO STYLU

Powieści bywają stylowe, bywają neutralne stylowo, bywają zupełnie nijakie… „Papierowy pałac” to powieść diabelnie stylowa, która aż skrzy się od językowego piękna, po brzegi wypełniona błyskotliwymi dialogami, malowniczymi opisami. Miranda Cowley Heller płynie narracyjnie, unosi nas, pozwala opaść, podbija emocje, by wyciszyć je w tym idealnym momencie. To debiutancka powieść Heller, ale nie jej pierwsza opowieść – jej nazwisko przecież może kojarzyć się miłośnikom seriali, które przeszły już do historii. „Rodzina Soprano”, „Prawo ulicy”, „Deadwood”, to tylko wisienki na torcie jej doświadczenia i to doświadczenie uwidacznia się w „Papierowym pałacu”. Jej bohaterowie nie mówią – oni rozmawiają. Nie czują, ale odczuwają. Jest spora różnica w płaskim opisywaniu kolejnych zdarzeń, a w sprawieniu, że przeżywamy je wspólnie z bohaterami. Heller pozwala nam poczuć oczyszczającą miękkość wody, kojącą ciszę letniskowych poranków, ale też drapieżny ból, sączący się niepokój oczekiwania… Jej fraza ma serialowy sznyt, ale całość jest powieścią z krwi i kości, pisaną z pieczołowitością, z uwagą na szczegóły, a tych odnajdziemy tu całkiem sporo.

Spoglądając z oddali, „Papierowy pałac” może wydać się podejrzliwie pastelowy – opowieść o rodzinie wynurza się tu w końcu zza porannych mgieł. Z każdym słowem jednak nabiera ostrości, nabiera też pikanterii. Zaskakują dosadne, cielesne opisy. Zaskakuje wyzierające zza kartek pożądanie. Zaskakuje mieszanka języka poetyckiego, nasyconego metaforami z codziennym językiem ulicy. Heller wykorzystała tu cały swój warsztat, wyciągnęła wszystkie asy z rękawa. Rozdaje je hojnie, sprawiając czytelnikowi moc literackiej przyjemności. Nic dziwnego więc, że jej książka odcisnęła takie piętno na czytelnikach i krytykach.

„Papierowy pałac” to opowieść o rodzinnych tajemnicach, wspomnieniach traumy, niegasnącej miłości i winie. Także o rodzinnych więzach, rozrywanych, zdradzanych, odbudowywanych. O patologiach i nieszczęściach uprzywilejowanej rodziny, ale też o poszukiwaniu bezpiecznego azylu, przystani, która pozwoli wyzwolić się od przeszłości. Tematyka specyficzna, często nie do udźwignięcia przez autorów bez doświadczenia, wydłużana w nieskończoność przeciąganymi opisami rozpaczy i koszmarów. U Heller nie znajdziemy niepotrzebnego rozrzewnienia, ani naciąganej nostalgii – w „Papierowym pałacu”, jak w dobrym serialu, serwuje krótkie, konkretne zajawki przeszłości, scenki rodzajowe, które mówią wszystko, nic ponadto. I tyle wystarczy. Teraz nic tylko czekać na ekranizację.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

Leave a Reply