„Potem” Kristin Harmel – recenzja

Wzruszająca, mądra powieść obyczajowa o wyrzutach sumienia, o okrucieństwie losu, o rodzinie, która podnosi się po stracie – „Potem” Kristin Harmel.

TO BYŁ WYPADEK

„Chciałabym wiedzieć, co by było, gdybym nie musiała koniecznie podkręcać włosów, nie upierała się przy malowaniu rzęs lub gdybym po prostu tak się nie ociągała tylko po to, by wkurzyć braci. Ale nie musiałam o to pytać. Sama wiedziałam, co by było. (…)

Tata by żył.

I nie zginąłby przeze mnie.”

To był wypadek. Nie dało się go przewidzieć. Jeden moment, jedna chwila. Rodzinny wypad zamienił się w koszmar i niebywałą tragedię. Rozpędzony samochód wjechał w auto ojca nastoletniej Lacey. Ona trafiła do szpitala, jej bracia zostali jedynie poharatani, ukochany tata nie żyje. Dziewczyna ma wyrzuty sumienia. Obwinia się za wydarzenia. Rozpamiętuje tamten poranek. Co by było gdyby? Jej rodzina próbuje poradzić sobie ze stratą. Próbuje się też podnieść jakoś z kolan. Mówią, że czas leczy rany, ale… Czy Lacey kiedykolwiek sobie wybaczy?

TA JEDNA CHWILA

Ta jedna chwila. Ten jeden moment. Ten koszmar, który nadciąga jak huragan i odmienia wszystko na zawsze. Dotychczasowe życie obraca się w pył. Łzy, niedowierzanie, rozpacz… I ta pustka, która została po kimś. Wyrwa w sercu, w duszy, w życiu. Negatyw w codzienności, nieukojony brak kogoś, kto przecież przed chwilą był i nagle zniknął, w pół zdania, w pół obrotu. Tragiczny wypadek. Gorzki cios od losu. Zostają po kimś wspomnienia, całe morze wspomnień. I pytania, w tym to, które drażni najmocniej: co by było, gdyby? To z tym pytaniem nie potrafi poradzić sobie nastoletnia bohaterka powieści Kristin Harmel. Czy jej tata, by jeszcze żył, gdyby ona szybciej wyszła z łazienki? Gdyby nie ociągała się przy makijażu? Gdyby nie przekomarzała się z braćmi? Czy to cokolwiek by w ogóle zmieniło? Chcemy wierzyć, że tragedii można było jakoś zapobiec, ale czy takie myśli cokolwiek mogą same w sobie odmienić?

„Potem” to rozpaczliwa wiwisekcja żałoby i godzenia się ze stratą, widziana oczami dorastającej młodej dziewczyny. Nastolatki, której przyszło zmierzyć się z największym możliwym bólem – utratą rodzica, zbyt wcześnie. Przygotowując się do pisania tej powieści, Kristin Harmel spotkała się z członkami Kate’s Club w Atlancie. To organizacja, która pomaga młodym ludziom, którzy zmagają się ze stratą rodzica, rodzeństwa, kogoś bliskiego. Pomaga im przetrwać najgorszy czas, oferuje opiekę psychologiczną, ale wspiera również ich na dalszej drodze życia. Ich misja jest prosta: pogodzić się z żałobą. Poddać się procesowi cierpienia, bólu, złości. Dać sobie czas, a potem… żyć dalej. To właśnie to tytułowe „Potem” jest tak ważne w powieści Harmel. To, co nadchodzi po końcu tamtego świata. Gdy wydarzyło się najgorsze. Jak sobie z tym wszystkim poradzić i przetrwać.

„Potem” to powieść intensywna emocjonalnie, mądra i pełna czułości względem bohaterów. Kristin Harmel przygląda się młodych ludziom, nastolatkom, dla których każdy kolejny dzień to przecież małe trzęsienie ziemi. A gdy mierzą się ze stratą ukochanego rodzica? Nie ukrywam – powieść czyta się ze łzami w oczach, tym bardziej, jeśli sami przeżywamy żałobę, gdy wciąż czujemy to ukłucie rozpaczy w sercu. Również wtedy, gdy wspominamy stratę sprzed lat. To przecież również boli czasami tak, że nie można złapać tchu. „Potem” przypomina jednak, że po deszczu wychodzi słońce, każdy koszmar dobiega kiedyś końca i można dalej żyć. Trzeba żyć. Na przekór wszystkiemu. I to nadzieja jest tu najważniejsza.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Komentarz do: “„Potem” Kristin Harmel – recenzja

  1. Katarzyna napisał(a):

    Kilkakrotnie podczas recenzji powtórzyła Pani słowo „wyrwa”. A ja właśnie chciałabym polecić film Bartosza Konopki pt. „Wyrwa”. Obraz powstał na podstawie prozy W. Chmielarza. Nie czytałam powieści, ale film polecam z czystym sercem – zdjęcia zapierają dech, ten obraz, który ostrzy się w niespodziewanych momentach, robi naprawdę ogromne wrażenie. To też wzruszająca historia o miłości – tej trudnej, nieoczywistej, takiej z wywrotkami. Ciekawy jest też koncept narracyjny – wiemy już z pierwszej sceny, że bohaterka nie żyje. Szybko dowiadujemy się też tego, jak to się stało, ale powoli (bardzo powoli) dowiadujemy się, co się z nią działo w ostatnich miesiącach jej życia.
    Warto powoli odsłaniać karty wraz z bohaterami i zadać sobie z nimi pytanie, czy naprawdę mamy na co dzień tysiące twarzy, jak z ulubionej piosenki głównych bohaterów…

Dodaj komentarz: