„Demonologia germańska. Duchy, demony, czarownice” Artur Szrejter

Bombla_Demonologia

 

„[Demonologia] powstawała w czasach pogańskich, współegzystując z mitologią. A co jest starsze: wierzenia w będące blisko, swojskie demony czy w żyjących gdzieś tam w niebie, odległych bogów? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że wiara w demony jest wcześniejsza niż wiara w bogów, gdyż demony należą do otaczającego nas świata.”

Duchy, czarownice i demony. Negatywne skojarzenia aż nasuwają się same. Siły ciemności, szatański pomiot, który straszy ludzi od wieków. Stwory, potwory, które otaczają świat człowieka, które żyją wśród nas i krzywdzą osłabione umysły. Jak już demon, to diabeł, to mefisto w najgorszej odsłonie i pozostają jedynie egzorcyzmy, woda święcona i znak krzyża. Nic bardziej mylnego, bo to, co powszechnie uważa się za demonologię, to, co zaobserwować można w popkulturze, czy sferze czysto religijnej, wynika właśnie z postrzegania istot o konotacjach demonicznych poprzez pryzmat wiary chrześcijańskiej, poprzez filtr pogaństwa i wiejskich zabobonów. A czym naprawdę jest demonologia? Skąd wzięła się tak popularna wiara w duchy, czarownice i inne strachy na lachy? Z czego wynikają nieporozumienia i stereotypowe spojrzenie, gdy mowa o tradycyjnych wierzeniach, które od zawsze towarzyszą ludziom?

Odpowiedzi na te pytanie i jeszcze więcej znajdziecie w pionierskiej pozycji Artura Szrejtera, zatytułowanej „Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice”. Książce wyjątkowej, bo stanowiącej pierwsze opracowanie tematyki demonologii germańskiej zarówno w Polsce, jak i wśród opracowań światowych. Autor, niczym bard, prowadzi czytelnika przez niesamowity, niezwykły świat pogańskich opowieści, z których wywodzi się właśnie sama demonologia, a która tak naprawdę od samego początku uzupełniała mitologię i odpowiadała na potrzeby i bolączki zwykłej codzienności. Istoty uznawane za demoniczne związane są bowiem ze sferą ludzi, ze światem rzeczywistym i rzadko kiedy mają powiązania boskie. Te stworzenia, o którym tutaj mowa – elfy, krasnoludy, rusałki itp. – istnieją w naszej rzeczywistości i stanowią odpowiedź na wszystkie trudne pytanie, jakie mogli sobie kiedykolwiek zadawać ludzie, trawieni niepowodzeniami, bądź, wręcz przeciwnie, otoczeni niesamowitą szczęśliwością.

Okładkowy06

O spotkaniach z tymi istotami opowiadały i wciąż po latach opowiadają baśnie, czasem bajki i różnorodne podania ludowe, przekazywane z pokolenia na pokolenie, a pieczołowicie zbieranie przez badaczy kultury. Te demony, o których mowa to właśnie nikt inny, jak krasnoludki, rusałki wszelakie, draugi i koboldy, które znamy z historii na dobranoc, z filmów i gier, a które istnieją w kulturze od setek lat! Dawniej, stanowiły część rzeczywistości. Ich pojawienie się, dowody obecności udowadniały zachodzące zmiany, pomniejsze wydarzenia i łatwiej było wytłumaczyć to, co tajemnicze i niewytłumaczalne. Z biegiem lat, gdy stare wierzenia zaczęły odchodzić w niepamięć, a na europejskich ziemiach pojawiła się dominująca religia chrześcijańska, część „demonów”, tych mroczniejszych, złośliwych, została przeniesiona na stronę ciemności, a druga, ta lekka, zabawna, przekształciła się w baśniowe istoty i dołączyła do folkloru już w ugładzonej wersji i taką w większości znamy ją już my, czytając chociażby baśnie Braci Grimm.

W „Demonologii germańskiej” znaleźć można doskonały wstęp w formie wywiadu z autorem, który wprowadza nas w ten niesamowity, trochę już zapomniany świat, a przecież tak bliski, i znany. Dalej, kontynuuje temat już w formie sprecyzowanego leksykonu, w którym znajdziecie alfabetyczny spis najważniejszych, najistotniejszych dla okołogermańskiej kultury istot zaliczanych do demonicznych. Artur Szrejter snuje o nich króciutkie opowieści, przywołuje legendy i fragmenty baśni, wszystko okraszone odpowiednimi odnośnikami oraz odwołaniami do aneksów i dodatków. Zaskakuje różnorodność oraz ogrom powiązań mitologiczno-kulturowych. Mogłoby się wydawać, że przecież jeśli jest to demonologia germańska, to odnosi się jedynie do folkloru mieszkańców Skandynawii, Wysp Brytyjskich i Niemiec, ale tak naprawdę to w tych miejscach ma jedynie swoje korzenie, bo elementy tych opowieści rozprzestrzeniły się po całym zachodnim świecie i przeniknęły do świadomości jego mieszkańców.

„Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice” Artura Szrejtera zabiera nas w cudowny świat magicznych istot, stworzeń znanych z baśni i podań, podkradzionych przez twórców popkultury, a wszystko to we wspaniały, przystępny sposób, dzięki czemu książkę można czytać na raz, za jednym podejściem, lub powracać do niej, kiedy tylko mamy na to ochotę. Lektura idealna jest na rodzinne czytanie z dzieciakami, na samotne szperanie i dociekanie, jak i uzupełnienie w ramach edukacyjnej ciekawostki. Różne sposoby czytania dla mniejszych i większych, do zaczytywania się i rozwijania pasji. Idealna do wciągania w kulturalne dyskusje, do zgłębiania historii i powracania do opowieści dzieciństwa, często zapomnianych po latach.

O.

KomiksWielkobukowy06

*Za cudowną książkę dziękuję Wydawnictwu Oskar 🙂

BEZSENNE ŚRODY: „Piaskun” E.T.A. Hoffmann

Bombla_BEZSENNEPiaskun

 

„Przeczuwałem w tym cały świat tajemnic, dziwnych wpływów i zagadkowych cieni, który zgłębić wyrywała się moja dusza. Lubiłem wprawdzie i dawniej opowiadania o czarownikach, wilkołakach i upiorach, ale od czasu jak mnie opętał piaskun, nie było stołu, ściany, szafy, na której bym go nie rysował bezwiednie kredą lub węglem, nadając mu rysy najosobliwsze, a zawsze bardzo straszne.”

Nie jestem pewna, czy znajdą się jeszcze tutaj czytelnicy, którzy przekopując się przez swoje wspomnienia z dzieciństwa odnajdą tam nawiązanie do postaci jaką był Piaskowy Dziadek.  Piaskowy Dziadek, z niemieckiego Sandmann, czyli piaskowy człowiek, o którym tu piszę był postacią ze staruśkiej bajki enerdowskiej puszczanej w telewizji. Ludzik ten, uroczy i kochany, opowiadał dzieciom bajkę, by na koniec sypnąć im magicznym piaskiem w oczy, tak aby dzieciaki od razu przeniosły się do krainy snów. Oj, jak bardzo ten poczciwy i przyjazny obraz rozmijał się z ludową wersją tej postaci! Gdybyście tylko wiedzieli kim tak naprawdę był Sandman, w Polsce zwany po prostu Piaskunem! Nie do końca jest pewne, czy od zawsze ta postać niosła za sobą konotacje demoniczne, jednak istnieje pewne opowiadanie z 1817 roku, które wydaje się pokazywać prawdziwe oblicze postaci Piaskuna, stawiając postać „dziadunia” w zupełniej nowym świetle i o wiele mroczniejszej perspektywie. Mowa tutaj o opowiadaniu Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna, zatytułowane po prostu „Piaskun”.

 

„–Piaskun? – rzekła – To ty nie wiesz jeszcze, co to za jeden? To taki niegodziwiec, który przychodzi na zawołanie, kiedy dzieci spać iść nie chcę, i rzuca im garściami piasek w oczy, aż dopóki z głowy nie wyjdą; wtedy je pakuje do worka i niesie na księżyc dla swoich dzieci. Te zaś nie wyłażą nigdy z gniazda, i mają jak sowy ogromne dzioby zakrzywione, którymi łapczywie zjadają owe oczy, powydzierane nieposłusznym dzieciom.”

Młody student Nathaniel w listach do przyszłego szwagra i swojej ukochanej wspomina dziwne wspomnienie z dzieciństwa. Otóż, co wieczór jego matka tuż przed snem zwoływała dzieci, by położyły się już do łóżek, bo nadchodzi piaskun. To zawołanie łączyło się zawsze z odgłosem ciężkich kroków na schodach, przyciszonych głosach w gabinecie ojca i niepewnym uczuciem, że coś złego dzieje się wśród ścian. Dlatego też mały Nathaniel zaczaja się raz za zasłoną i staje twarzą w twarz z sekretem ojca – alchemicznymi eksperymentami, jakich dokonuje z pomocą potwornego osobnika, adwokata Coppoli. Gdy wydarza się okrutny wypadek, ojciec Nathaniela ginie, a Coppola znika, po latach wspomnienie zaciera się. Wraca nagle, gdy na drodze studenta pojawia się szkaradny optyk, Koppelius, w mrożący krew w żyłach sposób przypominający mordercę jego ojca. Na dokładkę to spotkanie łączy się z uzyskaniem możliwości podglądania przepięknej córki profesora, Olympii, którą Nathaniel za pomocą lunety otrzymanej od Koppeliusa obserwuje z okna każdego dnia. Jednak coś nienormalnego jest z tą dziewczyną. Jakaś sztywność, sztuczność, niemniej chłopak traci głowę, pomimo ostrzeżeń. Wszystkie wątki wkrótce łączą się obnażając makabryczną prawdę.

„Piaskun” E.T.A. Hoffmanna to dzieło niesamowite. Pełne jest tajemnych odniesień do alchemicznych eksperymentów, do sekretnych pragnień człowieka w tym, by ujarzmić naturę, by nagiąć ją do swoich potrzeb. Postać Piaskuna ma wiele znaczeń (Oczy! Oczy! Oczy!) – umożliwia obserwację (luneta dla Nathaniela), zmusza do podglądactwa (jeszcze w rodzinnym domu), prowokuje przekraczanie granic, by oddać się w szpony szaleństwa. To jest właśnie ta senna kraina Piaskuna – świat wyobrażony, świat zza kotary, w który wpada Nathaniel, gdy poznaje Olympię. Oczy Nathaniela, symbol władzy Piaskuna, stają się nagle spragnione, muszą patrzeć, chociaż nie widzą wcale tego, co tak oczywiste. To opowiadanie jest jak pyszny deser dla literaturoznawcy – można nurkować w nim, taplać się, przewalać i zawsze znajdzie się jakiś wspaniały trop. Uważać jednak trzeba, by nie oddać się władzy Piaskuna, nie wpaść do świata, z którego nie ma już ucieczki.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo boję się OCZU. Tych strasznych OCZU.

O.

*To cudowne opowiadanie znajdziecie zupełnie za darmo, po polsku, do ściągnięcia i zaczytania się na stronie Wolnych Lektur TUTAJ.

„Marsjanin” Andy Weir

Bombla_Marsjanin

 

…Mars ain’t the kind of place
To raise your kids
In fact, it’s cold as hell
And there’s no one there to raise them
If you did

And all this science I don’t understand
It’s just my job
Five days a week
A Rocket Man
Rocket Man…

“Rocket Man” Elton John

“To dziwne uczucie.  Gdziekolwiek pójdę, jestem pierwszy. Wyjść z łazika? Pierwszy człowiek, który tu był! Wejść na wzgórze? Pierwszy gość, który na nie wszedł! Kopnąć kamień? Ten kamień był w tym samym miejscu od milionów lat!”
Jestem pierwszym człowiekiem, który przejechał długi dystans na Marsie. Pierwszym człowiekiem, który spędził na Marsie więcej niż trzydzieści jeden solów. Pierwszym człowiekiem, który zbierał plony na Marsie. Pierwszy, pierwszy, pierwszy!”

Mars. Czwarta planeta w naszym układzie słonecznym. Zwana także Czerwoną Planetą ze względu na swój piękny rdzawy kolor. Planeta lodowa, gdzie prawie zawsze panują siarczyste mrozy, ale przynajmniej doba trwa o prawie czterdzieści minut dłużej. Bez tlenu, ale za to z atmosferą wypełnioną dwutlenkiem węgla i azotem. Bez wody, ale ze sporą ilością skał, kraterów i z wiatrem, który od czasu do czasu zamienia się w piaskowy huragan. Bez szansy na jakiekolwiek możliwe życie. To zdecydowanie nie jest gościnna planeta. Bardziej nieprzyjazna niż przyjacielska człowiekowi. Mimo to, ludzkość marzy o skolonizowaniu Marsa od dziesięcioleci. Możliwość zasiedlenia nowej planety jest tak kusząca, że NASA wciąż organizuje misje i wysyła sondy do próbkowania i fotografowania terenu. Jak dotąd na Marsie lądowały łaziki, jak Opportunity, Pathfinder, czy Curiosity, ale już niebawem planowane są misje z udziałem ludzi! Wyobraźcie sobie pierwsze lądowanie na Czerwonej Planecie! Pierwszy krok, pierwszy znak człowieka na dziewiczej czerwonej ziemi! Wyobraźnia aż się prosi o dopowiedzenia, o tworzenie marsjańskich historii.

I taką właśnie przygodę z Marsem w tle opowiedział Andy Weir w swojej debiutanckiej powieści zatytułowanej „Marsjanin” (org. „The Martian”). Powieść nie przez przypadek stała się światowym bestsellerem, zdobyła miano „najlepszej powieści sci-fi 2014 roku” według użytkowników platformy Goodreads, a ekranizacja w reżyserii Ridleya Scotta już jest w drodze. Nie ma się co dziwić, gdyż historia astronauty, który zupełnie przypadkiem zmuszony jest być pierwszym mieszkańcem Marsa, działa na wyobraźnię, jak żadna inna powieść z gatunku sci-fi. To taka współczesna wersja Robinsona Cruzoe, gdzie zamiast samotnej wyspy, gdzieś na środku oceanu, mamy Czerwoną Planetę i kosmiczne przestrzenie, a na niej rozbitka, który jakkolwiek by na to nie patrzeć sporo o swoim nowym przymusowym domu wie i potrafi korzystać z tej wiedzy. Można już zacząć wątpić i dociekać, w jaki sposób nasz bohater przetrwa, głowić się, czy odwiedzi go ufo i uratuje, czy może wcale nie, doszukiwać się błędów logicznych, ale od razu Wam napiszę – Andy Weir wykonał wspaniały kawał naukowej roboty i dopiął calutką fabułę na ostatni guzik, tworząc jedną z bardziej wiarygodnych i intrygujących kosmicznych historii ostatnich lat.

Okładkowy05

Tytułowym Marsjaninem zostaje Mark Watney, inżynier i botanik, który zupełnie przypadkiem, w wyniku piaskowej burzy, lecącej anteny i awarii skafandra, zostaje zupełnie sam na Czerwonej Planecie. Jego załoga, z którą miał tam spędzić trzymiesięczną misję, zmuszona była odlecieć, z myślą, że z tyłu zostawili ciało. Ale Watney żył i przeżył spore zaskoczenie, gdy odzyskał przytomność. Na szczęście załoga zostawiła większość sprzętu przy przymusowej ewakuacji z Marsa, między innymi specjalny namiot mieszkalny, racje żywnościowe, wodę, kilka ziemniaków, zapasy taśmy klejącej (ziemniaki i taśma stanowią najważniejsze wyposażenie), specjalną maszynę do tworzenia tlenu i jeszcze trochę sprzętu. Na dokładkę zapas seriali z lat siedemdziesiątych, powieści Agaty Christie i pełny pakiet muzyki disco. Nie jest więc tak źle, tym bardziej dla kogoś tak zręcznego jak Watney. Ten prowadzi dziennik, w którym szczegółowo opisuje swoje marsjańskie zmagania, codzienne życie, w tym sadzenie ziemniaków, podróże łazikami i nawiązywanie kontaktu z NASA. Cel Watneya? Przetrwać 1,412 solów, czyli tyle ile potrzeba do przylotu kolejnej marsjańskiej misji, a wszystko to przy pomocy jedynie tego co zostało z nieudanej ekspedycji.

„Marsjanin” to opowieść niezwykła i to nie tylko przez zaskakującą ilość doskonale zaprezentowanych szczegółów życia w kosmosie. Wychodzi na to, że owe detale się zgadzają, realia życiowe i techniczne zostały zachowane, a wszystko to na wysokim poziomie fabularnym i językowym. Autor przemycił inteligentny i niewymuszony humor we wszystkich wpisach Watneya, który niby jako pierwszy prawdziwy Marsjanin, zupełnie osamotniony i pozostawiony samemu sobie, w rzeczywistości posiada niesamowite pokłady pozytywnych emocji. Potrafi żartować ze swojej sytuacji, ma dystans do samego siebie i sytuacji  w jakiej się znalazł. Nie poddaje się nawet, gdy „wredna planeta” daje mu w kość i rzeczy ni stąd, ni zowąd wybuchają wokół niego w wyniku niepoprawnych obliczeń i pominiętych zmiennych. Sytuacja nieomal tragiczna, gdy nie wiadomo, czy Watney zostanie uratowany na czas, czy uda mu się przetrwać, staje się po prostu inspirująca, zarażająca czytelnika wiarą w możliwości człowieka.

To właśnie ta wiara jest najmocniejszą stroną „Marsjanina”. Watney jest silny, zdeterminowany i wie, co potrafi, a czego nie. Nie podejmuje głupiego ryzyka, ale potrafi postawić wszystko na jedną kartę, gdy przekonany jest o swojej racji i umiejętnościach. Miewa zwariowane pomysły, a jednak to po prostu działa. Śledzimy inżyniera-botanika, który przemierza Marsa, niezłomny i wdzięczy za każdy kolejny przeżyty dzień, czekając na ratunek, niemniej nie poddając się. To pozytywne podejście aż wypływa z kart powieści i przechodzi na czytelnika. Watney jest pionierem, kimś, kogo chce się dopingować i wcale nie dziwi szaleństwo Ziemi, gdy po jakimś czasie NASA orientuje się, że na Marsie pozostał człowiek. Czytelnik angażuje się dokładnie tak, jak Ziemianie. Chce czytać, chce wiedzieć i widzieć, a najlepszym  na to sposobem jest śledzenie wpisów pierwszego Marsjanina.

„Marsjanin” Andy’ego Weira to po części spełnione marzenie ludzkości o udanych misjach na Marsa i nawet jeśli ta jedna jest nie do końca udana, to wciąż człowiek pozostaje w centrum naszego małego, ziemskiego wszechświata. Jest jego niepodważalnym władcą i zdobywcą – przecież nikt inny z ciemności kosmosu jeszcze nas nie odwiedził. To daje siłę i pewność siebie – uczucia w powieści skumulowane w Watneyu. Pierwszy Marsjanin to pierwszy człowiek, pierwszy mieszkaniec, symbol, który zrobi wszystko, byle przetrwać, byle przeżyć. I tak wciąż potwierdza się teoria Michaela Crichtona, że życie zawsze znajdzie swoją drogę. Nawet w kosmosie. Nawet na Czerwonej Planecie, gdy tylko wiatr, zimno, trochę ziemniaków i nieskończone pokłady disco.

KomiksWielkobukowy05

*Za wspaniałą marsjańską przygodę dziękuję wydawnictwu AKURAT.

**A teraz UWAGA – w linku obok znajdziecie mapę Marsa stworzoną w oparciu o „Marsjanina” 😀 Jest w dwóch wersjach: dla tych, którzy lekturę mają już za sobą i dla tych, którzy dopiero planują wyprawę 😀 Mapę znajdziecie TUTAJ.

„Dyskretny bohater” Mario Vargas Llosa

Bombla_DyskretnyBohater

 

„Zgasił światło i wrócił do sypialni, powłócząc nogami. To nie mogło trwać dłużej, musi ostrożnie i sprytnie wypytać Fonsita, zbadać, ile prawdy tkwiło w owych spotkaniach, raz na zawsze położyć kres tym absurdalnym rojeniom wytworzonym przez rozpaloną wyobraźnię syna. Mój Boże, to nie były czasy, w których diabeł miałby znowu dać znak życia i objawiać się ludziom.”

Istnieje takie znane zapewne wszystkim powiedzenie, że Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Kontynuując myśl powtarza się często, że Jaki ojciec, taki syn i  analogicznie Jaka matka, taka córka. Więzy krwi, geny, wspólne przebywanie przez lata i nawyki prawie wyssane z mlekiem matki. Niby tak, niby wszystko się zgadza, bo podglądając różne rodziny z łatwością można dostrzec podobieństwa gestów, pomniejszych zachowań, nie mówić o podobieństwie fizycznym. Niemniej, to tylko takie powierzchowne spostrzeżenia. Bo przecież rzadko tak naprawdę zdarza się, by dzieci były dokładnymi kopiami swoich rodziców. Co więcej, teraz, gdy każde pokolenie różni się od siebie tak diametralnie, a postęp jest na tyle duży, by jeszcze bardziej pogłębiać te różnice, te naiwne powiedzonka zaczynają powoli przechodzić do lamusa. Dziadkowie, rodzice, dzieci, wnuki coraz mniej mają ze sobą wspólnych cech, coraz mniej tematów do rozmów, a co za tym idzie, jeszcze mniej zrozumienia dla siebie nawzajem. Rodzą się konflikty, nieporozumienia. Upadają rodzinne biznesy, rozrywane na strzępy przez zaciekłe i zakorzenione w swoich upodobaniach strony. Czasy się zmieniają, a z nimi ludzie, tak jakby…

O takich zmianach i międzypokoleniowych niesnaskach opowiada najnowsza powieść noblisty Mario Vargasa Llosy, zatytułowana „Dyskretny Bohater”. To pierwsza jego powieść wydana po zdobyciu prestiżowej nagrody szwedzkiej akademii, co sprawia, że jest to również prawdziwa gratka dla znawców i miłośników prozy tego peruwiańskiego pisarza. Kto jednak spodziewał się powieści monumentalnej, totalnej, jak niegdyś „Ciotka Julia i skryba”, czy „Rozmowa w katedrze”, ten może się nieco zawieść. Jeśli jednak docenia lżejsze powieści Llosy, te humorystyczne, z przymrużeniem oka i intrygującą fabułą na dokładkę, ten z pewnością znajdzie w „Dyskretnym bohaterze” łakomy kąsek dla siebie. Na dokładkę spotka na kartach powieści bohaterów znanych z innych dzieł, którzy przefruwają w twórczości pisarza i przemykają między opowieściami. Powracają na przykład Don Rigoberto i Doña Lukrecja wraz z synkiem Fonsito znani m.in. z „Pochwały macochy”, czy sierżant Lituma i kapitan Silva z „Kto zabił Palomina Molero?”. Jest też kilka nowych twarzy, w których historię zostajemy wciągnięci bez reszty, zanurzając się w lekko wykrzywioną peruwiańską rzeczywistość.

Okładkowy04

Fabuła biegnie sobie dwutorowo, tak by w najważniejszym momencie powieści odnaleźć wspólny wątek i połączyć się w finale. A wszystko zaczyna się od listu. Listu mrocznego, złowieszczego, pogróżkami z rysunkiem pajączka zamiast podpisu. Ktoś próbuje szantażować Felicito Yanaqué, cichego, skromnego przedsiębiorcę z Piury, którego firma transportowa jest całym dorobkiem życia i życiem w ogóle. Felicito nie zamierza się ugiąć, nie negocjuje z terrorystami i nieważne co zrobią jemu, czy jego bliskim – nie złamie się. Tym samym kieruje się ostatnimi słowami swojego ojca, którego radą dla syna na łożu śmierci było nigdy nie dać sobą pomiatać. Felicito jest niezłomny w swoim postanowieniu, a twardym charakterem pokazuje szantażystom, policji, swoim synom, jak i całemu miastu, że nikt nie jest w stanie podstępem odbierać mu tego, co w jego życiu najważniejsze, czyli firmy.

Drugim równoległym wątkiem jest historia Don Rigoberta, który zamiast po latach ciężkiej pracy w spokoju przejść na emeryturę i wyruszyć z żoną i synem na wyczekiwaną i planowaną od lat wyprawę po Europie, zostaje wplątany w cudaczną aferę przez swojego szefa i przyjaciela. Ten, prawie osiemdziesięcioletni starzec w zemście na swoich synach, chamach i obibokach, postanawia ożenić się ze służącą i jej przepisać cały majątek. Sprawa zagęszcza się, komplikuje, a biedny Don Rigoberto z nie własnej winy znajduje się w centrum wydarzeń. Na dokładkę jego nastoletni syn Fonsito sprawia ostatnio kłopoty. Chłopaka, tuż tuż przed staniem się małym mężczyzną, męczy nietypowy problem. Ni stąd, ni zowąd zaczął mu się objawiać człowiek imieniem Edilberto Torres – starszy, elegancki pan, który próbuje poruszać z chłopcem tematy religijne i egzystencjalne. Fonsito popada w otępienie, smuci się i rozmyśla, a przecież powinien szaleć i cieszyć się życiem.

Oba wątki łagodnie łączą się i uzupełniają tworząc wcale nieskomplikowaną, przyjemną intrygę, umilając wszystko nutką tajemnicy, niedopowiedzeniami oraz humorem tak typowym dla tego latynoamerykańskiego autora. Coś w tym jest z telenoweli, jakieś przerysowanie, lekka przesada, niemniej wszystko w stonowanych barwach, tak, że nic tylko zaczytać się z narastającą przyjemnością w tę historię o ojcach, synach i rodzicielskich spuściznach. O niemożności odnalezienia wspólnego języka, gdy zbyt wielka jest różnica wieku, zbyt wiele przeżytych generacji. Także o próbie przekazania wartości, tradycji, wspólnej pracy wielu rąk oraz lat poświęcenia i tego co z takiej próby wychodzi. Jest tu zawiść, kłamstwa i niepohamowana namiętność, prowadząca do nieuchronnej tragedii. Jest też pasja, prawdziwa miłość i po prostu historia o rodzinie, która szuka swojego centrum. A odzwierciedleniem tych wszystkich skomplikowanych uczuć jest piętnastoletni Fonsito, którym na prawo i lewo targają sprzeczności wieku dojrzewania. Fonsito chce i nie chce być jak ojciec. Kocha go, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiają się dziwne pytania, a w głosie słychać dociekliwość i pogardę. Niespełnione marzenia. Porzucone plany. Fonsito obserwuje Rigoberta i nie wie, czy kolejny krok, jaki ma postawić w swoim życiu będzie tym w stronę ojca, czy obierze niepokorną ścieżkę buntownika swojego pokolenia.

A tytułowy dyskretny bohater? Kim jest? Gdzie się ukrywa? Ach, jak można doszukiwać się i pysznie polemizować! Mario Vargas Llosa prowadzi grę z czytelnikiem, wodzi go za nos, podpowiada i zamyka ścieżki. I tak naprawdę, gdy wszystko już wiadomo, gdy ostatnie kawałki układanki wypełniają swoje miejsca, to po dyskretnym bohaterze ani widu, ani słychu. Czy to jeden z synów Felicito? Ten, który po cichu podążał ścieżką ojca? A może Fonsito, który stawia odpowiednie pytania i prowokuje do zmiany? Czy może tajemniczy Edilberto Torres, który znika tak, jak się pojawia, a symbolizować może przemijanie, śmierć, tęsknotę za dawnymi czasami? Czytelnik ma całe pole do popisu. Nie trzeba się spieszyć, nie trzeba wiedzieć do końca. Wystarczy się domyślać, ale przede wszystkim doskonale się bawić przy lekturze.

W „Dyskretnym bohaterze” Mario Vargas Llosa wciąż zaskakuje. Udowadnia, że ma jeszcze kilka asów w rękawie i nawet jeśli nie będą one kalibru najmocniejszych jego powieści, to poukrywa jest w tych mniejszych, przystępniejszych i tym samym jeszcze bardziej niespodziewanych. Niby znani bohaterowie, niby powracające wątki, a jednak przednia uczta literacka i rewelacyjna rozrywka, która zostawia czytelnika z poczuciem nasycenia, dobrze przeżytej chwili. Pozostawia również kilka otwartych pytań. Tak na wszelki wypadek, żebyśmy zbyt szybko o niej nie zapomnieli.

O.

KomiksWielkobukowy04

*Za powieść Mario Vargasa Llosy dziękuję wydawnictwu ZNAK.

BEZSENNE ŚRODY: „A Good Man is Hard to Find” Flannery O’Connor

Bombla_BezsenneAGoodManIsHardToFind
 

“I found out the crime don’t matter. You can do one thing or you can do another, kill a man or take a tire off his car, because sooner or later you’re going to forget what it was you done and just be punished for it.”

Dzisiaj będzie inaczej. Zapomnimy na chwilkę chociaż o duchach, wampirach, demonach i wszelkich paranormalnych istotach. Zapomnimy o nawiedzeniach i potwornościach czających się w ciemności. Zapomnimy o nocy i mroku. Wręcz na przekór zwyczajnej grozie, wyjdziemy na pełne słońce i podziwiać będziemy letnie krajobrazy. Zwrócimy się w kierunku gorącego amerykańskiego Południa, tam gdzie kiedyś, parafrazując słowa Margaret Mitchell, pośród niekończących się bawełnianych pól rozciągała się kraina ostatnich rycerzy i dam. Z tej krainy dzisiaj już pozostały raczej zgliszcza, przerysowane wspomnienia miejsca, którego najtrafniejsze opisy jego prawdziwej natury określa dziwny, niepokojący gatunek zwany Gotykiem Południa.

Czemu niepokojący? Jego podstawową cechą jest zwodzenie, maska, albo filtr nałożony na rzeczywistość. Niby z zewnątrz, z oddali, wszystko wydaje się być normalne, jednak jeśli tylko zmrużyć oczy, podejść bliżej, przyjrzeć się uważniej, czytelnik dojrzy, jak bardzo się mylił. Okrucieństwo, surrealizm, krzywe zwierciadło – groteska – coś złego się dzieje, coś, co wzbudza niepokój i strach. A Królową Gotyku Południa była jedna z najciekawszych amerykańskich autorek XX wieku, nietuzinkowa i tajemnicza Flannery O’Connor, której opowiadanie „A Good Man is Hard To Find” („Trudno o dobrego człowieka”) idealnie ilustruje mroczną stronę południa, a tak naprawdę ciemną stronę człowieka.

Pewna bardzo zaczepna babcia, która niebawem wybiera się z rodziną na wakacje na Florydę, próbuje przekonać swojego syna, by tym razem zmienili kierunek wyprawy i w zamian odwiedzili jej dawne kąty gdzieś na starych plantacjach Tennessee. Za powód zmiany wskazuje artykuł, w którym mowa o pewnym przestępcy zwanym Misfit, który wraz z dwoma innymi zbiegami z więzienia ucieka właśnie na południe, w stronę Florydy i lepiej nie kusić losu. W dniu wyjazdu babcia, jak na prawdziwą południową „damę” i prawie prawie belle przystało, pomimo tłoku w przepełnionym samochodzie ładuje na dokładkę swojego kota i wkłada strojny kapelusz, bo jak sama mówi „gdy będzie wypadek, od razu poznają, że jest damą”. Już w drodze babcia wspomina stare dzieje, puszy się i zmyśla, byle zaciągnąć rodzinę w stare strony. Wydaje jej się, że plantacja jest już blisko i wystarczy jedynie skręcić w najbliższą nieutwardzoną drogę, z dala od zabudowań. Wkrótce okaże się, że zakręt ten był bardzo złym pomysłem, gdy staną oko w oko z własnym przeznaczeniem.

„A Good Man is Hard to Find” sprawia, że przez chwilę czytelnik wstrzymuje oddech z niedowierzania. Przerażenie jest tak totalne, tak całkowite, a jednocześnie namacalność, prawdziwość tych wydarzeń tak bardzo realna i łatwa do wyobrażenia, że w końcu, otrząsnąwszy się ze skrajnych uczuć, z łatwością popaść można w marazm, w poczucie, że nie ma już na świecie dobra. A jeśli jest, to na pewno nie wtedy, gdy akurat jest najbardziej potrzebne. Flannery O’Connor potrafiła bardzo prostymi zabiegami literackimi zahipnotyzować czytelnika i zostawić go po lekturze w stanie swoistego zawieszenia, gdzieś między zrozumieniem, a całkowitym zagubieniem. Bo tutaj nic nie jest przewidywalne. Nic nie jest zrozumiałe. To ludzka groza w najczystszej postaci, gdy człowiek nie może być  pewnym drugiego człowieka.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo rozmyślam o prawdziwej naturze człowieka.

O.

*Opowiadanie „A Good Man is Hard to Find” Flannery O’Connor znajdziecie w oryginale TUTAJ.

**O wszystkich opowiadaniach Flannery O’Connor, jak i o niej samej, dawno dawno temu napisałam zbiorczy tekst, który być może zachęci Was do zaczytania się i zachwycenia, a znajdziecie go TUTAJ.

Książki na prezent według Wielkiego Buka

Bombla_BukowePrezenty

Moi Drodzy,

Grudzień trwa już sobie w najlepsze, a Święta Bożego Narodzenia zbliżają się ogromniastymi krokami. Niby takie sobie oświadczenie oczywistości, a przecież jak grudzień i Święta to czas najwyższy pomyśleć o prezentach! Mikołaje, Gwiazdory, czy Gwiazdki muszą przygotować się odpowiednio wcześniej, żeby wybrany upominek był idealnie dobrany i wyjątkowy. Dlatego proponuję Wam już zbierać siły i wyruszyć na poszukiwania, żeby pod sam koniec, tuż przed wolnymi dniami, nie biegać z obłędem w oczach pomiędzy półkami. Zaufajcie mi – zróbcie to już teraz 😀

Pewnie nikogo nie zdziwi, że najpiękniejszym z możliwych prezentów według mnie są KSIĄŻKI. Prezenty idealne. Doskonałe. Czysta magia i mniam mniam. Sądzę, że zgodzi się ze mną każdy nawiedzony bukoholik. Na dokładkę, sama uwielbiam sprawiać książkowe prezenty najbliższym i moim zaprzyjaźnionym molom książkowym. Sama radość dawania 😀

Ale… mól molowi nierówny i czasami zdarza się, że nie za bardzo wiemy, co komu zakupić, gdy w księgarniach rzucają nam w twarz bestsellery, gorączka zakupów trwa i w ogóle bielmo na oczach z oczopląsu.

Właśnie na takie okazje przygotowałam dla Was małą ściągę z książek wytypowanych gatunkami, które warto zakupić i w ogóle warto przeczytać. Książek, które polecam,  przeczytałam sama, pisałam o nich na blogu (te są podlinkowane i wystarczy kliknąć) i wiem, że są godne. 🙂

Klasyka02

Co tu dużo pisać – klasyka literatury sprawdzi się idealnie dla wszystkich tych, którzy lubią porządną, grubaśną prozę z nutką retro. Kostiumy, etykieta, najprawdziwsza przygoda, taka podróż w czasie, do epok przeszłości.

90077017 duma i uprzedzenie SU nowe.indd

 „Duma i Uprzedzenie” Jane Austen – bo Jane nigdy za wiele, w każdej możliwej odsłonie i każdym możliwym wydaniu. A co! Do poczytania TUTAJ.

„Jądro ciemności” Joseph Conrad – wyprawa przez dolinę Konga nigdy nie była tak potworna, tak bardzo przenikająca samą naturę człowieka. Do poczytania TUTAJ.

 „Moby Dick” Herman Melville – prawdziwa marynistyczna perełka – szaleństwo na morzu i opętany obsesją białego wieloryba Kapitan Ahab. Do poczytania TUTAJ.

„Niebezpieczne związki” Pierre Choderlos de Laclos – o miłości libertyńskiej, zabawach w zakochanie i salonowych zakładach, których ofiarami padają niewinne kobiece duszyczki. Do poczytania TUTAJ.

„Wielkie Nadzieje” Charles Dickens – jedna z najpiękniejszych powieści o nieszczęśliwej miłości, straconych złudzeniach i niekończącym się dążeniu do spełnienia najskrytszych marzeń. Do poczytania TUTAJ.

ProzaObyczajowa02

Czyli o ludziach i życiu, o zmaganiach z codziennością, o walce z samym sobą, o odkrywaniu rodzinnych tajemnic i radzeniu sobie z traumą przeszłości. Powieści uniwersalne, w pełni doskonałe i dokończone. Piękne. Do obsesyjnego zaczytywania się.

ProzaObyczajowa

„Moja Walka” Karl Ove Knausgård – po śmierci ojca pewien Skandynaw poszukuje stracone czasu i odnajduje go we wspomnieniach z młodzieńczych lat. Do poczytania TUTAJ.

 „Dostatek” Michael Crummey – monumentalna saga o ludziach zimnego morza, o prawdziwym Jonaszu i kaprysach oceanu, który tak daje, jak odbiera życie mieszkańcom Nowej Funlandii. Do poczytania TUTAJ.

„Umiłowana” Toni Morrison – realizm magiczny amerykańskiego południa, powracający koszmar niewolnictwa i historia kobiety, która na nowo odnajduje swój głos. Do poczytania TUTAJ.

 „Ciemno, prawie noc” Joanna Bator – wielkie zło szaleje po Wałbrzychu, znikają dzieci, a porządek rzeczy zostaje zaburzony. Horror jak nie-horror. Do poczytania TUTAJ.

 „Botanika Duszy” Elizabeth Gilbert – cudownie napisana fikcyjna historia życia Almy Whittaker, XIX-wiecznej botaniczki, podróżniczki i przyrodnika. Do poczytania TUTAJ.

Historia02

Proza, w której fakty historyczne mieszają się z fikcją literacką. Ktoś coś usłyszał, była legenda, pamiętniki, jakieś dzienniki. Przewijają się tu konflikty zbrojne, wojny, kolonizacja i zabory. Takie opowieści prawdziwe-nieprawdziwe.

Historia

„Śpiewaj ogrody” Paweł Huelle – niezwykła, muzyczna opowieść z baśniowym motywem Szczurołapa z Hameln we wspomnieniach wojny. Do poczytania TUTAJ.

„Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk – monumentalna książkowa olbrzymka, smakowita oparta na faktach historia Jakuba Franka, trzeciego i ostatniego Mesjasza  oraz tych, co za nim podążyli w wierze. Do poczytania TUTAJ.

„Anglicy na pokładzie” Matthew Kneale – o upadku tasmańskiego raju, ostatniego przyczółku pierwotnej cywilizacji. Do poczytania TUTAJ.

 Seria Parabellum Remigiusz Mróz – mistrzowska wojenna przygoda, od której nie sposób się oderwać. Do poczytania TUTAJ.

 „Sońka” Ignacy Karpowicz – hipnotyzująca, subtelna historia życia kobiety, która żegna się ze światem. Do poczytania TUTAJ.

Miłość02

Bo jakże by to było, gdyby o miłości nie wspomnieć! Uczucie rozedrgane, od skrajności w skrajność, często obsesyjne, szalone, jedyne w swoim rodzaju. Poniżej o miłości trochę inaczej, nie tak bezpośrednio, ale między słowami, szczęśliwie i nieszczęśliwie, wzruszająco, intensywnie.

okladka_druk_offset

„Pobojowisko” Michael Crummey – o rozdzielonych przez los kochankach i widmach wojny znad Pacyfiku. Do poczytania TUTAJ.

„Golem i Dżin” Helene Wrecker – ona jest golemką, on zamkniętym w ciele dżinem, razem uczą się,  co oznacza bycie człowiekiem w Nowym Jorku początku XX stulecia. Do poczytania TUTAJ.

 „Echa pamięci” Katherine Webb – nastoletnia muza pewnego brytyjskiego artysty przenika do jego rodziny. Do poczytania TUTAJ.

„Miniaturzystka” Jessie Burton – zaskakująca opowieść o złotych klatkach i mniejszościach, które próbują się z nich wyzwolić. Do poczytania TUTAJ.

„Wszystko, co lśni” Eleanor Catton – wspaniała, perfekcyjnie dopracowana historyczna powieść z dwojgiem kochanków, Słońcem i Księżycem, podczas gorączki złota w Nowej Zelandii XIX wieku. Do poczytania TUTAJ.

Horror02

Opowieści do straszenia się, do zwijania pod kocykiem i chowania pod poduchami TYLKO przy zapalonym świetle.

Horror

„Przebudzenie” Stephen King – wielki powrót Króla Horroru i przywołanie terroru z ciemności. Do poczytania TUTAJ.

 „Troje” Sarah Lotz – trzy katastrofy lotnicze i troje cudownie ocalonych dzieci, które zapoczątkowują niemożliwe do zatrzymania zmiany na całym świecie. Do poczytania TUTAJ.

 „NOS4A2” Joe Hill – doskonale świąteczna potworność o pewnej Zjawie, która przemierza światy wyobrażone i porywa dzieci. Do poczytania TUTAJ.

 „Szczęśliwa Ziemia” Łukasz Orbitowski – grupka chłopaków i sekret z młodości, który na zawsze naznaczył ich życie. Do poczytania TUTAJ.

 „Niesamowite  historie” Elizabeth Gaskell – mroczne, gotyckie, absolutnie klasyczne historie o duchach. Do poczytania TUTAJ i TUTAJ.

Sensacja02

Szaleńcy mordercy, terroryści, psychopaci – historie pełne doskonałej akcji, śledztw i wartych zapamiętania bohaterów.

Sensacja

„Pielgrzym” Terry Hayes – szpiegowski thriller doskonały o człowieku, który jako jedyny może powstrzymać szaleńca i zapobiec zagładzie świata zachodu. Do poczytania TUTAJ.

 „Pochłaniacz” Katarzyna Bonda – trójmiejski kryminał o zbrodniach przeszłości i mafii, która nigdy nie odpuszcza. Do poczytania TUTAJ.

 „Pan Mercedes” Stephen King – o policjancie i szalonym psychopacie prosto od samego Mistrza. Do poczytania TUTAJ.

 „Gone Girl” Gillian Flynn – doskonale skonstruowany, mroczny i zaskakujący thriller o małżeństwie prawi idealnym. Do poczytania TUTAJ.

 „Kaiken” Jean-Christophe Grangé – o japońskich obsesjach zachodu i chorobliwej sile tradycji. Do poczytania TUTAJ.

Ciekawscy02

Dla złaknionych wiedzy w pięknej postaci, dla starszych i młodszych, do wspólnego zachwycania się, czytania i dyskutowania trzy idealne pozycje książkowe:

Ciekawscy

„Demonologia germańska” Artur Szrejter – książkowa wspaniałość o tajemniczych istotach folkloru północy w piękny i przystępny sposób. Już wkrótce na Buku!

 „Bestiariusz Słowiański” Paweł Zych – wydawnicza perełka ze wspaniałymi ilustracjami. Link do strony autorów TUTAJ.

„Mapy” Aleksandra i Daniel Mizielińscy – cudeńko dla mniejszych i większych do nauki, podglądania, zaglądania i komentowania.

InneŚwiaty02

Tak dosłownie i w przenośni. Obce planety, rzeczywistości równoległe, krainy jak ze snu:

InneŚwiaty

„Marsjanin” Andy Weir – najlepsza powieść sci-fi 2014 według czytelników Goodreads. Już wkrótce na Buku!

 „Chór Zapomnianych Głosów” Remigiusz Mróz – o okrucieństwie kosmosu, krzykach w ciemności i ratowaniu gatunku ludzkiego w kosmicznej przygodzie. Do poczytania TUTAJ.

 „Zimowa opowieść” Mark Helprin – o sekretnych mechanizmach wszechświata i mieście-potworze w lodowej aurze realizmu magicznego. Do poczytania TUTAJ.

Młodzież02

Na bolączki dojrzewania dobra książka zawsze jest najlepszym lekarstwem.

Młodzież

„Buszujący z zbożu” J.D. Salinger – absolutna amerykańska klasyka młodzieńczego buntu i prowokacji. Niebawem na Buku!

 „Gwiazd naszych wina” lub inny John Green – co tu dużo pisać: John Green wie jak pisać o młodych i dla młodych w piękny i mądry sposób.

„ Złodziejka Książek” Markus Zusak – mocna, wzruszająca i przejmująca opowieść o Drugiej Wojnie Światowej z perspektywy Śmierci. Do poczytania TUTAJ.

 “Niezbędnik obserwatorów gwiazd” Matthew Quick – piękna opowieść o odnajdywaniu siebie i pokonywaniu przeciwności losu. Do poczytania TUTAJ.

 „Ocean na końcu drogi” Neil Gaiman – współczesna baśń dla młodzieży i dorosłych o powrotach do traum dzieciństwa. Do poczytania TUTAJ.

DlaDzieci02

W zeszłym roku porządnie rozpisałam się o lekturach dla maluchów i dzieciaków w wieku wczesnoszkolnym wraz z peanem na cześć baśni, pod którym podpisuję się zawsze i wszędzie – wpis znajdziecie TUTAJ, więc w tym razem podam Wam jedynie 5 tytułów, które poleciłabym każdemu przy zakupach dla dzieci 🙂

DlaDzieci

”Tam gdzie żyją dzikie stwory” Maurice Sendak – wspaniała opowieść o pewnym niegrzecznym chłopcu, który wędruje do krainy dzikich stworów (cudowne ilustracje!). Dla maluchów.

 „Kubuś Puchatek” A.A. Milne – bo kto nie kochał w dzieciństwie Misia o „bardzo małym rozumku” i jego przyjaciół ze Stumilowego Lasu? Dla mniejszych i większych dzieciaków.

 „Na szczęście mleko…” Neil Gaiman – pewien roztargniony tata wychodzi po mleko, długo nie wraca, a jak już wraca, to ma dla swoich dzieciaków niesamowitą opowieść z wyprawy. Dla mniejszych i większych dzieciaków.

 „Muminki” Tove Jansson – wspaniale północne, urocze, nostalgiczne Muminki, które zostają już z czytelnikiem na zawsze. Dla wszystkich.

 „Pięcioro dzieci i coś” Edith Nesbit – niezwykła, fantastyczna podróż do zaginionych światów, która wciąga bez reszty. Dla większych dzieciaków.

Na dokładkę mam dla Was trzy praktyczne porady idealne dla wszystkich, którzy w tym roku planują bukowe zakupy:

Antykwariaty

To takie trochę zapomniane miejsca, które coraz częściej znikają z miejskich map, a szkoda, bo można w nich wynaleźć perełki, czasami za grosze, a na pewno w niższych cenach. Jako leniwiec korzystam z tych internetowych i uważam, że naprawdę warto. Zazwyczaj wynajduję książki od lat niewznawiane, takie, o które trudno już dzisiaj w księgarniach, zarówno polskich, jak i zagranicznych autorów. Pamiętajcie tylko, żeby zawsze sprawdzić jakość wydania i czy niczego antykwarycznej książce nie brakuje!

Klasyka

Niby truizm, ale łatwo o tym zapomnieć, gdy w twarz rzucają nam TOP 10 świata i okolic 😉 Kiedy nie wiadomo co kupić, a wiemy, że osoba, którą chcemy obdarować uwielbia książki, na pomoc zawsze przychodzi klasyka literatury polskiej i światowej. W tym wypadku wybór jest TAK ogromny, że nie ma sensu się rozpisywać, ale jedynie rozpoznać podstawowy gust czytelnika i dobrać coś idealnego (najprostszy przykład: dla niepoprawnych romantyczek, kochających filmy kostiumowe: Jane Austen lub siostry Brontë ) 🙂

Zestawy

Co trzy buki to nie jeden 🙂 Przed Świętami księgarnie prześcigają się w tworzeniu wygodnych książkowych zestawów, czasami nawet za ułamek, albo połowę ceny, jaką zapłacilibyśmy za wszystkie książki z osobna. Trylogie, sagi, bukowe cykle, albo zestawy tematyczne, czy spod pióra tego samego autora – przedświąteczny czas to wyraj dla wydawnictw i warto z niego skorzystać.

Księgarnie

Przyznam Wam się, że coraz częściej kupuję książki w sieci. Dlaczego tak? Ano dlatego, że wyprawa do księgarni zazwyczaj kończy się bankructwem i możliwym zakupieniem książki, którą już mam, a o której zapomniałam w natłoku wrażeń (naprawdę to się zdarza w mojej rodzinie). Właśnie dlatego preferuję Internet. Jeśli dodać do tego dyskonty książkowe, to w ogóle dzieje się miodzio. Polecam Wam od siebie: Aros, Bonito i TaniaKsiążka. Zaglądajcie również na Merlin, bo w tygodniach przedświątecznych można wyłapać książki w niziutkich cenach.

A co Wy planujecie zakupić w tym roku? Jakie tytuły znajdą się pod choinkami? Macie już plany 😀 Piszcie, dzielcie się wrażeniami i czytajcie!

Bo warto czytać.

O.

PRZEDPREMIEROWO: „Chór Zapomnianych Głosów” Remigiusz Mróz (PATRONAT!)

Bombla_ChórZapomnianychGłosów

 

„Wyszedł z założenia, że w naszej galaktyce istnieje wiele cywilizacji, które posiadają zdolność komunikowania się i podróżowania między gwiazdami z prędkością światła lub nawet szybciej. Fakt, że żadna z nich nie nawiązała kontaktu z Ziemią, według niego dobitnie dowodził, że cywilizacje te są wrogie. Gromadzą siły, przygotowują się i czekają. Gdyby było inaczej, dawno otrzymalibyśmy od nich jakikolwiek znak, że gdzieś tam są.

Edax rerum natura. Pożeracz wszechrzeczy. Tak uczony zdefiniował pozaziemską cywilizację, z którą nawiążemy pierwszy kontakt. I być może miał rację.”

Czy kiedykolwiek, spoglądając w gwieździste, nocne niebo, zastanawialiście się, czy gdzieś w tych odmętach kosmosu istnieją inne, podobne nam cywilizacje? Że gdzieś tam, hen, w odległej galaktyce, ktoś również spogląda w niebo i zadaje sobie podobne pytanie? Ach, gdyby tylko móc zwiedzić te wspaniałe rubieże wszechświata i niczym bohaterowie Star Treka wyruszyć w poszukiwaniu granic kosmosu! Nas, ziemian, od zawsze fascynowały tajemnice nieboskłonu. Odwieczne marzenie o lataniu, o nawiązywaniu kontaktu, krzykach wysyłanych w ciemność. I o ile większością kieruje w tym względzie niesamowity optymizm, wielu założyło również, że te ludzkie wrzaski w kosmicznej próżni niekoniecznie mogą mieć pozytywne skutki. A co jeśli ta cisza wynika z tego, że ktoś tam siedzi i czyha ukryty? Jeszcze odległy o miliony lat świetlnych, jednak czeka na odpowiedni moment do ataku? Co jeśli zapadł już gdzieś wyrok na błękitną planetę i pewnego dnia zniknie ona z Układu Słonecznego? Co jeśli trzecia planeta od słońca kiedyś zamieni się w pył i nikt więcej o niej nie wspomni?

Okładkowy03

O zagładzie i walce o przetrwanie gatunku ludzkiego wśród złowieszczych mieszkańców kosmosu opowiada najnowsza powieść Remigiusza Mroza zatytułowana „Chór Zapomnianych Głosów”. Tym razem, autor doskonałych wojennych przygodówek wziął na warsztat klasyczne science fiction i stworzył własną historię, w oparciu o znane i lubiane motywy gatunku. Horror łączy się tu z eksploracją. Przygoda z klasycznym popularno-naukowym podejściem. Bohaterowie odkryją tajemnice wszechświata, skrywane od eonów sekrety, których może lepiej byłoby pozostać nieświadomym. Nie wiedzieć i nie wylatywać w otchłanie. Jest pęd emocji i pęd ludzkości, by kolonizować kolejne galaktyki. Pytania o naturę wszechrzeczy, o istnienie Boga w miejscu, w którym panuje porażająca cisza. Zagadnienia sensu istnienia i próba odpowiedzi na pytanie, czy można zmienić przeznaczenie, czy może los naprawdę zapisany jest w gwiazdach. Wszystko to w świetnym stylu, sensacyjnie i dramatycznie, z humorystycznym akcentem, tak, by porwać czytelników prosto w szaleństwo kosmosu.

Załoga ISS Accipiter, jednego ze statków kosmicznych, biorących udział w misji kolonizowania odległych galaktyk, zostaje zaatakowana w czasie głębokiej kriostazy. Jedynymi, którzy przeżyli krwawą napaść są astrochemik Håkon Lindberg i nawigator Dija Udin Alhassan. Ocalali przy życiu członkowie załogi próbują nawiązać kontakt z Ziemią i tam dowiadują się, że to nie jedyny atak na statki ludzkości. Coś albo ktoś czai się w otchłani i przyzywa teraz pozostałe maszyny, by spotkały się w konkretnym miejscu kosmosu – samotnej, opuszczonej planecie, w odległej galaktyce. Ziemia jeszcze nigdy nie nawiązała kontaktu z żadną obcą cywilizacją, a jednak ktoś ich odnalazł. Teraz, w obliczu zagłady i śmierci miliardów istnień nie pozostaje nic innego jak stawić czoła niewidzialnemu wrogowi i spróbować ocalić rodzaj ludzki.

Dla wielbicieli tzw. light sci-fi, „Chór Zapomnianych Głosów” będzie kolejną podróżą w otchłanie kosmosu, dobrą powieścią, w której przeplatają się najbardziej znane i lubiane motywy z filmowo-serialowo-growo-literackich klasyków. Widać inspirację filmami jak “2001: Odyseja Kosmiczna”, “The Thing”, serią „Star Trek”, uniwersum „Star Gate”, a w szczególności serią „Alien” z „Prometeuszem” na czele. Być może znawcy gatunku nie dostrzegą w tej powieści nic odkrywczego, ale odnajdą z pewnością typowe, a zarazem najciekawsze elementy survival-horrorów, dużo porządnej akcji  i doskonale wykreowany klaustrofobiczny klimat opuszczonych statków kosmicznych. Tym samym powieść Remigiusza Mroza doskonale sprawdzi się przede wszystkim dla tych, którzy dopiero chcieliby rozpocząć swoją literacką przygodę z sci-fi. Jak zwykle autor przemycił potrzebną wiedzę i zadbał, by niezrozumiałe dla laika zagadnienia wytłumaczone były przejrzyście w dialogach między bohaterami, naturalnie i bez zbędnego natłoku wiedzy. Taki manewr pozwala po prostu świetnie się bawić przy lekturze, bez konieczności zastanawiania się co jest czym, lub co oznaczają poszczególne popularno-naukowe elementy.

Kosmos w wydaniu Remigiusza Mroza to mroczne i wrogie ludzkości miejsce. Dla otwartych i przyjacielskich mieszkańców Ziemi to gladiatorska arena, w której przetrwać mają najsilniejsi, najsprytniejsi, najbardziej wyrafinowani. Okrucieństwo, bezkompromisowość, czysta kalkulacja. Na nic przydadzą się szczere uśmiechy i komunikacja oparta na dyplomacji. Prawdziwa moc, bowiem, jest nie w górnolotnych słowach, a w czynach i sile rażenia broni. Liczą się krew i flaki, nic więcej. Prawo dżungli pośród gwiazd. Tym samym „Chór zapomnianych głosów” dołącza do wszystkich tych katastroficznych opowieści science fiction, których twórcy od zawsze biorą pod uwagę możliwe zagrożenie. Jeśli chociaż trochę byłoby to prawdą, jeśli ktoś tam siedzi i szuka możliwych celów do ataku, a jego wzrok zbliża się powoli do naszej galaktyki, to może lepiej przestać krzyczeć w pustkę i przeczekać, żeby trzecia planeta od Słońca jeszcze przez millenia spokojnie błyszczała błękitem w ciemnościach.

O.

KomiksWielkobukowy03

*Za powieść dziękuję wydawnictwu Genius Creations i oczywiście Remigiuszowi Mrozowi za możliwość patronowania 🙂

BEZSENNE ŚRODY: „Muzyka Ericha Zanna” H.P. Lovecraft

Bombla_BezsenneMUZYKAErichaZanna

 

„Tam w wąskim korytarzu wsłuchiwałem się poprzez zamknięte drzwi z zakrytą dziurką od klucza w dźwięki, które napełniały mnie dziwną grozą… grozą pomieszaną ze zdziwieniem i tajemniczą melancholią. Nie były to jakieś straszne dźwięki, bynajmniej, ale towarzyszyła im wibracja zupełnie niespotykana na naszym ziemskim globie, a w pewnych momentach wydawało się, że jest to symfonia wykonywana nie przez jednego muzyka.”

Miasta mają swoje tajemnice. W czeluściach skrywają najmroczniejsze sekrety. Miasta są jak labirynty, w których ten, co nie zna drogi może z łatwością się zapodziać, zgubić gdzieś między uliczkami i nigdy już nie powrócić. Zaułki, piwniczki, ciemne przejścia, o których wiedzą jedynie nieliczni. Miasta to niezwykłe twory-stwory, bo nigdy nie wiadomo, co może czaić się w ich trzewiach. Kogo chowają przed wzrokiem przyjezdnych. Krążą legendy o całych dzielnicach, które znikają z map. O dziwnych istotach widzianych we mgle. O przejściach do innych światów. Takie miasta-potwory opisywało już wielu autorów, jednak jest ktoś, kogo miejskie mroczne opisy działają na wyobraźnię bardziej niż jakiegokolwiek innego pisarza. Mowa tu o kimś, kto sam bał się spacerować o zmroku, wśród wąskich przejść czuł się nieswojo, a nocami śnił o terrorze z otchłani. Pewnie już wiecie, o kim mowa. O H.P. Lovecrafcie oczywiście i tym razem jego niesamowitym opowiadaniu „Muzyka Ericha Zanna”.

Za dawnych, młodzieńczych lat studenckich narrator tej opowieści zamieszkiwał niejaką Rue d’Auseil, wąską, bardzo stromą i mroczną uliczkę w magazynowej dzielnicy, do której nigdy nie docierały promienie słońca. Uliczkę, której po latach nie jest w stanie odnaleźć ani na żadnej mapie, ani w terenie. Wspomina, jak ciężkie były dla niego tamte czasy. Był słaby zarówno fizycznie, jak i psychicznie, osamotniony. W okolicy sami starsi ludzie, a na poddaszu jego domu pokój wynajmował pewien niemiecki skrzypek, Erich Zann. Każdej nocy zza drzwi wydobywała się przedziwna muzyka, inna niż wszystko do tej pory. Dźwięki tajemne, nietypowe, na swój sposób genialne. Student próbował zaprzyjaźnić się z muzykiem, jednak ten odmawiał bliższego kontaktu. Wycofywał się i reagował nerwowo na wszelkie wzmianki o swoich utworach. On na coś czekał. Czegoś wypatrywał. Pewnej nocy oszalałe dźwięki, które wypływają ze skrzypiec przywołują naszego narratora, a to czego będzie świadkiem na zawsze już naznaczy jego życie.

W „Muzyce Ericha Zanna” H.P. Lovecraft ponownie hipnotyzuje czytelnika. Tym razem na wielu poziomach, gdzie koszmar rodzi się z natłoku artystycznych doznań. Czaruje opisem wrażeń tak intensywnych, tak poetyckich, a jednocześnie zrozumiałych, że przejmujemy niejako percepcję głównego bohatera i na moment stajemy się nim, doświadczając czegoś zupełnie niezrozumiałego. Opowiadanie to, pomimo swojej króciutkiej formy, jest wspaniale wieloznaczne. Daje pole do popisu wyobraźni, aktywuje wszystkie zmysły. Znajdziemy tu miejską legendę o zaginionej uliczce, której nie da się odnaleźć. Metaforę twórczego szaleństwa w geniuszu opętanego skrzypka. I muzykę płynącą prosto z otchłani.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo słyszę szalone dźwięki skrzypiec i wiem, że coś przysłuchuje się jej z ciemności.

O.

*To cudowne, króciutkie opowiadanie na jeden chaps znajdziecie zupełnie za darmo po polsku TUTAJ oraz w oryginale TUTAJ.

„Pochłaniacz” Katarzyna Bonda

Bombla_Pochłaniacz

 

„Dziewczyna o północy, dziewczyna z północy
Na twarzy martwy uśmiech i przerażone oczy
Wiem, że powróci znów i znów ich będę gościł
Potem rozpłyną się i wrócą stąd do wieczności…”

Profiler kryminalny zazwyczaj kojarzy się z często przerysowaną postacią, żywcem wyciągniętą z jednej z serii CSI, która używając technologii rodem z „Raportu Mniejszości” w ułamku sekundy potrafi określić nie tylko charakter, motyw, czy cel sprawcy, ale nawet jego wygląd, rozrysowując od razu pełny obraz wśród fruwających powietrznych pikseli. Zawód profilera kusi twórców i wykorzystywany jest on nagminnie w amerykańskim kinie, w telewizji, czy w ogóle w popkulturze. O profilerach mówi się tak często, powiela tyle mitów, przypisuje tyle nieprawdziwych ról, że łatwo zapomnieć o realiach, szczególnie polskich, kiedy przychodzi czas na przedstawienie konkretów dotyczących ich zawodu. Profiler nie jest jasnowidzem, nie rozwiązuje śledztw, on pomaga jedynie w ich rozwikłaniu na takiej samej zasadzie, jak technicy policyjni, czy zwyczajni psychologowie. Jego zadania są bardzo konkretne i nie wychodzą poza ustalone ramy działań policji. Trochę obala to legendy, odziera z kolorowej otoczki, niemniej wciąż tak samo fascynuje.

Nietypowo, bo o polskiej profilerce, która pomaga w rozwiązaniu śledztwa, opowiada „Pochłaniacz” Katarzyny Bondy, pierwszy tom z serii Cztery Żywioły Saszy Załuskiej. Umiejętnie łącząc prawdę z fikcją literacką autorka stworzyła pełnokrwistą postać silnej kobiety, samotnej matki i doskonałej profesjonalistki, która jest po prostu dobra w tym co robi i nawet lubi to robić, pomimo chwil zwątpienia. Sasza ma swoje słabości, nałóg, który powraca jak w koszmarze oraz przeszłość, a w tej przeszłości mężczyznę, który zmienił jej życie na zawsze. Jest surowa tak dla siebie, jak i dla innych. Przyjazd do Polski otworzył jej nowe możliwości współpracy, ale jednocześnie na powrót wrzucił w otoczenie i ludzi, o których wolała zapomnieć. Jednak Sasza wchodzi w to, a swoje umiejętności wykorzystuje w rozwiązaniu sprawy o morderstwo w pewnym sopockim klubie.

Okładkowy02

A wszystko zaczeło się dwadzieścia lat wcześniej, w 1993 roku, gdy kilku nastolatków zadarło z bossem trójmiejskiej mafii. Giną ludzie, ale ślady zostają zatarte. Nikt nie chce rozjuszać bestii, która i tak zaczyna już wierzgać. Mijają lata, ci sami ludzie zmieniają ksywki, w szeregach przestępców zachodzi roszada. Biznesy również mają już inne nazwy, a głowa rodziny czai się za radami nadzorczymi swoim firm-widm. Kiedy w znanym klubie dochodzi do strzelaniny i są ofiary policja dopiero z czasem uświadamia sobie ciąg powiązań, łączy wątki, by rozwiązać sprawę. Jednak wraz z wyciąganiem brudów sprzed lat, pojawiają się niewygodne pytania tak dla policjantów, jak dla prokuratury i rodzin ofiar. Wkrótce atmosfera zaczyna się zagęszczać i tylko znalezienie sprawcy umożliwi zamknięcie pewnego rozdziału.

„Pochłaniacz” Katarzyny Bondy to jeden z tych kryminałów, które skradają się po cichu do czytelnika, by ni stąd, ni zowąd huknąć i popędzić ku porządnemu zakończeniu. Będąc pierwszym tomem zapowiadanej na cztery części serii, tom pierwszy rządzi się poniekąd swoimi prawami. Sporo jest tutaj wprowadzenia, zarówno w życie samej Saszy Załuskiej, jak w policyjne struktury i zależności między bohaterami. Aby w pełni pojąć co i jak będzie się rozgrywać, najpierw trzeba poznać wszystkich uczestników dramatu. Autorka skrupulatnie wprowadza czytelnika w świat reguł panujących w polskiej policji. Nie pomija opisów procedur, zasad systemowych, czy metod działania poszczególnych jednostek tak, by wszystko dało się z łatwością wyobrazić. Każda z postaci ma w powieści swój moment. Znamy ich motywacje, przeszłość i powoli rozpracowujemy tajemnicę. Dopiero wtedy następuje rozwiązanie akcji.

Mocną stroną „Pochłaniacza” jest odmalowanie polskiej rzeczywistości i zmian, jakie nastąpiły w trakcie ostatnich dwudziestu, dwudziestu pięciu lat w naszym kraju. Początek lat dziewięćdziesiątych to wciąż był czas zachłyśnięcia się wolnością. Z nor powychodzili ci, którzy pokątnie kręcili interesy na zachodzie w czasie komuny. Nowe zasady i nowe prawa pozwoliły im założyć biznesy, które jedynie pozornie były legalne, a tak naprawdę służyły za pralnie brudnych pieniędzy czerpanych z prostytucji, handlem kobietami, sprzedażą narkotyków, czy przemytem kradzionych samochodów. „Biznesmeni” po uszy zamieszani w interesy mafii, skorumpowani policjanci, czy wymiar sprawiedliwości. Dwadzieścia lat później świat obrócił się prawie o te sto osiemdziesiąt stopni i także przestępczość ewoluowała. Niby ta sama gwardia, ale zmiany widać już gołym okiem. Nie jest już tak łatwo przewalać kasą, gdy każdy może sprawdzić jej pochodzenie. I te zmiany pokazała Katarzyna Bonda umiejętnie łącząc przeszłość i teraźniejszość, gdzie niby wszystko jest inne, tylko gęby, które za tym stoją, wciąż takie same.

„Pochłaniacz” to doskonała intryga, brutalna proza i solidnie wykonana kryminalna robota. Pomimo pomniejszych niedociągnięć językowo-technicznych świat, jak i styl powieści pozostają wiarygodne. Nie znajdziecie tutaj poetyckich fraz niczym u Sir Conan Doyle’a, bo polskim służbom mundurowym, prostytutkom, barmankom, czy żołnierzykom mafii trudno byłoby wtłoczyć w usta eleganckie zdania. W zamian dostajemy żywy język i bohaterów, dla których ten sposób wypowiedzi jest jak najbardziej naturalny. Na dokładkę mamy tajemnicę z przeszłości, rodzinne i osobiste dramaty, a przede wszystkim Saszę Załuską, która swoją osobowością przyciąga czytelnika jak magnes. Przez fabułę przebija się także charyzma samej Katarzyny Bondy. Czuć pasję i fascynację tym, czym się zajmuje, bez ściemy, bez nadużyć. Nawet jeśli można się sprzeczać, czy nie za wcześnie przyznano autorce miano „królowej polskiego kryminału”, to jednak „Pochłaniacz” po prostu pochłania i nie pozostaje nic innego, jak wyczekiwać kolejnych tomów.

O.

KomiksWielkobukowy02-poprawka

*Za pierwsze spotkanie z autorką dziękuję Wydawnictwu Muza.

Podsumowanie miesiąca: LISTOPAD 2014

Bombla_PodsumowanieLISTOPAD2014

Lu lu lu… Przeminął już listopad! Niby szybko, a wcale nie aż tak szybko. Za oknem mrozik, chyba już pachnie nadchodzącymi Świętami i w ogóle jakoś tak pozytywnie w powietrzu 😀 Co to był za przepyszny bukowy miesiąc!

Opublikowałam 13 tekstów, w tym 4 Bezsenne Środy, Liebster-Lobster z Owcą i króciutki tekst z okazji Drugich Urodzin Wielkiego Buka – AAAAA! To już dwa lata! 😀 Wraz z tekstem o „Księgach Jakubowych” Olgi Tokarczuk pojawił się również pierwszy (i z pewnością nie ostatni) mini-komiks bukowy.

A co przeczytałam? Za mną 8 powieści i 3 opowiadania. Tak jak zapowiadałam, listopad był miesiącem polskiej prozy i powiem Wam, że dawno nie byłam tak przyjemnie zaskoczona odkryciem TYLU wspaniałych nazwisk polskiej prozy i jednego prawdziwie Dużego Buka! 5 powieści polskich autorów i tylko jedna w tym miesiącu po angielsku („Revival” Kinga). Ale za to opowiadania były po angielsku, więc prawie się wyrównuje 😉 Co więcej, tylko 4 z poniższych pozycji były ebookami! Takie małe odejście od normy.

Przeczytanie powieści:

„Sońka” Ignacy Karpowicz – piękna, magiczna opowieść, z wojną w tle; do poczytania TUTAJ.

„Dzicy Detektywi” Roberto Bolaño – pustynna podróż w krainę meksykańskiej poezji i zbrodni; do poczytania TUTAJ.

„Ciemno, prawie noc” Joanna Bator – o ŁAAA! Co to była za powieść! Nowy Duży Buk! Do poczytania TUTAJ.

„Przebudzenie” Stephen Kinga („Revival”) – Król Horroru powrócił i przywołał terror z eonów ciemności; do poczytania TUTAJ.

„Miniaturzystka” Jessie Burton („The Miniaturist”) – zaskakująca, piękna i smutna powieść o kobietach z tajemnicą w tle; do poczytania TUTAJ.

„Małe lisy” Justyna Bargielska – gorzko-słodka powiastka, jak plotka, jak pogaduchy; do poczytania TUTAJ.

„Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk – KAWAŁ doskonałej literatury, historia trzeciego i ostatniego Mesjasza – Jakuba Franka; do poczytania TUTAJ.

„Pochłaniacz” Katarzyna Bonda – świetny thriller z Trójmiastem w tle; już niebawem!

Przeczytane opowiadania:

„Snow, Glass, Apples” Neil Gaiman – o Królewnie Śnieżce w wampirzej odsłonie; do poczytania TUTAJ.

„Casting the Runes” M.R. James – pierwsze spotkanie z mistrzem opowieści o duchach; do poczytania TUTAJ.

“Don’t Look Now” Daphne du Maurier – również pierwsze spotkanie z autorką i podróż do złowieszczej Wenecji; do poczytania TUTAJ.

Wydarzenie miesiąca: patronat nad “MARVINEM” Izy Korsaj, czyli nad kontynuacją prześwietnej “Kostki”, oraz prośba o PRZEDMOWĘ – szaleństwo!!! To jest totalnie ekscytująca wiadomość i już nie mogę się doczekać, gdy potworny doktor Marvin Cross powróci. To będzie mocny, brutalny i krwawy thriller w doskonałym stylu!

Spotkanie pogaduchowe z Martą z bloga LolantaCzyta: w piątek, w kawiarni Bookarnia w Sopocie po raz kolejny spotkałyśmy się z Martą na pogaduchach 😀 Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, snułyśmy rozważania o książkach, blogach, planach na przyszłość i życiu w ogóle, bo życie ma tendencje wkradać się w każdą dyskusję. Była kawa, herbatka i bukowa wymiana <3 Dziękuję Ci Kochana za to prześwietne spotkanie! :* Mam nadzieję, że niebawem powtórzymy! A poniżej po prawej urocza Marta, a po lewej moja WielkaGłowa 😀

Marta i Ja

A takie CUDOWNOŚCI dostałam od Marty – nie widać na zdjęciu, ale powieść Roberta Luisa Stevensona jest w TAK BOSKIM wydaniu, że jak będę recenzować, to zrobię Wam na pewno foto wnętrza – PEREŁKA!

CudeńkaOdMarty

„Purpurowe Rzeki” Jean-Christophe Grangé – uwielbiam ekranizację i po latach przyszedł czas na samą powieść.

„Angela’s Ashes” („Prochy Angeli”) i „’Tis” („I rzeczywiście”) Frank McCourt – Marta podzieliła się ze mną swoimi ukochanymi książkami, za które autor otrzymał masę nagród w tym Nagrodę Pulitzera.

„Kidnapped” Robert Luis Stevenson – CUDOWNE wydanie wspaniałej morskiej przygody!

Jestem niesamowicie szczęśliwa, że zaufały mi kolejne wydawnictwa i mogę pochwalić się nowymi współpracami recenzenckimi z Wydawnictwem Literackim, Wydawnictwem Oskar, Wydawnictwem Muza, Wydawnictwem Znak oraz Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Totalne szaleństwo – dziękuję! Więcej info TUTAJ.

Zakończyłam również moje książkowe wyzwanie na Goodreads! Za mną już 104 książki! Niesamowite, jak to szybciutko zleciało! Kto ma konto na Goodreads niech koniecznie mnie znajdzie TUTAJ.

A teraz pora na smakołyki, czyli listopadowe zdobycze książkowe 😀 Nie wiem kiedy znowu uzbierał się zestaw-gigant 😀

ZESTAW-GIGANT (od góry):

ZestawListopad

„Najbardziej niebieskie oko” Toni Morrison – wygrana w kuferkowym wyzwaniu Ewy z bloga Książkówka – dziękuję, Kochana :*

„Trauma” Erik Axl Sund – jak wyżej 🙂

„Bestiariusz Germański” i „Demonologia Germańska” Artur Szrejter – wspaniałe cuda („Demonologię” już nadgryzłam) od wydawnictwa Oskar.

„Skrzynka” Günter Grass – to będzie moje drugie w życiu podejście do prozy tego autora i tym razem mam zamiar się zachwycić; również od wydawnictwa Oskar.

„Zawrót głowy” Boileau-Narcejac – pamiętacie „Vertigo” Hitchcocka? To właśnie na podstawie tej powieści, a do lektury zachęciła mnie Agnieszka z Książkozaura.

„Małe Lisy” Justyna Bargielska – mały prezencik od Taty :*

„Pochłaniacz” Katarzyna Bonda – thriller autorki, którą zwą Królową Polskiego Kryminału, od wydawnictwa Muza.

„Marsjanin” Andy Weir – podobno rewelacja, polecana przez mojego G., od wydawnictwa Akurat.

„Dyskretny Bohater” Mario Vargas Llosa – wyczekiwana przeze mnie powieść Noblisty, od wydawnictwa Znak.

„Miniaturzystka” Jessie Burton – jaka to była piękna i zaskakująca powieść! Perełka od Wydawnictwa Literackiego; do poczytania TUTAJ.

„Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk – wspaniała olbrzymka również od Wydawnictwa Literackiego; do poczytania TUTAJ.

W tym miesiącu upolowałam cztery wspaniałe ebooki:

EbookiListopad

“Revival”  (“Przebudzenie”) Stephen King – nareszcie Król Horroru powrócił! A książka jest moim prezentem mikołajkowym <3

“Morfina” Szczepan Twardoch – zakupiona na prześwietnej przecenie Wydawnictwa Literackiego.

“Chór Zapomnianych Głosów” Remigiusz Mróz – przedpremierowy prezent od Wydawnictwa Genius Creations.

“Czarne Skrzydła” (“The Invention of Wings”) Sue Monk KiddKarolina z TanayahCzyta przekonała mnie, że muszę mieć.

A teraz może Was zaskoczę, a może wcale nie, bo wiecie przecież, że mam obsesję planowania i to planowanie doprowadziło do tego, że mam już WSZYSTKIE prezenty świąteczne, w tym te bukowe dla moich ukochanych moli książkowych <3 Już czuję, że będą zachwyty i radość i nie mogę się doczekać, gdy zobaczę ich miny 😀

Prezenty

A tutaj książki dla maluchów rodzinnych, a dokładnie dla bliźniaków-rozrabiaków „Tam, gdzie żyją dzikie stwory” Maurice’a Sendaka (perełka!) i dla synka mojej kuzynki „Na szczęście mleko…” Neila Gaimana.

Chłopaki01

A co będzie się działo w grudniu? SZALEŃSTWO! Tak, tak – zapowiadam Wam już, że na Wielkim Buku będzie się działo 😀 Przede wszystkim nadchodzi premiera „Chóru Zapomnianych Głosów” Remigiusza Mroza (już 10 grudnia!) i na dniach przybliżę Wam treść książki. Zaraz potem Mikołajki, czyli mój czas, żeby zaprezentować Wam subiektywne pomysły na bukowe prezenty. Szykuje się również wyprawa na Marsa, wycieczka do Peru, a także do XIX-wiecznego Londynu. Na dokładkę THE WINTER IS COMING, więc poznacie także moje pomysły na zimowe lektury 😀 I Święta oczywiście, które w tym roku przypadają w między innymi w środę, więc tak dla odmiany nie będę Was tego dnia straszyć 😉

I co by tu jeszcze… Uwielbiam przedświąteczny czas! Za tydzień, tradycyjnie, będę piekła pierniczki, czas już wyjąć świąteczne gadżety ozdobne i zaplanować pakowanie, bo prezenty już mam 😀

Jedno jest pewne – szykuje się totalnie zaczytany miesiąc! 😀 Bo warto czytać.

O.