„Służby specjalne. Podwójna przykrywka” Patryk Vega – recenzja [AUDIOBOOK]

Służby specjalne to temat tyleż fascynujący, co kontrowersyjny. Utajniony charakter ich działań przyciąga uwagę, wzbudza naturalną podejrzliwość, pobudza do snucia teorii spiskowych, mniej lub bardziej uzasadnionych. Nie ma w tym nic dziwnego, bo służby posiadają przecież wymierną siłę – niektórzy powiedzieliby: władzę – wynikającą z dostępu do narzędzi i informacji znajdujących się poza zasięgiem nie tylko zwykłych śmiertelników, lecz także sporej części klasy politycznej.

Dziwić nie powinien więc także fakt, że tematem służb specjalnych zainteresował się Patryk Vega, który wcześniej przybliżał nam już kulisy życia w policji i świecie przestępczym. Zainteresowanie to zaowocowało najpierw głośnym obrazem kinowym „Służby specjalne” z 2014 roku, potem zaś książką „Służby specjalne. Podwójna przykrywka”, która doczekała się także swojej wersji audiobookowej.

Blog_OKŁADKA Okładka w środku PAPRYK VEGE AUDIOBOOK

SŁUŻBY POLSKIM OKIEM

Patryk Vega szerszej publiczności znany jest głównie ze wspomnianej działalności filmowej – jego filmy regularnie przyciągają do kin rzesze widzów w ilościach, o których większość rodzimych produkcji może jedynie pomarzyć. I na nic utyskiwanie środowisk krytycznych, które w dziełach Vegi rozkochane raczej nie są (za wyjątkiem może pierwszego, oryginalnego, „Pitbulla”) – jest w nich coś, co zdaje się przemawiać do polskiej widowni. Język, nie tylko ten werbalny, który współgra dobrze z naszym narodowym spojrzeniem na rzeczywistość: podejrzliwym, niepewnym, nieufającym systemom, dostrzegającym wokół chaos, prowizorki, niedoskonałości i zakłamania. Spojrzeniem w równej mierze realistycznym, pesymistycznym i naznaczonym historią.

To „polskie spojrzenie” obecne jest również w „Służbach specjalnych. Podwójnej przykrywce” – zaryzykować można nawet stwierdzenie, że dopiero tutaj znajduje ono swój pełen wyraz. Na przebieżkę po realiach polskich służb Vegę zabiera bowiem bohater, który za nic ma manichejskie rozterki, a któremu owijanie w bawełnę zdaje się być po prostu obce. Bohater, którego doświadczeniom poświęcić można by najpewniej jeszcze niejeden taki wywiad-rzekę. Jarosław Pieczonka (pseudonim „Majami”), bo o nim tu mowa, posiada życiorys, który wprawia wręcz w osłupienie.

JAROSŁAW PIECZONKA – KOMANDOS. WYWIADOWCA. TAJNIAK. NAJEMNIK.

Jako młody chłopak, Pieczonka marzył tylko o jednym: dołączyć do czerwonych beretów, elitarnej jednostki powietrznodesantowej Ludowego Wojska Polskiego. Realizacja marzenia okazała się zaledwie zaczątkiem bujnej kariery – w wyniku splotu wydarzeń (i udaremnienia porwania wojskowego samolotu) trafił on wkrótce do kontrwywiadu, gdzie poznał tajniki pracy wywiadowczej i brał udział w rozpracowywaniu potencjalnych szpiegów. Potem leciało już z górki: praca w policji, kilkadziesiąt operacji specjalnych pod przykryciem, wojna z szefami CBA, CBŚ i ABW, potyczki z mafiami gospodarczymi, osłona kontrwywiadowcza najbogatszych Polaków, wreszcie – rodzynek na torcie – posada najemnika, zapewniającego ochronę statków przed somalijskimi piratami…

Pieczonka opowiada o wszystkim: o trepostwie, życiu żołnierza w LWP, o technikach wywiadowczych, o tym, kto nadawał się na agenta kontrwywiadu, o pracy policjanta i zacieraniu granic między tym, co „policyjne” a „gangsterskie”. Zdarzają się tu niedopowiedzenia, znaleźć też można mnóstwo napoczętych zaledwie wątków, w szczególności tam, gdzie pojawia się polityka lub znane nazwiska – Vega dwoi się jednak i troi, by wyciągnąć od swego rozmówcy jak najwięcej.

Wszystko to owocuje powstaniem swoistego kompendium wiedzy o działalności służb, o tym, jak wygląda to naprawdę, jak działa w praktyce, jak często opiera się – zgodnie z naszymi, polskimi podejrzeniami – na prowizorce, na doraźności. I choć spotkać można się z głosami, że część z opowiadanych anegdotek została odrobinę podkoloryzowana, to nadal mamy tu do czynienia z jednym z ciekawszych i kompletniejszych obrazów tego niedostępnego dla nas świata, widzianego okiem profesjonalisty, który nie tylko przeżył te wszystkie historie, ale nadawał im też kształt.

AUDIOBOOKOWE WRAŻENIA

Jeśli szukacie audiobooka wypełnionego kwiecistą mową i dżentelmeńskimi manierami – szukajcie gdzie indziej. „Podwójna przykrywka” to bowiem prosty, wyrazisty język, mundurowa gwara pełna przekleństw, bez upiększeń, bez „ściemy”. Całość rozłożona jest na dwa wyjątkowe głosy, których dostarczyli na potrzeby audiobooka aktorzy Przemysław Bluszcz i Wojciech Żołądkowicz. Miejscami bywa teatralnie, ale tembr głosu i dykcja sprawiają, że słucha się tego doskonale. Męska opowieść, świetna do słuchania w samochodzie i przy pracy, jak radiowego wywiadu – pokusić można by się nawet o stwierdzenie, że słucha się jej lepiej niż czyta. Słowem: doskonale.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Księgarnią Internetową Woblink. <3

**Zapraszam na filmik! (wieczorem)

Komentarze do: “„Służby specjalne. Podwójna przykrywka” Patryk Vega – recenzja [AUDIOBOOK]

  1. Zielone Sztuczki napisał(a):

    Też tak mam, że tych książek „wywiadowych” chętniej bym słuchał niż czytał. 🙂

  2. Pireneusz napisał(a):

    A wiesz, że to w sumie dla mnie pozycja ciekawa? Lubię te Vegi reportażo-wywiady o policji. Może temu też bym się przyjrzał.

Dodaj komentarz