„Skazany na zło” Adrian Bednarek | recenzja

Wystarczy jeden błąd, jedna fatalna decyzja, by życie zamieniło się w prawdziwe piekło, co udowadnia Adrian Bednarek w dreszczowcu „Skazany na zło”.

Ile rozpaczy może wytrzymać człowiek? Ile bólu? Ile upokorzeń? Ile cierpienia jest w stanie znieść, zanim coś w nim pęknie i obudzi w nim skrywaną wściekłość? Ile zła potrzebuje człowiek, by zamienić się wreszcie w potwora, który zbuntuje się przeciw zastanej rzeczywistości?

Wiktor przez lata miał problemy z alkoholem, a by zwalczyć nałóg wybrał nietypową metodę – zdecydował się na młodszą od siebie kochankę, która miała być jego odskocznią od żony, od pracy, od licznych kredytów i problemów finansowych. Nie zdawał sobie sprawy, że upatrzył go sobie ktoś, kto nazywa się górnolotnie Reżyserem, a w zdesperowanym Wiktorze dostrzegł swojego nowego… Aktora. Aktora, którego postawi przed najgorszym z możliwych wyborów, a ten będzie miał dalej odgrywać swoją rolę, iść po sznurku swojego oprawcy. Reżyser nie spodziewa się jednak, że Wiktor jest nieco inny od wszystkich poprzednich wybrańców i z nim nie pójdzie mu już tak łatwo.

„Ale Reżyser pragnął czegoś więcej – chciał rozbudzić w Aktorze prawdziwe szaleństwo, zakorzenić zło, które zmienia człowieka na zawsze. Udało mu się. Zaraził Aktora prawdziwą nienawiścią.”

Wydaje się, że Adrian Bednarek lubi przemawiać głosem oprawców, lubi wchodzić do głowy zwyrodnialców, lubi zamieniać się na kartach swoich opowieści w bezwzględnego potwora, któremu wszystko może ujść na sucho. Jego opowieści o seryjnym mordercy Kubie Sobańskim tylko udowadniają jak dobrze czuje się, kreując tego typu postaci i jak dobrze wychodzi mu ukrywanie ich mrocznej natury przed całym światem. Podobno „Skazany na zło” to jedna z pierwszych jego  powieści, wydana dopiero teraz, po latach, a jeśli tak jest, to warto zauważyć, że już tutaj obecna jest ta charakterystyczna dla twórczości Bednarka cecha, czyli przemawianie głosem tych, którzy noszą maski. Taki jest Reżyser, ale taki też jest jego Aktor, bo biedny Wiktor też przecież ukrywa się przed światem, nie wiedząc nawet do końca na co go stać.

Dobrze czyta się takie dreszczowce jak „Skazany na zło”, gdzie tajemnica pozostaje tajemnicą do ostatnich scen, a napięcie rośnie i tylko poprzeczka podnosi się z rozdziału na rozdział. Adrian Bednarek świetnie buduje suspense, odziera zwyczajne życie swoich bohaterów z normalności i wrzuca ich do wrzątku absurdalnego okrucieństwa. Niepokój osacza czytelnika, bo błędy przecież zdarzają się wszystkim i trzeba tylko modlić się, by żaden zdeprawowany reżyser nigdy nie postanowił zaaranżować kolejnych. Każdy w tej powieści cierpi, każdy nosi skazę, zło już tam było, siedziało sobie tylko cichutko i czekało na znak, by rozpocząć swój spektakl.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res. <3

**Zapraszam na film!

Komentarze do: “„Skazany na zło” Adrian Bednarek | recenzja

  1. M. Kreft napisał(a):

    Ja właśnie zaczynam rozpisywać pomysły na książkowe prezenty dla rodzinki, bo u nas tak się jakoś złożyło, że większość urodzona w listopadzie lub okolicach (a jeszcze zaraz potem mikołajki i, wiadomo, święta). Coś czuję, że do kogoś ta książka powędruje. 🙂

  2. Gandalf napisał(a):

    „Skazany na zło” Adriana Bednarka to kolejna książka spod pióra tego autora, która trzyma w napięciu od początku do samego końca. Co więcej – napięcie to rośnie ze strony na stronę, prowadząc czytelnika aż do finału, którego nie będzie się spodziewał. Świetna, więc gorąco polecamy na długie, jesienne wieczory!

Dodaj komentarz