„Błękit błyskawicy” Ann Cleeves – recenzja

Ann Cleeves zabiera czytelnika na odległą wyspę i całkowicie wybija go z rytmu kolejnym tomem swojej kryminalnej serii – „Błękit błyskawicy”.

Październik na Fair Isle, brytyjskiej wyspie daleko na północnym morzu, to czas sztormów i czających się niebezpieczeństw. Na wyspie zostają tylko specjaliści ornitolodzy, pracujący w miejscowym słynnym obserwatorium, oraz miejscowi, którzy wiedzą, że w tym czasie nikt na wyspę nie przybędzie i nikt nie może jej opuścić. Jednak zanim rozhulają się jesienne deszcze na Fair Isle, do rodzinnego domu przylatuje inspektor Jimmy Perez z narzeczoną Fran, by świętować ich zaręczyny. I tak się składa, że kiedy wyspa zostaje odcięta od świata, to ktoś zabija Angelę, żonę właściciela wyspiarskiego zajazdu. Perez będzie musiał w pojedynkę poprowadzić śledztwo, ale nie będzie łatwo, bo atmosfera na Fair Isle zagęszcza się i nikt nie może z niej uciec.

przeł. Sławomir Kędzierki

To mógłby być kolejny, przewidywalny kryminał, ale Ann Cleeves sprawiła, że o „Błękicie błyskawicy” czytelnicy – szczególnie ci, którzy zżyli się ze swoimi ulubionymi postaciami – jeszcze długo nie zapomną. Największe wrażenie robi sama lokacja, czyli wyspa Fair Isle, najbardziej odosobniona wyspa należąca do Wielkiej Brytanii. Wyspa, która sama w sobie jest miejscem dość specyficznym – ma zaledwie ok. pięćdziesięciu stałych mieszkańców, a wyróżnia ją słynne obserwatorium ptaków, do którego przybywają ornitolodzy z całego świata, by podziwiać migracje gatunków. Co więcej, to miejsce, które w czasie sztormów staje się klaustrofobiczną pułapką, z której nikt nie może uciec, na którą nikt nie może trafić. Ann Cleeves świetnie dopasowała miejsce akcji i stworzyła pełną napięcia opowieść, z której nie wszyscy wyjdą żywi.

Miłośnicy kryminałów Ann Cleeves – szykujcie się na jazdę bez trzymanki! Z początku niby nic się nie dzieje, niby nic nie zapowiada katastrofy, ale z pierwszym deszczowym powiewem już wiemy, że to dopiero początek dramatów, jakie rozegrają się na Fair Isle. Tak właśnie powinno się pisać serie kryminalne – by wybić czytelnika z rytmu i schematów przyzwyczajeń. Nie może nam się robić za wygodnie przy lekturze i z pewnością wygodnie przy lekturze „Błękitu błyskawicy” nie jest.

Porywa jak wiatry północnych wysp.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Błękit błyskawicy” Ann Cleeves – recenzja

  1. My Name napisał(a):

    Wybacz że coś wypominam ale masz strasznie nieczytelną czcionkę przynajmniej dla 40 latka…
    Jest malusieńki na telefonie a w dodatku zbyt jasna, choć sądzę że głównie jej kolor czyni ją tak nieczytelną…
    Chciałbym przeczytać recenzje na telefonie ale cóż odczuwam niechęć, wręcz ból bo słabo ją widzę…
    Mam nadzieję że coś temu zaradzisz.
    Pa

Dodaj komentarz