„Przypływy” Brigitte Vaillancourt – recenzja PATRONACKA

Młodzieżowa, wielokrotnie nagradzana opowieść o rodzinnych tajemnicach, siostrzanej miłości i poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi – „Przypływy” kanadyjskiej pisarki Brigitte Vaillancourt.

Nastoletnia Capucine ma wrażenie, że nie do końca pasuje do swojej rodziny. Często czuje się samotna i zagubiona, jak ryba wyrzucona z wody. Ojciec, wyniosły dyplomata, który dawno temu już odszedł od jej matki, córkę traktuje jak powietrze. Ot, obowiązek od czasu do czasu. Matka, rozgadana kosmetyczka, ignoruje wszelkie problemy, a poważne tematy omija szerokim łukiem. Babcia coś wie, zna odpowiedzi, ale nie może ich zdradzić, nie do niej należy ten obowiązek. Capucine szykuje się na studia, niebawem opuści rodzinny dom, ale tego lata odkryje coś jeszcze – sekret, który pozwoli jej inaczej spojrzeć na bliskich wokół niej.

„Z przeszłości wyłaniało się coś ważnego – coś, co dotyczyło mojej matki, ale również ojca. Coś, co sprawiało, że obydwoje milczeli.”

Nie dziwią nagrody, jakie otrzymała ta powieść, nie dziwią wyróżnienia, które uzyskała autorka – „Przypływy” to opowieść lekka, a jednak niespieszna, poruszająca tematy przynależności, poszukiwania swojej tożsamości, bliskości tam, gdzie tej bliskości nigdy nie było. Capucine musi wyruszyć w podróż, by kogoś poznać, a tym samym odkryć również samą siebie. Docenić swoją odmienność, ale na nowo pokochać też swoją rodzinę. Jest w tej opowieści pewna melancholia, podkreślana przez Brigitte Vaillancourt opisami niedużej wyspy, wiatrem, który kradnie słowa, zimnymi falami, które odbierają dech w piersi. Niby nie dzieje się zbyt wiele, a jednak dzieje się wszystko.

przeł. Monika Szewc-Osiecka

Dorosły czytelnik w „Przypływach” odkryje opowieść jak sprzed lat – trochę czuć tutaj atmosferę „Witaj, smutku” Françoise Sagan, jednak u Brigitte Vaillancourt upalna riwiera francuska przybiera formę odizolowanej, zimnej wyspy na Atlantyku. Tutaj można poczuć kim człowiek naprawdę jest. Nabrać powietrza w płuca i wykrzyczeć na wietrze swoje smutki i obawy. Rzucić się na fale i wreszcie zrozumieć tę prawdę, którą wszyscy powtarzamy od czasów Lwa Tołstoja: Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Opowieść o podróżach, które musimy odbyć, o smutkach, które musimy przetrwać, o zaskoczeniach, które jest nam dane przeżyć – perełka literatury młodzieżowej.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Polarny Lis. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Dodaj komentarz