Site icon Wielki Buk

Bezsenne Środy: „Leśne ostępy” Tomasz Czarny i Marcin Piotrowski

Po fenomenalnej bieszczadzkiej rzezi, jaką zaserwowali czytelnikom Tomasz Czarny i Marcin Piotrowski w „Folku”, panowie powracają między drzewa, prosto w „Leśne ostępy”.

Powtórzę się, ale tylko dlatego, że jest to szczera prawda. Z horrorem ekstremalnym jest jak z operą jedni z obrzydzeniem odwrócą głowy, przełykając gorzkiego pawia, a inni pokochają go już od pierwszych chwil, od pierwszych strumieni krwi, od pierwszych opisów makabrycznej jatki. To podgatunek grozy, który wymaga specyficznej wrażliwości, a raczej odporności na wszystko to, co należy do tematyki tabu, a co horror ekstremalny z samego swojego założenia nagina i przekracza, by móc w pełni ujawnić całe swoje perwersyjne oblicze.  Teatr okrucieństwa, przesyt potworności, hardcore przemocy czytelnika czeka pławienie się w nadmiarze, w galonach juchy,  w tonach wnętrzności. Kto jest na to gotowy, ten przepadnie bez reszty.

Paczka rozkochanych w horrorach przyjaciół planuje wypasiony weekend na łonie przyrody. Trzy dziewczyny, trzech facetów, wszelkiego rodzaju używki, leśna głusz, jeziorko i pełen relaks. Jednak kiedy przybywają nad jezioro o znamiennej nazwie Ciemny Odmęt, nie do końca zdają sobie sprawę z tego co ich czeka. Bowiem w okolicy od lat ktoś czai się po lesie i poluje na ludzi. Teraz to oni wpadli mu w oko.

Przyznam się bez bicia – uwielbiam motyw dzikiej przyrody i potworności, jakie czają się w jej mroku. Od razu wspominam jedną z moich ulubionych serii filmów, czyli „Drogę bez powrotu”, przypomina mi się „Teksańska masakra piłą mechaniczną” czy „Martwe zło”. To brutalne, krwawe, obrzydliwe historie, których motywem przewodnim jest zwyrodnialec, który poluje na Bogu ducha winną młodzież, której jedynym grzechem było kilka piw za wiele, macanki w krzakach i wiara w to, że są nieśmiertelni. Nic bardziej mylnego. Tomasz Czarny i Marcin Piotrowski po raz kolejny udowadniają, że ciało rozpada się szybciej niż ofiara zdąży się zorientować, że już nie żyje, a jej głowa pęka jak arbuz pod większym naciskiem buta. W „Leśnych ostępach” nikt nie słyszy krzyku, nikt nie zadaje zbędnych pytań, bo nikt nie chce poznać odpowiedzi. Mogą być zbyt potworne, by zniósł je nawet obeznany z horrorem umysł.

Tomasz Czarny i Marcin Piotrowski znów krążą po dobrze wydeptanych ścieżkach horroru ekstremalnego, któremu nadali własny, niepowtarzalny charakter w duchu Polish white trash gothic, nawiązując do tematyki, w której bryluje amerykański pisarz Edward Lee (więcej o white trash gothic tutaj). Widać tu ten charakterystyczny dystans pisarzy do samych siebie, do środowiska horroru, do podziałów, jakie w nim zachodzą. Oni zamiast dzielić – łączą, bo wszyscy ich bohaterowie kochają horror taki jakim jest. A ja, jako fanatyczka gatunku, razem z nimi czułam ekscytację wspominając najlepsze tytuły i podgatunki grozy, znanych reżyserów, ulubione filmy… Ta książka jest skarbnicą wspomnień! W „Leśnych ostępach” nawiązań do uniwersalnych, niemal klasycznych slasherowych motywów jest moc i jeszcze trochę, co sprawia, że wielbiciele horrorów będą zachwyceni. Ja jestem.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo wielka głowa wychyla się zza krzaka.

O.

*Książka dostępna na stronie Wydawnictwa Dom Horroru.

Exit mobile version