„Tak wygląda prawdziwa poetka, podciągnij się!” Listy Wisławy Szymborskiej i Joanny Kulmowej – recenzja

To sama przyjemność móc zanurzyć się w prywatny świat dwóch tak wyjątkowych polskich poetek jak Wisława Szymborska i Joanna Kulmowa, by móc odkryć ich przyjaźń na kartach listów zebranych w tomie „Tak wygląda prawdziwa poetka, podciągnij się!”

Powtórzę słowa, które napisałam przy okazji tomu listów Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza. Zawsze kiedy zanurzam się w lekturze listów osób, które odeszły, tych najsłynniejszych, ale także tych zwyczajnych, mam poczucie swoistego voyeuryzmu, podglądactwa i wchodzenia butami w cudze, prywatne życie. Intymne zwierzenia, małe duże sprawy, czyjaś codzienność rozczłonkowana, podana na tacy, często wyzuta z kontekstu, poddana interpretacjom, nadinterpretacjom, czujnemu oku, szkiełkom, metryczkom. A jednak nie przerywam lektury. Czując się trochę tak jak złodziej, ktoś, kto skrycie zaczytuje się w cudzej korespondencji, łykam zachłannie każde słowo, zagłębiam się w życie nieswoje, inne, a mimo to tak znajome, jak życie każdego człowieka, któremu bliżej jest do ziemi niż gwiazd.

Wisława Szymborska nie jest nawet moją ulubioną poetką – tak się akurat składa, że uwielbiam Zbigniewa Herberta, nomen omen, z którym również się przyjaźniła – niemniej lektura jej listów to jest sama przyjemność. Tym bardziej, że korespondencja Szymborskiej i Kulmowej tak różni się od tej, którą prowadziła z Filipowiczem. W odróżnieniu od podszytych głębokim uczuciem listów tamtej pary, listy Szymborskiej i Kulmowej to przede wszystkim humor, żart, ironia i brak wszelkiej powagi. Poetki tytułowały się „Margrabinami”, „Wspaniałymi”, a podpisywały np. „Obsesjonistka seksualna” albo „Joanna eremitka, szkielecica święta”.

„…bo jako osoba żyjąca poza światem muszę budować byt na korespondencji, a to w Polsce nie jest rzeczą łatwą, przy tak powszechnym listowstręcie.”

Do listów dołączały kolaże, ilustracje, wyklejanki czy pocztówki, które również zawierały w sobie element żartu i przerysowania. Oczywiście poruszały też kwestie istotne i bywały poważne, przesyłały sobie nawzajem swoje teksty, opowiadały o nowinkach wszelakich i dzieliły wrażeniami. Obie żyły w dwóch różnych światach: Wisława Szymborska pośród miejskiego zgiełku i w rozjazdach, a Joanna Kulmowa w wiejskim azylu w Strumianach. Ich styl pisania był również skrajnie odmienny – Szymborska pisała prostym, zawadiackim niemal językiem, w którym czuć było psikus i przymrużenie oka, natomiast Kulmowa tworzyła małe epistolarne dzieła sztuki, które stylem nawiązywały do korespondencji jak z XIX wieku. Uzupełniały się wzajemnie, a przyjaźń kwitła w najlepsze, aż do śmierci Szymborskiej.

„Dawno już chciałam do Pani napisać, ale słyszałam, że wzgardziła Pani blichtrem Stolicy na korzyść surowego życia na łonie natury. Nie znałam jednak adresu tego łona.”

Ta niezwykła, przezabawna korespondencja obu pań trwała prawie pięćdziesiąt lat i stanowi kolejny fantastyczny dowód na to, że Wisława Szymborska była nie tylko świetną poetką na miarę Nobla, ale jak nikt potrafiła pielęgnować sztukę epistolarną.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak.

**Zapraszam na film i na KONKURS!