„Na krawędzi otchłani” Bernard Minier – recenzja

Techno thrillery mają to do siebie, że potrafią przerazić, tym bardziej, gdy autor wykorzystuje technologie, które już istnieją lub są w fazie zaawansowanych testów. Bernard Minier w „Na krawędzi otchłani” nie zostawia jeńców i snuje mroczną wizję naszej rzeczywistości.

Młoda Francuzka Moira jest ekspertem w dziedzinie sztucznej inteligencji, jednym z najlepszych w branży, więc bez problemu dostaje pracę w ekskluzywnej chińskiej firmie zajmującej się nowymi technologiami. Korporacja Ming obiecuje jej wszystko i jeszcze więcej, tym bardziej, że zadaniem Moiry jest praca nad projektem o znaczącej nazwie Deus. Deus, czyli prototyp wirtualnego opiekuna doskonałego, AI, które będzie wiedziało wszystko o wszystkich, wszędzie. Moira z zaciekawieniem dołącza do wyselekcjonowanego zespołu specjalistów z całego świata, by wkrótce przekonać się, że Ming skrywa wiele tajemnic, wiele brudnych sekretów. A to dopiero początek i nikt nie wie, do czego doprowadzi kobietę prywatne śledztwo.

„Bo dzięki Internetowi Zło rozprzestrzenia się w świecie z zawrotną szybkością. Zatruwa nawet najbardziej prawe, najbardziej nieskazitelne umysły.”

Bernard Minier już na samych wstępie informuje czytelnika, że wszystkie technologie, które opisuje w „Na krawędzi otchłani” już istnieją, są jak najbardziej prawdziwe i prędzej czy później i my, zwyczajni użytkownicy, staniemy się ich użytkownikami, czy tego chcemy czy nie. Ta wizja – panoszącej się sztucznej inteligencji, która wie lepiej od nas czego potrzebujemy i czego pragniemy – jest u Miniera najbardziej przerażająca, bo tak już bliska. Minier pokazuje jak nowe technologie powoli przejmują nasze życie za naszą pełną zgodą, za naszym przyzwoleniem. I chociaż fabuła powieści jest mocno przerysowana, jest brutalna, by podkręcić atmosferę i podnieść stawki, to wystarczą same pomysły wielkich korporacji, by przerazić nieświadomego zmian czytelnika.

przeł. Monika Szewc-Osiecka

Przed Wami lektura mocna, intensywna, wciągająca już od pierwszej sceny, w której młoda kobieta skacze ze szczytu wieżowca w otchłań ulic Hongkongu. „Na krawędzi otchłani” to techno-thriller w duchu najlepszych tytułów tego gatunku, który spokojnie mógłby stać obok moich ulubionych tytułów chociażby Michaela Crichtona.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarz do: “„Na krawędzi otchłani” Bernard Minier – recenzja

  1. MAGDA BOOKOWINKI napisał(a):

    W księgarni pewnie przeszłabym obojętnie obok tej książki, dobrze, że przeczytałam Twoją recenzję. Sprawdziłam – jest na Legimi więc jak tylko naładuje się czytnik zaczynam ją czytać.

Dodaj komentarz