„Wyspa Krach” Ina Wyłczanowa – recenzja

Powieść kobieca, powieść fascynująca, powieść wyróżniona Nagrodą Literacką Unii Europejskiej – prosto z Bułgarii – Ina Wyłczanowa i jej „Wyspa Krach”.

Dwie kobiety, które żyją sobie spokojnie w Bułgarii i pracują w tej samej nawet firmie. Różni je wszystko, a mimo to są w jakiś sposób sobie bliskie. Jedna z nich ma niby wszystko już poukładane w głowie, a w jej życiu nie ma miejsca na przypadek. Odkąd wzięła życie w swoje ręce i przejęła władzę nad swoim losem, spoglądając w gwiazdy i czytając horoskopy, czuje, że stąpa po pewnym gruncie, a nawet ma poczucie, że może kierować życiem innych ludzi. Na przykładem życiem tej drugiej, którą uznaje za swoją gwiezdną siostrę. Pragnie uchronić ją przed katastrofą, przed krachem, który nieuchronnie nadchodzi, ona jest tego pewna. A ta druga błogo nieświadoma wybywa na wyspę Krk do Chorwacji, zwaną wyspą Krach, do byłego męża, by tam przeżywać swoje życie, ze wzlotami i upadkami, udanymi i tym mniej udanymi decyzjami, tak jak można najpełniej.

„Irracjonalny wewnętrzny poryw, prowadzący do życiowego krachu? Nie podoba mi się ta interpretacja i mam nadzieję, że nie jest ona prawdziwa. Przecież w gruncie rzeczy ucieszyłam się, że wyjechała, że wreszcie odważyła się zrobić coś samodzielnie. Tymczasem tranzyty podpowiadają mi, że może popełniony został błąd. Olbrzymi błąd.”

Ina Wyłczanowa wykreowała w „Wyspie Krach” dwie wyjątkowe bohaterki, dwie wyjątkowe kobiety, połączone niewidzialną nicią przypadków i zależności. Jedna z nich jest boleśnie bierna, od lat przemierzająca swoją utartą ścieżkę, bez zaskoczeń, w pełnej samotności. Druga jest nieświadoma swojego losu zapisanego w gwiazdach, więc nie musi się niczego bać. Żyje po swojemu, chociaż jej życie pozbawione jest doskonałości. Ta bierna jest w pewien sposób niepokojąca – jej gwiezdny voyeuryzm zamienia się w niezdrową obsesję i poczucie, że ma jakąś moc sprawczą, chociaż nawet nad sobą wcale nie do końca panuje. Jej życie, niby tak uporządkowane – jest w rozsypce, co dostrzegamy niemal od razu. Nic dziwnego, że zazdrości tej drugiej beztroski.

przeł. Hanna Karpińska

Po „Wyspę Krach” warto sięgnąć, jeśli czytelnik poszukuje porządnej kobiecej prozy w najlepszym wydaniu. To atmosfera jak z „Macochy” Petry Hulovej – trochę na serio, trochę ironiczna względem zastanej rzeczywistości. Ina Wyłczanowa świetnie portretuje dwie poplątane dusze, dwa tak odmienne charaktery, a wszystko to w otoczeniu absurdów Bułgarii i zjawiskowych pejzaży śródziemnomorskiej Chorwacji.

Jest ciekawie, jest fascynująco i ze smakiem.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Wyszukane.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Dodaj komentarz