„Schronisko dla ludzi” Wojciech Szlęzak – recenzja

Przytulna chata w sercu Beskidów staje się świadkiem prawdziwych dramatów w dreszczowcu psychologicznym „Schronisko dla ludzi” Wojciecha Szlęzaka.

Schronisko górskie w Beskidzie Żywieckim. Przytulna chata w samym sercu lasu. A w niej sześciu nieznajomych. Młoda autostopowiczka, zdesperowana mężatka, hazardzista, alkoholik, człowiek sukcesu i opiekun schroniska, który sprawuje nad wszystkim pieczę. Sześć osób i sześć sekretów. Wydaje się, że nikt nikogo nie zna, a jednak… pozory potrafią mylić.

Dom na odludziu i kilka osób, które zmuszone są, by wytrwać w swoim towarzystwie. Osób, które co prawda wydają się sobie obce, ale jednak nie do końca. Każdy kolejny akapit, każdy akapit, każda scena odkrywa skomplikowane nitki powiązań. Wychodzą na jaw szczętnie skrywane tajemnice, pielęgnowane sekrety, wybuchają urazy. W zamkniętym obiegu górskiej chaty wszystko jest możliwe, gdy napięcie rośnie, gdy nikt nie chce odpuścić.

Wojciech Szlęzak nieco odbiegł od tradycyjnych schematów, które tak dobrze kojarzą wielbiciele dreszczowców psychologicznych. Jego „Schronisko dla ludzi” to lektura, która wciąga powoli i równie powoli odkrywa przed czytelnikiem kolejne karty. Autor wykorzystał motyw tak dobrze znany z filmów czy literatury i obrócił go na swoją korzyść. Buduje napięcie, zawraca w czasie i przestrzeni, a kolejne sceny rysuje trochę tak jak w kinie – raz przeszłość, raz tu i teraz, na zmianę, nieco chaotycznie, bardziej wizualnie niż literacko. To wszystko sprawia, że nie każdy wyjdzie zachwycony z lektury „Schroniska dla ludzi”, ale kto da mu szansę i pozostanie w czterech ścianach beskidzkiej chaty, na tego czeka całkiem pozytywne zaskoczenie.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem LIRA.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Dodaj komentarz