„Dziedziczka Jeziora” Maria Dahvana Headley – recenzja

Przed czytelnikiem wspaniała, mocna, kobieca opowieść, która na nowo odczytuje mit Beowulfa –”Dziedziczka Jeziora” Marii Dahvany Headley. To retelling, w którym obserwujemy opowieść z perspektywy matki potwora, z perspektywy matki Grendela, znanego z tego klasycznego eposu.

Dana Mills to weteranka wojenna, której udało się przeżyć niewyobrażalne na Bliskim Wschodzie. Dana jednak nie wyszła z tego obronną ręką – straumatyzowana, ciężarna, wraca do swojego kraju, by odkryć, że jej domu już nie ma. Jest za to Herot Hall, czyli elitarne osiedle pełne bogatych rezydencji, a w nim ludzie, którzy przede wszystkim chcą spokoju i bezpieczeństwa. Dana ukrywa się w starych korytarzach góry, z którą sąsiaduje osiedle i tam rodzi syna – Grena. Chłopiec wydaje się być inny, więc skrzywdzona Dana odgradza siebie i jego od świata, ale dziecko, jak to dziecko – wkrótce wymyka się spod jej kontroli. Jak skończy się zderzenie chłopca z rzeczywistością Herot Hall?

„Nie da się zrozumieć całej historii, jeśli nie przeżyje się jej do końca. Kto jest ostatni na placu boju, ten śpiewa pieśni na wszystkich pogrzebach. Przynajmniej ma szansę o tym opowiedzieć. Opowiada nam wszystkim o tamtych wydarzeniach.”

W oryginalnej wersji Beowulfa – Grendel był jedynie potworem. Był dziką istotą, która symbolizowała ciemność i mrok. Był tym innym, którego trzeba zniszczyć, przed którym trzeba chronić światło i cywilizację.  W powieści Headley, Grendel przyjmuje ludzką postać, zyskuje twarz chłopca i charakter, który sprawia, że chcemy mu współczuć. To nie jest potwór, to nie jest inny, to nie jest wcielone zło. Tutaj nie ma w ogóle istot i potworów – tutaj są ludzie i ich skomplikowana natura. „Dziedziczka jeziora” stała się tym samym opowieścią o narastającej przemocy, o eskalacji nienawiści, o poczuciu zagrożenia, które napływa nie z tej strony, co powinno. Całość, jak to opowieści nawiązujące do niemal starożytnej klasyki, do mitu nawet, jest mocno dramatyczna, chociaż nie przedramatyzowana. Role zostały tutaj odwrócone – autorka zadaje podstawowe pytanie, na które niestety wkrótce poznajemy odpowiedzi, a mianowicie: kto jest tutaj prawdziwym potworem? Chłopak o niewyjaśnionej przeszłości i jego skrzywdzona matka czy elitarna społeczność, która nie próbuje nawet zrozumieć inności?

przeł. Dorota Dziewońska

Maria Dahvana Headley zadbała o to, żeby opowiedzieć Beowulfa w unowocześnionej wersji, zrozumiałej dla wszystkich, jednocześnie zachowując pełny szacunek dla oryginału. Przed czytelnikiem pięknie napisana, poetycka, alegoryczna chociaż bardzo brutalna opowieść o matczynej miłości, o inności, o odrzuceniu. I o potrzebie bliskości, która jest najbardziej ludzka. „Dziedziczka jeziora” to retelling idealny. Warto sięgnąć zarówno po klasyczny oryginał, a potem uzupełnić lekturą powieści Headley.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Galeria Książki.
**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Dziedziczka Jeziora” Maria Dahvana Headley – recenzja

  1. Ryta napisał(a):

    Olga , kiedy będziesz recenzować „Była sobie rzeka”? Dziedziczka jeziora brzmi interesująco i odrobine mi przypomina Frankensteina

Dodaj komentarz