„Kształt serca” Dolores Redondo – recenzja

Porywający, tajemniczy dreszczowiec od hiszpańskiej twórczyni, która oczarowała czytelników baskijką trylogią Baztan – Amaia Salazar powraca w „Kształcie serca” Dolores Redondo.

przeł. Iwona Michałowska-Gabrych

POŚRÓD RUIN

Młoda podinspektorka Amaia Salazar przechodzi szkolenie w amerykańskiej akademii FBI u jednego z najlepszych szkoleniowców i dochodzeniowców na świecie. Zostaje nawet konsultantką przy głośnej sprawie seryjnego mordercy zwanego Kompozytorem, który od lat przemierza ruiny pozostałe po klęskach żywiołowych, by tam dokonywać rytualnych morderstw. Jego celem są całe rodziny – zabija z precyzją i wyrafinowanym okrucieństwem, uderzając zawsze tam, gdzie wydarzył się kataklizm. Nad Nowym Orleanem zawisło widmo nadchodzącego huraganu Katrina i śledczy mają przeczucie, że to właśnie tam znów uderzy Kompozytor.  Rozpoczyna się walka o przetrwanie i legendarne śledztwo, które wyniesie Amaię do historii kryminalistyki.

OLŚNIEWAJĄCY THRILLER

Czytając kilka lat temu trylogię Baztan, którą rozpoczyna „Niewidzialny strażnik”, nie mogłam się nadziwić, jak Dolores Redondo umiejętnie udało się wpleść wątki niesamowitości, tak by podkręcały jedynie napięcie, w żadnym momencie nie wydając się tandetnymi czy przerysowanymi. W „Kształcie serca” znów autorka mnie zaskoczyła, tym razem powracając do przeszłości bohaterki, którą znamy z poprzednich książek – przeszłości, której do tej pory znaliśmy jedynie intrygujące urywki.

Jest coś olśniewającego w tym, jak można z mroku zbrodni wydobyć przedziwne piękno, jakiś głębszy sens, który wyłania się z każdym kolejnym rozdziałem. Już sam portret mordercy-wędrowca, który przemierza kraj, by gonić tornada, huragany, trzęsienia ziemi i tam dręczyć ofiary – jest niespotykany, inny, a to doceni każdy miłośnik literatury gatunkowej.  A tle Luizjana zanim jeszcze spustoszył ją kataklizm. Niesamowity folklor, który tak jak folklor baskijski, zdaje się być wciąż nieodkrytym, unikatowym, działającym na wyobraźnię. Wreszcie ten kontrast krajobrazu po katastrofie – ten obraz rozpaczy i zniszczenia, jaki zostawiła za sobą bezlitosna Katrina.

Dolores Redondo przyciągnęła moją uwagę przed laty, zapadła w mojej pamięci, by teraz, wraz z „Kształtem serca” znów rozniecić ten ogień. Pamiętam wciąż zapach baskijskich lasów, unoszący się nad kartami jej powieści, a teraz dołączył też zapach upalnej, dusznej Luizjany i mgieł unoszących się nad bayou.

Przygodę z autorką można zacząć od „Kształtu serca” właśnie, by potem od razu sięgnąć po trylogię Baztan – wraz z „Niewidzialnym strażnikiem” przepadniecie w tym dziwnym świecie krwi, tajemnic i niesamowitości.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem MOVA.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Leave a Reply