„Tętniące życie” Kim Ae-Ran – recenzja

Opowieść o odchodzeniu, o pożegnaniach, ale też o tym, jak wartościowe, jak silne potrafi być życie – „Tętniące życie” Kim Ae-Ran.

TĘTNIĄCE ŻYCIE

„Dzieci szybko rosną. Ja z kolei szybko się starzeję. Kiedy innym mija godzina, ja starzeję się o cały dzień. Po miesiącu przybywa mi rok. Jestem już starszy od taty.”

Tak objawia się jeden z najrzadszych genetycznych zespołów schorzeń zwany progerią, przedwczesną starością. Dziecko, które choruje, starzeje się z dnia na dzień, zmienia nie do poznania, a średnia długość życia to zaledwie trzynaście lat. Szacuje się, że obecnie na tę chorobę, na całym świecie cierpi ok. 250 osób. Progeria to choroba nieuleczalna, wciąż nie ma na nią lekarstwa.

To właśnie progeria naznaczyła życie Areuma, ambitnego szesnastoletniego chłopaka, syna Miry i Daesu. Areum świadomy swojego ograniczonego czasu, świadomy widma postępu choroby, postanawia spisać historię swojej rodziny. Literatura to całe jego życie, to jego okna i drzwi na świat, pragnie więc pozostawić po sobie słowa. I tak, opowiada o młodości swoich rodziców, o ich życiu zanim się pojawił, o wspólnych pierwszych latach… Oraz o tym, jak choroba nagle wszystko zmieniła. Areum jednak nie poddaje się – pisze, próbuje, żyje – tylko tyle i aż tyle.

HOŁD DLA ŻYCIA

„Niezależnie od powodów, czasu miałem po prostu niewiele, musiałem się pospieszyć. (…) Miałem taki plan, żeby spisać historię moich rodziców i wręczyć im ją w moje siedemnaste urodziny. Zamiast nagród czy świadectwa szkolnego sprezentowałbym im opowieść. Byliby w szoku, widzą moje bogate słownictwo i to, jak pięknie buduję zdania. Nie wiedziałem jeszcze, w jaki kierunku ta opowieśc podąży ani czy ukończę ją na czas. To był właśnie mój priorytet.”

Świetlista – tym jednym słowem mogłabym podsumować „Tętniące życie”. Spomiędzy słów wyziera ciepło, wyciera dobro, wyziera nadzieja i siła. To niezwykle dramatyczna opowieść, nie można tu liczyć na cud, nie można oczekiwać pozytywnego zakończenia, a jednak… Jest w „Tętniącym życiu” pewna energia, która sprawia, że czytelnik kończy lekturę co prawda smutny, ale jednocześnie podniesiony na duchu. Kim Ae-Ran zadbała o to, by jej powieść niosła przesłanie pozytywne, nieprzytłaczające, a dające do myślenia. To niezwykła lektura, której intensywności wpływy czytelnik z pewnością się nie spodziewa.

Skłamałabym jednak, gdybym napisała, że „Tętniące życie” to wyłącznie opowieść o chorobie. To przede wszystkim bowiem opowieść o rodzinie – rodzinie, która powstała na przekór wszystkim, rodzinie, która razem zdolna jest przetrwać najgorsze, rodzina, która jest dla siebie wsparciem i swoją największą siłą. Pomimo słabości, a tych słabości mają przecież wiele. Obserwujemy ich świat z perspektywy wrażliwego młodego człowieka, który co rusz zaskakuje nas dojrzałością. Jego spostrzeżenia, wrażenia, emocje… Jest świadomy ograniczonego czasu, a mimo to trwa i żyje, z całą mocą, jaka została w jego wrażliwym ciele. Spomiędzy słów wyłania się ogromna miłość, uczucie, które zostanie, nawet jeśli pojawi się śmierć.

„Tętniące życie” napisana jest z prostotą (tak charakterystyczną dla prozy południowokoreańskiej) oraz lekkością, jednak to nie jest lektura ani prosta, ani łatwa. Bywa przygnębiająca, stawia trudne pytania i pozostawia ściśnięte serce. Wrażliwi czytelnicy powinni mieć się na baczności! Ma w sobie jednak też ogrom dobra i światła, ma w sobie to, co sprawia, że zostanie w nas i być może będzie powracać, gdy będziemy tego najbardziej potrzebować.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Kwiaty Orientu.

Komentarz do: “„Tętniące życie” Kim Ae-Ran – recenzja

  1. Magdalena K. napisał(a):

    Moc emocji, bardzo silnych, intensywnych, spowodowała u mnie książka perskiego pisarza Khaleda Hosseiniego „Tysiąc wspaniałych słońc”. Nie była to łatwa i lekka powieść. Jej lektura wywołała natłok myśli, wiele przeżyć- od poruszenia, wzburzenia po lęk i grozę.. Osią powieści są losy dwóch kobiet: starszej Mariam i młodszej Lajli przedstawione na tle przemian ustrojowych w Afganistanie. Ich dzieje to przerażający obraz uzależnienia kobiet od męża despoty i brutala. Na okrutny los, którego doświadczyły, niczym sobie nie zasłużyły, a ich jedyną winą było to, że urodziły się w takim kraju, gdzie kobiety ubiera się w burki, odbiera się im prawo głosu i decydowania o sobie.
    Jednocześnie książka Hosseiniego to też piękna opowieść o przyjaźni, poświęceniu, miłości, wybaczeniu i odpowiedzialności za swoje czyny.
    Mimo że lektura”Tysiąc wspaniałych słońc” należała do tych bardzo wymagających, zdecydowanie ją polecam, bo to wartościowa książka.

Dodaj komentarz: