„Świat zabawy” Edith Wharton | Czas Klasyki #4

Rozgryziemy znaczenie oryginalnego tytułu, poznamy fabularny zarys powieści i podejmiemy się wyzwania odpowiedzi na pytanie co też Edith Wharton miała na myśli? Czyli moje śledztwo wokół amerykańskiej klasyki „Świat zabawy”.

ZNACZENIE TYTUŁU

„Świat zabawy” to po angielsku „House of Mirth” – dom wesołości, dom zabawy. Niby wszystko się zgadza, ale uwaga! To przestroga, nazwa zaczerpnięta z biblijnej Księgi Koheleta, której oryginalny ustęp brzmi: „Lepiej pójść do domu żałoby, niż iść do domu wesela. Gdyż śmierć jest końcem każdego człowieka i dobrze jest, gdy ktoś myśli o niej.”

Tytuł to klucz do zrozumienia tej opowieści, ostrzeżenie w dwóch zaledwie słowach, które mówią wszystko. Edith Wharton użyła go ironicznie, sugerując, że środowisko nowobogackiej arystokracji, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się być pełne szczęścia i przyjemności, to w rzeczywistości może jest puste i bezsensowne. Dla naszej bohaterki te słowa znaczą tyle co: nie wchodź do tego świata, bo czeka cię jedynie rozpacz i nic ponadto.

O KSIĄŻCE:

To historia Lily Bart, młodej kobiety z wyższych sfer Nowego Jorku, która zmaga się z naciskami społecznymi i finansowymi. Lily lubi żyć na poziomie, tylko pośród tych ludzi czuje się bezpiecznie i beztrosko. Jednak chcąc utrzymać swój status, Lily musi znaleźć bogatego męża. Niezdolna do kompromisu moralnego, zmagając się z ograniczeniami narzuconymi kobietom w jej epoce, Lily podąża ścieżką pełną społecznych wpadek, które stopniowo prowadzą do jej upadku.

KOGO OŚMIESZA WHARTON?

Kogo ośmiesza Edith Wharton? Edith Wharton pisze o tym, co dobrze zna. Czyli wykorzystuje tę pierwszą, najważniejszą poradę dla początkujących pisarzy – pisz o tym, co znasz. Ona znała wyższe amerykańskie sfery, których była częścią. Pochodziła z zamożnej rodziny, często więc przedstawiała w swoich dziełach uprzywilejowane środowiska, rzadko poruszając tematy związane z biedniejszymi klasami społecznymi. To dzisiaj z pewnością zwraca uwagę i potrafi budzić kontrowersje, Edith Wharton bowiem potrafiła opisywać celnie swoje sfery, wytykać palcem ich przywary, ale na innych spoglądała stereotypowo ze swojej uprzywilejowanej pozycji.

Jej postać Lily jednak wcale nie należy do sfer niższych. Edith Wharton potrafiła spojrzeć na ten tytułowy „Świat zabawy” z dystansu kogoś, kto po prostu nie miał przywileju posiadania wielkiego majątku, czy nieskończonego wsparcia rodziny. Kobiety swoich czasów, która pragnęła niezależności. Jej bohaterka próbuje przebić się samotnie, ale ponosi okrutną porażkę. Jak mitologiczny Ikar próbowała wzlecieć za wysoko, kolokwialnie mieć ciastko i zjeść ciastko, przynależeć do rzeczywistości, która przy jej decyzjach i wyborach nie była dla niej. Co więcej, jest jedną z pierwszych postaci kobiecych w literaturze amerykańskiej, która tak otwarcie kwestionowała swoją rolę w społeczeństwie i normy płci. Jej postać i dylematy odzwierciedlały zmieniające się role kobiet na początku XX wieku, stawiając ją w awangardzie literackich postaci przedstawiających kobiety jako pełnowymiarowe, skomplikowane osoby.

Wniosek jest jeden: „Świat zabawy” ukazuje dwie strony medalu – bogatych i uprzywilejowanych oraz tych, którzy za wszelką cenę chcieliby przynależeć – obie przykre w swoich konsekwencjach. Każda inaczej i na swój sposób. Edith Wharton stworzyła satyrę arystokracji. A co z Lily? Myślę, że autorka znała kogoś podobnego i nie chciała tej kobiety poniżyć, przeciwnie – oddać jej głos i sprawić, by inni spojrzeli na ten świat z jej osamotnionej perspektywy.

Jeśli to dla Was za mało, to dodam na koniec tylko, że krzywe spojrzenie Edith Wharton na własne sfery, jej komentarz społeczny na amerykańską nowobogacką arystokrację i wykreowanie nowoczesnej postaci kobiecej zostały docenione przez czytelników i krytykę. Nie przez przypadek Edith Wharton okazała się być pierwszą kobietą, która zdobyła prestiżową Nagrodę Pulitzera, ale także była wielokrotnie nominowana za swoją twórczość do Literackiej Nagrody Nobla. Całkiem nieźle, prawda?

A mnie „Świat zabawy” poruszył do głębi. Nie znałam Lily Bart, a jej bolączki, cierpienie, zagubienie okazały się ponadczasowe. Szkoda, że tak mało mówi się u nas o klasyce amerykańskiej. Tylko Fitzgerald, tylko James, a Edith Wharton pozostaje dla wielu nieodkryta. Odkryjcie ją, warto!

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dodaj komentarz: