
Koniec sezonu wakacyjnego zbliża się wielkimi krokami. Koniec lata już powoli czuć w powietrzu. To specyficzny czas, który wymaga równie specyficznych książek.

„Sekrety matek” Sophie de Baere
Czytałam i cały czas chciało mi się wyć. Jakaś masakra! Nie wiem, czy to jest dobry pomysł na rekomendację tej powieści, ale jest w niej coś, czym można się zachłysnąć. Może to wstrzymywane łzy, bo ta książka jest jedną z najsmutniejszych jakie przeczytałam, a sierpniowa melancholia jedynie podkręciła nastrój jaki stworzyła autorka. A nastrój jest dojmujący i opiera się na założeniu, że niektóre historie czekają całe pokolenia, żeby zostać opowiedziane. A twoja rodzina może mieć sekret, który odmieni wszystko.

Colette wraca do rodzinnego domu na francuskiej wsi. Jej mama umiera, rodzina próbuje trzymać się razem. Jednak kogoś brakuje. Brakuje Marthe, starszej siostry Colette, z którym wiąże się latami skrywana tajemnica. Tajemnica, która niesie za sobą zarówno wstyd, jak i jedyne możliwe odkupienie.
To jest opowieść o trzech kobietach. O trzech różnych epokach. O dwóch sekretach i jednym zniknięciu. O wielkiej pustce, której nie sposób wypełnić słowami. O matkach, które nie powiedziały swoim córkom wszystkiego, o kobietach, które kochały, milczały, podejmowały niemożliwe decyzje i żyły w świecie, który nie zawsze pozwalał im wybierać. O matkach, które nie powiedziały swoim córkom wszystkiego. I córkach, które muszą odkryć prawdę, by zrozumieć swoją tożsamość.
Sophie de Baere pisze z elegancją, z delikatnością, z francuską bezpretensjonalnością, ale. W odróżnieniu od Valérie Perrin – w której powieściach zawsze przebija optymizm – u Baere snuje się smutek jak cień. Rozpacz. Niedopowiedzenie. Strata. I tęsknota za tym, co utracone, nawet nieświadomie. To jedna z tych definitywnych różnic, która sprawia, że książki Perrin kończymy z uśmiechem, a powieść Baere skończyłam, łykając łzy.
Czy to jest jednocześnie jedna z najpiękniejszych powieści tego roku? Całkiem być może!
„Dom nad Rozlewiskiem” Małgorzata Kalicińska
Jedna z kultowych powieści obyczajowych doczekała się pięknego wznowienia. Małgorzata, zmęczona dotychczasowym życiem w Warszawie, wyjeżdża na Mazury, gdzie odnawia relację z matką i próbuje zacząć wszystko od nowa. Pobyt nad rozlewiskiem staje się dla niej okazją do odkrywania rodzinnej przeszłości, budowania nowych więzi i odnalezienia własnego miejsca w życiu. To książka o powrotach, rodzinie i tej największej zmianie. A wszystko to bez pośpiechu, za to z dużą dawką swojskiego, trochę nostalgicznego klimatu.
„Colette” Valérie Perrin
Ta powieść pachnie dla mnie poranną kawą, smakuje rogalikiem z dżemem morelowym, w tle słychać rozgrywające na ulicy mecz dzieciaki, a w radio lecą klasyczne francuskie piosenki. Jak pocztówka z dawnych lat. Agnès powraca do rodzinnego miasteczka, by odkryć tajemnice życia swojej dwukrotnie zmarłej ciotki. Owszem, nie przesłyszeliście się. Kim była naprawdę jej ekscentryczna Colette?
„Córka” Elena Ferrante
To chyba jest moja ulubiona powieść tajemniczej włoskiej autorki. Dojrzała kobieta, samotne wakacje nad morzem i powrót do własnej przeszłości. Ferrante tworzy duszną, niepokojącą atmosferę letniego kurortu, a pod spokojną powierzchnią opowieści kryje pytania o kobiecość, macierzyństwo, wolność i poczucie winy.

„Śmierć na Nilu” Agatha Christie
Nie ma to jak klasyka, ale w egzotycznym, egipskim wydaniu. Czyli Herkules Poirot, morderstwo na luksusowym statku i grupa podejrzanych, w której każdy ma coś do ukrycia. W tle Egipt, rzeka, wilgoć, upał i duchota. Nieśmiertelna historia.
„Elegancja jeża” Muriet Barbery
Luksusowa kamienica w Paryżu, a w niej dozorczyni (znowu konsjerżka!), nieśmiała i zamknięta w sobie, która za pozorami prostoty ukrywa swoją miłość do sztuki i literatury. I jest też dziewczynka z jednej z bogatych rodzin, które tam mieszkają, która chce zakończyć swoje życie… To jedna z tych historii (podobnie jak „Życie Violette”), w których bohaterowie poszukują sensu w zwyczajności. I znowu ta prostota.
„Szkoła aniołów” Toni Hill
Prawdziwie gotycka powieść! Szaleństwo, obsesja, perwersja i… zemsta, a wszystko to w nawiązaniu do „Dziwnych losów Jane Eyre” i 'W kleszczach lęku”. To fascynująca historia pewnej szkoły dla dziewcząt, zbrodni i tego, który po latach zostanie w to wszystko wmieszany, a któremu przyjdzie rozwikłać tajemnicę. Misterna intryga, pieczołowicie rozmieszczone tropy, niespieszne opisy, w których ukryte są kolejne wskazówki… Bohaterowie, którzy za pozorami niewinności ukrywają swoje obłąkane zamiary. I literatura, która odgrywa tu tak ważną rolę. Można się zachwycić i przerazić, bo Toni Hill dobrze wie, jak budować napięcie.
„Witaj, smutku” Francoise Sagan
Bolączki dojrzewania nastolatki na francuskiej riwierze lat 60-tych. Cécile spędza lato z ojcem i dużo młodszą od niego kochanką. Odrzucona przez oboje rodziców, nierozumiana przez otoczenie na siłę szuka miłości u innych. To opowieść o stawaniu się młodą kobietą i pierwszych, trudnych wyborach, które trzeba podjąć u progu dorosłości. Klimatyczna i idealna dla młodszych czytelniczek, które zmęczone są już fanstastyczno-baśniową literaturą dla młodzieży.
Bo warto czytać.
O.
*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.
