
Trzy nowe horrory: będzie pakt z diabłem, będą jadalne oczęta i pradawne potwory ukryte pośród lasów.
„Król Smutek” Joe Hill
Jaka to kategoria? Historia tego jednego ludzkiego marzenia: jak przywołać diabła, podpisać pakt, a potem jakoś się z niego wymigać. Połączenie grozy i fantastyki, w której postać diabła reprezentuje… Smok.
Arthur Oakes wiedzie całkiem sympatycznie studenckie życie. Do czasu. Okrutny szantaż zmusza go do podjęcia decyzji – decyzji, w której pomaga mu jego nieco szalona grupa przyjaciół. I tak, pewnej pełnej zakazanych substancji nocy, za pomocą starej oprawionej w ludzką skórę księgi, przyzywają na pomoc… Diabła. Diabeł ma formę smoka o imieniu Król Smutek, a cena za jego usługi jest wielka. O konsekwencjach swojej szalonej nocy nasi przyjaciele przekonają się już wkrótce.
„O czym śnią smoki?” – pyta jeden z bohaterów tuż przed podpisaniem paktu. Smoki śnią o ogniu, o ogniu piekielnym jak się okazuje, bo smoki, a ten zwany Królem Smutkiem szczególnie, to istoty diabelskie i z piekła rodem. Odpowiedzialne za chaos, za zniszczenie, za rozpacz. Na pewno nie warto ich przywoływać, a z pewnością nie za pomocą starych ksiąg oprawionych w ludzką skórę. Sytuacja bowiem szybko może się wymknąć spod ludzkiej kontroli. Dlaczego? Ano dlatego, że smoki/diabły są mistrzami operowania językiem i czepiają się wszelkich niuansów. Natomiast konsekwencje układania się z nimi napisane są małym, maleńkim druczkiem. O czym nasi bohaterowie szybko się przekonują.
Sama powieść „Król Smutek” nie przeraża i nie sądzę, by znalazł się ktoś, kto nie będzie mógł spać po lekturze. Natomiast już postać Króla Smutku jest jak najbardziej przerażająca. Smok, diabeł, wcielenie zła, które karmi się śmiercią, zadaje śmierć, a z naiwności ludzkiej i idącego za nim cierpienia zrobił sobie smakowitą przekąskę. Podoba mi się, jak kończy się ta historia. Ma słodko-gorzki posmak czegoś, co nigdy w zasadzie się nie kończy. Co trwa póty, póki będzie istnieć człowiek – walka dobra ze złem oraz poświęcenie za tym idące.
Kategoria horroru jest tutaj sporna, ale pakt z diabłem zawsze nosi znamiona grozy. Natomiast reszta to fantastyka, w której ostatnio zarówno Stephen King, jak i Joe Hill lepiej się odnajdują. Ma to wszystko znowu posmak serialu Stranger Things, z inspiracji którym wielu nie może się otrząsnąć. Koncept zła, które przenika rzeczywistość, a tylko nieliczni mają moc, by podjąć się walki.
Wykonanie wyborne, ale tu niczego innego się nie spodziewałam.
„Oczy są najsmaczniejsze” Monica Kim
Nie wiem, czy kiedykolwiek zjadłabym czyjeś oczy, a na pewno nie skusiłabym się na oczy ludzkie. A te z pewnością przyciągają uwagę bohaterki tej powieści, która powoli i na naszych oczach popada w psychodeliczny obłęd. Porzucona wraz z matką i siostrą przez ojca, rozdarta między koreańskimi korzeniami a amerykańską przynależnością, wchodząca w dorosłość młoda kobieta nagle rozpada się i traci grunt pod nogami. To niby historia zemsty, ale tak naprawdę – opowieść o rozpaczy, która łamie serce i zdrowy rozsądek.
To naprawdę dobra powieść, która więcej ma z rodzinnego dramatu, ale w której horror (jak w końcu się pojawia) jest krwawy, bezkompromisowy i naprawdę szalony. Za oceanem zbiera zachwyty ze względu na poruszenie kontrowersyjnej tematyki związanej z obsesją na punkcie azjatyckich kobiet oraz z rozdarciem tożsamości. W Polsce możemy ją docenić za ten kobiecy pazur i nietypową obsesję.
„Monumental” Adam Nevill
Chyba zaczyna się czas Nevilla w Polsce i czas jego folk horroru. Folk horroru, który czerpie garściami z horroru kosmicznego, a którego zwieńczeniem jest właśnie „The Monumental”. To historia wyprawy kajakowej, która wybiera szlak, którego nie powinna była nigdy wybrać. Zapłacą za to najwyższą cenę, a zanim większość z nich zniknie z powierzchni ziemi, to jeszcze przekonają się, że świecie istnieją rzeczy, o których nie śniło się nikomu.
To jest taka trochę brytyjska wersja kaiju, czyli wielkich potworów i pradawnych bóstw, ale w wersji folk i z sekciarskim zacięciem. Nevill stworzył całe uniwersum, w którym Wielka Brytania (i okolice) jawi się jako miejsce ukrytych sił oraz monumentalnych stworzeń. Stworzeń spragnionych naszej krwi.
Miejscami przegadane, ale to znak rozpoznawczy Nevilla. Nie byłby sobą, gdyby nie opowiedział całej historii wszystkiego i wszystkich, bez względu na potrzeby fabuły. Taki po prostu jest.
Jestem ciekawa jak przyjmie się w Polsce.
Bo warto czytać.
O.
*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.
