„Skaza” Zbigniew Zborowski – recenzja

W opowieściach kryminalnych liczy się przede wszystkim pierwsze wrażenie, czyli zbrodnia. Nie główny bohater, nie sytuacja geo-polityczna, ale ten przysłowiowy pierwszy trup. Ciało, od którego wszystko się zaczyna, i na którym paradoksalnie wszystko także się kończy. To zagadka, łamigłówka, pierwszy trop w fabularnym ciągu zdarzeń. Jedni pisarze stawiają na to, co dobrze znane i niemal tradycyjne dla gatunku samobójstwo, wypadek, morderstwo z premedytacją, w klasycznych układach, bez zbędnych udziwnień. A inni natomiast, stawiają na efekt „wow”, czyli im bardziej zwyrodniała zbrodnia, im bardziej charakterystyczna pozycja ciała, tym większe wrażenie i zainteresowanie czytelnika. Nie wspominając nawet o samej przyczynie zgonu.

W taki sposób wciąga w swoją fabularną intrygę kryminalną Zbigniew Zborowski w opowieści o zbrodni i historii, które splatają się w śmiertelnym uścisku „Skazy”.

Czytaj dalej

Przygodowy piątek: „Instytut szyfrów” Bobbie Peers – recenzja

Szyfry, łamigłówki, zagadki! Tajemnicze kody, nieznane języki, symbole, które czekają na odczytanie! Ach! Móc niczym Indiana Jones wyruszyć w nieznane! Niczym Bibliotekarz porwać się przygodzie! Jak Robert Langdon stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem i stawić czoła globalnym spiskom! Powieść przygodowa udostępnia te niedostępne dla rzeczywistych śmiertelników światy, pobudza wyobraźnię i otwiera tysiące drzwi do fantastycznych fabuł. A ile tajemnic czeka wciąż na odkrycie! Ile dopiero ujrzy światło dzienne! Ahoj, przygodo!

Bobbie Peers zabiera młodszych czytelników w fascynującą podróż pełną rodzinnych sekretów, mrożących krew w żyłach spisków i rozgrzewającej serducho akcji w pierwszym tomie bestsellerowej serii o Williamie Wentonie, która zdobyła w Norwegii prestiżowy tytuł Książki Roku. Czas odwiedzić „Instytut szyfrów”!

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Wiara” Anna Kańtoch – recenzja

Słysząc o przesądach i zabobonach na myśl przychodzą średniowieczne starowinki, czarownice i wiedźmy. Wróżbiarstwo, horoskopy i karty tarota, jakieś potajemnie rzucane zaklęcia. Wszelkie gusła związane z praktykami magicznymi, od których religia odcina się grubą kreską. W końcu to element bezwartościowych dzisiaj, pogańskich wierzeń, wypartych przez cywilizacyjny postęp, przez zmiany w zbiorowej mentalności. A mimo to, przesądy wciąż pozostają stałymi elementami tradycji ludowej, folkloru lokalnego, często na wsiach, ale nie tylko, bo przecież kto nie słyszał o czarnych kotach, odpluwaniu przez ramię, przesypywaniu soli Nie można zapomnieć o wstążeczkach jak amuletach w dziecięcych wózkach, czterolistnych koniczynkach w portfelach, czy czerwonych podwiązkach. O wszystkim tym, co może odegnać od nas nieszczęście, a przywołać wszelką pomyślność. A czasami zabobon służy temu, by pokonać największe możliwe zło, w które wierzymy

Anna Kańtoch przenosi czytelnika na polską wieś połowy lat 80., by w powieści Wiara opowiedzieć historię wielkiego strachu, równie wielkiego zabobonu i tajemnicy zła, które nadejdzie ze wschodu. Czytaj dalej

„Miłość, która przełamała świat” Emily Henry – recenzja

Wyobraźcie sobie wiele możliwych, równoległych światów. Niemal identycznych jak nasz, prawie, z niemal matematyczną dokładnością. Różnią się jednak szczegółami, podobnie jak przeszłością i tym, co dopiero nadejdzie. W jednym świecie pada deszcz, w innym świeci słońce. W jednym dom pomalowany jest na niebiesko, a w innym na miejscu owego domu stoi sklep. Ktoś zginie w jednym świecie, a w drugim będzie żył jeszcze przez wiele lat Według teorii naukowych mechaniki kwantowej równoległe światy są realizacją wszystkich możliwych alternatyw, jakie mogą powstać w przeszłości oraz przyszłości.* Takich światów może być nieskończenie wiele, tuż obok, za zasłoną naszej rzeczywistości. Ale tylko nieliczni mają do nich dostęp

O wieloświatach wiedzą i próbują je połączyć nastoletni bohaterowie wzruszającej opowieści Emily Henry Miłość, która przełamała świat.

Czytaj dalej

„Na zachód od Edenu” Jean Stein – recenzja

Dzieje Los Angeles są jak podniecająca przejażdżka kolejką górską, która stopniowo zamienia się w koszmar.

Los Angeles. Miasto Aniołów. Zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Z daleka jawi się niczym piękna fatamorgana. Piękny, spełniony sen. Istny raj, Eden niemal Wieczny błękit nieba i oceanu, zieleń palm, rozgrzane słońce, które świeci niemal na okrągło, przez cały rok. Piękni ludzie, bogate domy w najdroższych dzielnicach, najszybsze samochody. Na horyzoncie kultowy znak Hollywood, na wzgórzach zarys Beverly Hills, Bulwar Zachodzącego Słońca, Mulholland Drive prowadząca gdzieś w kierunku rozpalonej ziemi. Ale ten miraż znika niemal natychmiast wystarczy spojrzeć dokładniej, wyzwolić się z pęt filmowej mitologii tak wgryzionej w naszą podświadomość. Bo życie to nie serial Ekipa. To nie Moda na Sukces. A w końcu samo Los Angeles to miasto, które już w połowie lat 40. XX wieku Raymond Chandler nazwał starą, zmęczoną dziwką.

Opowieść o Mieście (Upadłych) Aniołów podjęła Jean Stein członkini jednego z jego najpotężniejszych rodów, córka potentata przemysłu muzycznego, dziennikarka, pisarka i wreszcie kobieta, która w głębokiej depresji wyskoczyła z własnego okna 30 kwietnia 2017 roku. Na zachód od Edenu to wyjątkowa historia Los Angeles, historia jego pięciu wpływowych rodów, moralnej zgnilizny, która ich toczy, a która obala ten niemal magiczny, nierealny wizerunek miasta, do którego przyzwyczaiło nas Hollywood.

Czytaj dalej

„Dyskretne szaleństwo” Mindy McGinnis PATRONAT

Choroby psychiczne, zaburzenia emocjonalne, czy wszelkie odchylenia zawsze traktowane były z dystansu, a osoby, których zachowanie odbiegało od normy, a ciało i duch cierpiały bolączki traktowani byli jako podgatunek człowieka. Zaskakujące, jak łatwo było ich skazać na całkowitą izolację, ubezwłasnowolnić, nie udzielając żadnej konkretnej pomocy. Do zakładu dla obłąkanych z miejsca mógł trafić każdy, począwszy od dyslektyków, epileptyków, przez schizofreników, osoby dotknięte demencją, a skończywszy na tych, których niszczyły choroby weneryczne, czy nie mieli gdzie się podziać. Wcześnie, bo jeszcze pod koniec Średniowiecza, okazało się, że do takich przytułków (ze szpitalami nie miały te miejsca nic wspólnego aż do początku XX wieku) mogły również trafiać osoby niewygodne. Co to znaczy? Każdy, kto był czarną owcą, zaburzał porządek, zniesławiał swoją rodzinę, mógł wprowadzić niepotrzebny niepokój w domowy mir. Dla przykładu młodziutka, ciężarna dziewczyna z dobrego domu

Mindy McGinnis przekracza bramy dziewiętnastowiecznego zakładu psychiatrycznego w Bostonie, by opowiedzieć niepokojącą, gotycką historię o dziewczynie skazanej na życie za kratami. Dziewczynie, która dopiero za murami odnajdzie prawdziwą wolność i zacznie dostrzegać Dyskretne szaleństwo.

Czytaj dalej

Tydzień Blogowy #84

Moi Drodzy,

Moc pracy! Moc zaczytania! A do tego przygotowania do See Bloggers! <3 Szykuje się moc pysznych spotkań, prelekcje, sama dobroć! Jeśli ktoś z Was przybywa do Gdyni, to daję znać, że będę na pewno w sobotę od 11:00 – 17:00 na wykładach w sali C. <3 Jeśli ktoś planuje kawę/ciacho/pogaduchy, to koniecznie się odzywać!

A ja już nie owijam w bawełnę i zapraszam na kolejną odsłonę TYDZIEŃ BLOGOWY! <3

Do poczytania, do oglądania i do polubienia.

O.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Miasteczko kłamców” Megan Miranda – recenzja

Nie można uciec własnej przeszłości. Nie można uciec przed własnym sumieniem. To, co minęło, nawet bezpowrotnie, żyje w nas i zostawia swój ślad na zawsze. Można udawać, że wszystko się zmieniło, można udawać, że już po wszystkim, ale wystarczy spojrzeć w lustro. Ta przeszłość, od której tak bardzo próbujemy się odwrócić, odbija się w naszych oczach, zasłania światło, wybija wewnętrzną ciemność na powierzchnię. Niektórzy mówią, że każdy ma tę drugą twarz. Tę, o której chciałby zapomnieć, ale od której nigdy nie można się uwolnić.

Przed bezwzględnymi szponami przeszłości próbuje uciec także bohaterka trzymającego w napięciu dreszczowca autorstwa Megan Mirandy powrót do domu już dawno nie był tak złowieszczy. Witamy w Miasteczku kłamców!

Czytaj dalej

„Misja: Encyklopedia” Arturo Pérez-Reverte – recenzja

Epoka Oświecenia, czyli Wiek Świateł, jak pięknie nazywają ten czas Francuzi, jawi się jako epoka triumfu nauki nad zabobonem. To przecież wiek rozumu, kiedy wszelka wiedza była na wagę złota i każdy chciał dodać cegiełkę do tego wielkiego intelektualnego kotła. Co jednak interesujące, to wcale nie było tak, że wszyscy jak jeden mąż, na całym świecie postanowili poszerzać swoje horyzonty. W końcu szkiełko i oko wymagało chociaż tymczasowego porzucenia tego, czym największe umysły Oświecenia gardziły religii we wszelkiej formie oraz związanej z nią duchowej tradycji, która hamowała rozwój intelektualny. A mimo to, niektóre kraje pozwoliły sobie na nieco odmienną formę podążania za falą idei, a jednym z nich była m.in. Hiszpania, w której dominowało Oświecenie Katolickie. Ilustradores, jak nazywano tam Oświeconych, byli ludźmi, dla których religia wcale nie stanowiła hamulca do poszerzania świadomości, ale napędzała pragnienie samorozwoju.

To właśnie ta grupa naukowców i intelektualistów stała się wdzięczną inspiracją dla hiszpańskiego pisarza znanego ze swojego zamiłowania do bibliofilskich opowieści, czyli dla Arturo Pérez-Reverte w Misji: Encyklopedia.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „CZARNA MADONNA” Remigiusz Mróz – PRZEDPREMIEROWO!

But when you cross over… time stops. Take it from me, two minutes in hell is a lifetime. When I came back… I knew… all the things I could see were real. Heaven and hell are right here. Behind every wall, every window. The world behind the world, and we’re smack in the middle.

John Constantine z Constantine

Nic w przyrodzie nie ginie. Samoloty nie znikają ot tak, z radarów. Nie gubią się w czasoprzestrzeni. Po prostu muszą się kiedyś odnaleźć. Na zboczach bezlitosnych górskich szczytów, w środku leniwie pożerającej metal dżungli, w niepojętych głębinach oceanu. Krążą plotki, z ust do ust przekazywane są kolejne domysły, tworzą się niestworzone legendy. Mija czas. Rozpłynięcie w powietrzu maszyny, która na pokładzie wiezie kilkaset istnień jest zwyczajnie nie do przyjęcia. Śmierć w przestworzach, bez szansy na ratunek to zbyt przerażające, zbyt trudne do zrozumienia. Łatwiej trzymać się nadziei, dodawać teorie Jednak fikcja pozwala nam wierzyć, że czasami, tylko czasami, takie samoloty, o których zaginął wszelki słuch wracają. Pojawiają się nagle, ni stąd, ni zowąd, jakby nic i nikt nie przerwało ich lotu

Tak jak znika i powraca maszyna z najnowszej powieści Remigiusza Mroza Czarna Madonna.

Czytaj dalej