„Moja kochana, dumna prowincja. Opowiadania” Kornel Filipowicz – recenzja

To wcale nie jest taka prosta sprawa, napisać opowiadanie. Krótka forma wyłącznie w rękach, a w zasadzie pod piórem, wytrawnego mistrza i sprawnego rzemieślnika owej formy może zamienić się w małe dzieło sztuki. Dobry moment, odpowiednie wyczucie czasu i atmosfery. Nie za długie, nie za krótkie. Opowieść w pigułce, jak do kieszonki, na zagryzkę, a mimo to wypełniona po brzegi znaczeniem. Bo w dobrym opowiadaniu musi być wszystko to, co w równie dobrej powieści, a nawet bardziej, intensywniej, tak, by w tym ułamku chwili porwać czytelnika, wciągnąć w meandry historii i po chwili zostawić sytego i zadowolonego, jak po najlepszym i najpyszniejszym smakołyku.

Taki dar dokarmiania czytelniczej duszy opowieściami „na jeden chaps” miał pisarz, o którym sam Jarosław Iwaszkiewicz powiedział „Dla mnie to jest jeden z najczystszych, najwybitniejszych naszych prozaików, który swą bezpretensjonalność posunął wręcz do wirtuozerii.” Za tymi słowami kryje się Kornel Filipowicz – niezwykła osobowość polskiej literatury, wielka miłość Wisławy Szymborskiej, kochający przyrodę wrażliwiec hipnotyzujący piórem. Jeśli sięgamy po jego poruszającą prozę, to nie można pominąć autorskiego wyboru opowiadań dobranych przez Justynę Sobolewską – „Moja kochana, dumna prowincja”.

WOJENNE KRAJOBRAZY

„Widzisz, kochana, zostałyśmy na tym świecie same, nie mamy już nikogo, wszyscy pomarli, to bardzo smutne, to strasznie smutne. Proszę cię, nie płacz, bo mnie jest też bardzo smutno. Musimy się bardzo kochać. Jak będziemy się kochać, to nam będzie lżej, nie będzie nam tak smutno…”

Przemoc widać w tych opowieściach gołym okiem. Złe intencje czuć podskórnie, tak samo jak osamotnienie w cierpieniu, które ukrywa się w każdym zdaniu. A mimo to, Kornel Filipowicz unika niepotrzebnych wykrzyknień, unika złudnej brutalności. W obliczu największych ludzkich dramatów te ozdobniki nie są wcale potrzebne. Byłyby nadmierną hiperbolą. A jego wojna przecież, jego  okupacja, jego morderstwa i akty zła człowieka wobec drugiego człowieka są oszczędne w słowach, opisywane z dystansu, ale agresywne w emocjach.

Przeczytajcie: „Jutro także będzie dzień”, „Opowiadanie z epilogiem”, „Świadek, który nie umiał mówić”.

MĘSKIE ŚWIATY

„Nie wiedziałem, po co ojciec przystanął właśnie tutaj, znałem dobrze to drzewo, w zeszłym roku próbowaliśmy je obaj z ojcem objąć, ale mimo że wyciągałem ile sił moje ramiona, brakowało jeszcze jakieś dziesięć centymetrów, żeby nasze palce zetknęły się.
Może ojciec chce, żebyśmy znowu spróbowali objąć pień? Ale nie mogłem przecież proponować takich głupstw teraz, kiedy miałem inne, ważniejsze rzeczy na głowie.”

Chłopięce zabawy, wielkie przyjaźnie, pierwsze wspólne doświadczenia młodziaków, którzy dopiero zaczynają żyć. Świat w opowieściach Kornela Filipowicza to zdecydowanie męska rzeczywistość nawet jeśli poprzetykana kobiecą nutą. Ojcowskie rady, synowskie nieporozumienia, relacje stare jak świat, wciąż na nowo inspirujące, powielane pokolenia po pokoleniu, a mimo to wciąż swoiście odświeżające, grające na ludzkiej duszy.

Przeczytajcie: „Nemezis”, „Mój ojciec milczy”, „Jak dmuchawiec”.

PIĘKNO I SPRAWY PRZYZIEMNE

„Usłyszałem od staruszki, że życie jest w ogóle mieszaniną poezji i prozy, uczuć i interesów, czyli piękna i spraw przyziemnych, i że świat na pewno i mnie, pisarzowi, nie oszczędził tej gorzkiej prawdy.”

Listopadowe kwiaty na czereśniowym drzewie, skradziony uśmiech, wspomnienie zabaw dzieciństwa. Ktoś idzie do sklepu, ktoś rozwiesza pranie, a ktoś inny parzy poranną kawę w imbryku. Ta zwyczajność taka codzienna, swojska, „nasza”, niby szara i nic nieznacząca, a jednak widziana oczami pisarza, opisana jego słowami – piękna i niemal magiczna w swojej prostocie. Las pachnący, strumyk niedaleki, snujące się mgły wieczorną porą… Przyroda, niczym chwila wytchnienia, na przemian przenika się tutaj z miejskim gwarem, z chaosem ulic i osiedli. Nienawiści i rodzinne niesnaski. Tęsknoty i żale. Radości i rozpacz. Do tego miłości jak z legend. Kochankowie na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, legendy za życia i po śmierci, niczym osiedlowi Romeo i Julia, w innych okolicznościach.

Przeczytajcie: „Decydujcie się, moi kochani, czyli o miłości rodzinnej”, „Moja kochana, dumna prowincja”, „Stałość uczuć”, „Dziewczyna z lalką, czyli o potrzebie smutku i samotności”.

W prozie Kornela Filipowicza można się zakochać. W harmonii słów, w jej niespiesznym tempie, w przejmujących emocjach, które sączą się z kart kolejnych opowieści. Subtelne, delikatne, każde z opowiadań „Mojej kochanej, dumnej prowincji” zawiera w sobie nieukojony smutek, nostalgię wpisaną w fabułę, refleksję o ludzkiej naturze. Tęskno robi się na sercu podczas lektury. Często smutno. Miejscami nieswojo. Czytelnik otrzymuje doskonałe, dopieszczone w każdym względzie miniatury, maleńkie uchwycone światy, zaklęte momenty, które mogły się komuś, gdzieś, kiedyś przytrafić. Migawki z innego świata, innego czasu, niby innej, a tak bliskiej nam epoki. Perełki polskiej literatury.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem ZNAK. ❤

**Zapraszam na filmik i ROZDANIE!

2 thoughts on “„Moja kochana, dumna prowincja. Opowiadania” Kornel Filipowicz – recenzja

  1. Izabela pisze:

    Cześć 😂
    Od niedawna zaczęłam ogladać twoje recenzje i mam takie pytanie jak osoba, która wygrała rozdanie, zostaje o tym poinformowana? Jeżeli gdzieś to powiedziałaś, a ja tego nie wyłapałam, to serdecznie przepraszam.
    Życzę miłego dnia 😘

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s