Site icon Wielki Buk

Bezsenne Środy: „Bestia” Guy N. Smith – recenzja

Bombla_Bestia

Legendy o potworach czających się w czeluściach ziemi zdają się dodawać ludzkości skrzydeł. Takie historie, opowiadane przy ogniskach od setek lat, szeptane od wieków i przekazywane z pokolenia na pokolenie działają na masową wyobraźnię, przechodząc płynnie do dzieł kultury. Dinozaury ukryte w amazońskiej dżungli, śnieżny Yeti krążący między górskimi szczytami Himalajów, Chupacabra polująca po meksykańskich pustyniach… To wszystko krąży w naszych żyłach, daje powód, by wierzyć, by szukać, by… bać się, gdy nieznany cień przemknie w ciemnościach za oknem. Czasami to tylko wiatr, czasami spanikowane zwierzę, a czasami to może być POTWÓR, bo czemu nie wierzyć w to, w co wierzy tak wielu z nas?

Tajemniczą istotę, która terroryzuje spokojny region angielskiej prowincji powołał do życia Guy N. Smith w jednej ze swoich ikonicznych powieści, czyli „Bestii” (oryg. „Slime Beast”), z 1974 roku.

Na brytyjskich błotach profesor Lowson prowadzi archeologiczne badania, mające udowodnić miejsce pochówku legendarnego skarbu króla Jana. Towarzyszą mu jego urocza siostrzenica Liz i przystojniak Gavin, którzy od pierwszych chwil mają się ku sobie i nie wahają się zbliżyć, kiedy tylko nadarzy się okazja. Wkrótce jednak sielankę badawczą przerwie odkrycie dziwnego legowiska, a w nim gigantycznego, jaszczuropodobnego potwora, pogrążonego w śnie. Nocną porą Błotna Bestia powstanie, by ociekając śluzem siać strach pośród okolicznych mieszkańców i wywołać gorączkę zdobywcy u profesora Lowsona.

Do „Bestii” możemy podejść na dwa sposoby. Po pierwsze, możemy czytać ją całkowicie na poważnie, podejść do lektury jak do wysokiej klasy horroru znanego i uwielbianego pisarza, jakim jest Guy N. Smith. Tylko w takim wypadku może się okazać, że to wcale nie jest na tyle satysfakcjonująca lektura, jak byśmy sądzili, bo brakuje jej wielu istotnych aspektów. Jednak, aby nie ominęła nas literacka zabawa, jaką serwuje nam „Bestia” warto najpierw nabrać pewnego dystansu i spojrzeć na powieść Smitha jak na intrygujący film grozy oscylujący na pograniczu klasy B i C, sprzed lat, nieco teatralny i mocno naturalistyczny. Nie można również zapomnieć, że „Bestię” wydano w latach 70., co nadaje jej posmaku Scooby Doo dla dorosłych, pełnego uproszczonych dialogów, równie uproszczonych relacji międzyludzkich, seksualnych aluzji i bezpośrednich zagrywek, a w końcu samego potwora, który wyłania się pośród smrodu i ciągnącego śluzu.  Paradoksalnie właśnie takie spojrzenie na lekturę daje ostatecznie moc frajdy i sprawia, że „Bestia” okazuje się być powieścią zabawną, lekko obrzydliwą i fascynującą jednocześnie. W końcu nigdy nie dowiemy się, czym ta bagnista istota była naprawdę, a Guy N. Smith pozostawia nam szerokie pole do popisu wyobraźni, przynajmniej do chwili, gdy nie sięgniemy po kontynuację tej opowieści.

„Bestia” Guya N. Smitha uraduje koneserów tych nie do końca poważnych horrorów, w których prześladowcą jest potwór, bestia, tajemnicza kreatura o niecnych zamiarach, gdzie legenda ożywa i wszystko może się zdarzyć. To groza nieco innej epoki, ery disco, szwedów i rozciągliwych golfików, gdzie nawet spowite mgłą bagna nie mogą zepsuć dobrej zabawy.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo Błotna Bestia nadchodzi! Człap, człap, człap…

*Ciekawostka: podobno w Kanadzie ruszyły prace nad  scenariuszem do ekranizacji „Bestii”!

Exit mobile version