„Czas burzy” Adrian Grzegorzewski – recenzja

To może być wspomnienie naszych babć i dziadków. To może być powrót do prawdziwych rodzinnych tragedii. To może być cudzy koniec świata, dramat drugiego człowieka. To przecież mogło się wydarzyć, bo ci ludzie, o innych twarzach, innych sercach, istnieli naprawdę. Mniej melodramatyczni, to z pewnością, mniej tragiczni, bo rzeczywistość nawet najbardziej rozpaczliwa naznaczona jest swoistym milczeniem. Mniej rzucający się w oczy. Ale istnieli. Druga Wojna Światowa jak na wielki konflikt międzynarodowy przystało, zostawiła po sobie potrzebę równie wielkich opowieści. Pełnych bohaterskich czynów, niemożebnych wyborów, potwornych czynów i niefortunnych poświęceń. Te prawdziwe kryją się wciąż w skromności tych, którzy byli ich świadkami. Nie iskrzą się, ale jak widmo snują za tymi, którzy wciąż pamiętają. Jedni o nich opowiedzą, inni zabiorą do grobu Ale od czego mamy literacką fikcję?

Adrian Grzegorzewski zatraca się w polskiej historii tamtego okresu, snując swoją przejmującą opowieść o miłości, o poświęceniu i walce o wolność w kontynuacji losów trójki bohaterów znanych z Czasu tęsknoty nadszedł Czas burzy.

Rok 1943.

Po stracie ukochanego Janka, Marta Marciszyn, żołnierz Armii Krajowej i sanitariuszka polskich oddziałów, wraca do rodzinnej wsi Bedryczany. Znajduje swój dawny dom zajęty przez obcych, sąsiadów wybitych przez oddziały UPA i ukraińskie oddziały Gestapo, a kto przetrwał pogrążony jest w nieukojonym bólu i cierpieniu. Tymczasowe schronienie znajduje u Witalija, który sam stracił całą rodzinę w brutalnym ataku. Razem ruszają na poszukiwanie polskich wojsk, by po drodze dostrzec ogrom ludzkiej tragedii.

W międzyczasie w Warszawie rozstrzygają się losy Piotra Ochockiego, żołnierza wojska polskiego i jego ukochanej Swietłany Horodyło, Ukrainki wcielonej w szeregi polskiej partyzantki. Rozdzieleni przez los kochankowie bez szemrania wykonują rozkazy dowództwa i z dala od siebie pracują na rzecz Polski Podziemnej. Nie mają szansy na spotkanie aż do dnia, gdy podczas jednej z akcji Piotr zostaje wielokrotnie postrzelony, przypadkiem na oczach Swiety. Ta pogrąża się w przedwczesnej rozpaczy, a wojenna zawierucha nie pozwala zatrzymać się chociaż na chwilę. Jak potoczą się losy dwojga zrozpaczonych kochanków?

Opowieść o Swiecie, Janku i Marcie mogłaby być takim czyimś wspomnieniem. W końcu czas Drugiej Wojny Światowej kreował niezwykłe jednostki, budził odwagę w sercach tych, których trudno było dawniej o to podejrzewać. Rodziły się zakazane uczucia, których nawet cudze okrucieństwo nie mogło uciszyć, upadały ostatnie granice, kiedy miłość była najwyższym, jedynym i ostatnim dobrem. W tym czasie ludzie szybko orientowali się co tak naprawdę jest najważniejsze dorastali w mig, skonfrontowani z tragediami, ze zbrodniami niewyobrażalnymi dla ludzkiego umysłu. Wojna zostawiała piętno, a im dłużej trwała, tym bardziej pogłębiała skazę, smutek, który został w świadkach tamtych wydarzeń na zawsze. Na zawsze zostały także głębokie blizny regionalne, po historycznych ranach, które jątrzą się do dziś i także dziś buchają krwią na wspomnienie dawnych wydarzeń.

Łatwo byłoby idealizować swoich bohaterów, a jeszcze łatwiej idealizować historyczny moment, w którym przyszło im żyć i ginąć. Jednak Adrian Grzegorzewski daleki jest od tego zarówno Janek, Swietłana, czy Marta, pomimo oczywistej odwagi, pomimo gotowości do oddania życia za utrapioną ojczyznę, pozostają ludźmi pełnymi słabości, uwikłanymi we własne układy, bolączki serca, w świat, który wali się u ich stóp. A historia nie pozwala złapać oddechu. Rozerwany kraj pod okupacją nie może opędzić się od konfliktów domowych na wschodzie, od walk niepodległościowych, od rozpaczliwych prób przebicia się przez armie wroga napierające z każdej możliwej strony. Ścierają się tutaj dobro i zło i nie potrzeba dylematów moralnych mają jednoznacznie określone twarze.

Adrian Grzegorzewski napisał romans i powieść historyczną w jednym. Wojenny dramat z bezkresnym uczuciem w tle, które napędza bohaterów, które daje im nadzieję, lub tę nadzieję odbiera. To opowieść o szukaniu swojego miejsca w świecie, w którym co rusz obcy próbują to miejsce wyrwać z korzeniami. To historia walki o teraz i dziś, bo przeszłości już nie ma, a przyszłość może nigdy nie nastąpić. To opowieść o czasach chwały i upadku, lęku i wielkich niewiadomych. Ale także wiary, że pewnego dnia pioruny przestaną trzaskać, gromy walić z nieba i burza ustanie. Bo przecież nic nie trwa wiecznie.

O.

FABUŁA:

  • Kontynuacja losów trójki bohaterów Czasu tęsknoty.

TEMATYKA:

  • Druga Wojna Światowa, Wołyń, Polska Podziemna, Armia Krajowa, romans historyczny, historia Polski.

DLA KOGO?

  • Dla każdego spragnionego wojennych wrażeń i łapiących za serce opowieści.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem ZNAK Literanova. <3

Komentarz do: “„Czas burzy” Adrian Grzegorzewski – recenzja

  1. Gandalf napisał(a):

    Niesamowity tytuł, który Adrian Grzegorzewski – nie bójmy się tego określenia – napisał z wielkim rozmachem. Mocna i wywołująca pełen wachlarz emocji książka, która pozostała z nami długo, długo po tym, jak przerzuciliśmy ostatnią stronę.

Leave a Reply