„Najszczęśliwsza” Max Czornyj | Weekend z Polskim Kryminałem #3

Opowieść o człowieku uwikłanym w zbrodnicze okoliczności od jednego z najciekawszych młodych głosów polskiego kryminału i thrillera – „Najszczęśliwsza” Maxa Czornyja.

Czasami wystarczy jedynie przypadek. Niefortunny zbieg okoliczności. Zrządzenie pokrętnego losu. Niewinny człowiek staje się ofiarą i nic nie może z tym zrobić. Ktoś inny pociąga za sznurki, ktoś inny bawi się jego kosztem, a ten jest jak marionetka, jak trzcina na wietrze – tańczy, jak ktoś mu zagra i nawet nie jest tego świadomym. To straszny koncept. Bezlitosny i przerażający, bo teoretycznie może przytrafić się każdemu. A wtedy nie ma ucieczki, zawiłe mechanizmy zostały wprawione w ruch i pędzą na czyjeś zatracenie.  Na końcu można tylko szepnąć, że to wszystko gwiazd naszych wina i poddać się okrucieństwu przeznaczenia.

Dawid Kaster jest malarskim ewenementem, uwielbianym i rozchwytywanym artystą, którego prace aż proszą się o kolejne wystawy i wernisaże. Jednak przede wszystkim jest szczęśliwym mężem swojej pięknej żony Ilony. Niestety, do czasu. Pewnego wieczoru bańka ich małżeńskiej szczęśliwości pęka, kiedy Ilona zostaje brutalnie zamordowana. Jakby tego było mało, kobieta była w ciąży, a po tragicznych wydarzeniach morderca rozpoczął z Dawidem makabryczną grę. Po miesiącach i latach rozpaczy, życie Dawida powraca na zwyczajne tory, poznaje nową kobietę i wszystko wydaje się normalne, do momentu, kiedy przeszłość zaczyna powracać, a demony prawdy wyczołgiwać się na powierzchnię. Co wydarzyło się tamtego wieczoru?

W kryminalnych opowieściach z dreszczykiem Maxa Czornyja wyróżnia się niezmiennie bezpośredni i ostry jak brzytwa język fabuły. To pisarz, który potrafi przekraczać granice okrucieństwa (co udowodnił w serii z Erykiem Deryło), który niczego przed czytelnikiem nie ukrywa, ale stawia go w obliczu okrutnej prawdy i makabrycznej rzeczywistości. „Najszczęśliwsza” zaczyna się rozbryzgiem krwi i ta czerwień, ta głębia z najbardziej ukrytych arterii ciała wychodzi na wierzch i to w niej nurza się bohater, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Kiedy czytelnik doda do tego wszystkiego niepokojący koncept na temat wykluczania zbyt szczęśliwych – najszczęśliwszych – jednostek ze społeczności u człekokształtnych, który Czornyj przedstawia na pierwszych stronach powieści, to wszystko staje się jasne, ale co z tego, skoro tak bardzo przerażające?

„Najszczęśliwsza” nie wyprowadza z równowagi jak „Grzech” albo „Ofiara”, ale stawia czytelnika na krawędzi niewygodnej rzeczywistości. Z początku niektóre elementy fabuły zdają się być skrajnie przerysowane, nierealne  i przejaskrawione, by pod koniec, im bliżej finału, okazało się, że taki obrót sprawy wcale nie jest taki niemożliwy i wszystko może się wydarzyć, jeśli tylko okoliczności na to pozwolą. Max Czornyj nie ma pod tym względem sumienia, a tytuł jego powieści jest niczym makabryczny żart rzucony czytelnikom w twarz. NAJSZCZĘŚLIWSZA? Może, w innym świecie, w innym wymiarze, ale nie tutaj, gdzie istnieje naturalna eliminacja szczęścia.

Mocna lektura. Brutalna. Wyprowadzająca z równowagi. Max Czornyj już po raz kolejny udowadnia, że w tym właśnie jest najlepszy.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem FILIA. <3

Zajrzyjcie do recenzji „Grzechu” (TUTAJ) i „Ofiary” (TUTA)!

**Zapraszam na film! 

Komentarz do: “„Najszczęśliwsza” Max Czornyj | Weekend z Polskim Kryminałem #3

Dodaj komentarz