„Niewidzialni” Roy Jacobsen | „Dzieci z Bullerbyn” dla dorosłych?

Niewielka rodzinna wyspa Barrøy daleko na północnym morzu, która jest wszystkim i nikt nie może z niej uciec, nawet jej mieszkańcy – „Niewidzialni” Roya Jacobsena.

Pamiętacie „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren? Pewnie, że pamiętacie – to jedna z najbardziej wyjątkowych książek dzieciństwa, która łączy pokolenia i do dzisiaj zachwyca zarówno dzieciaki, jak i dorosłych. Powiązane ze sobą proste, niewyszukane opowieści, a w nich beztroska dzieciństwa, rodzinne dzieje, w tle szkolne chwile, baran na wyspie, magiczne miejsca, gdzie rosną poziomki… A gdyby tak pojawiła się obietnica Bullerbyn, ale w wersji dla dorosłych? Opowieść o rodzinie, równie prosta, równie surowa, tylko już nie tak dziecięca, nie tak sentymentalna, ale nostalgiczna, morska, pachnąca suszoną rybą, hucząca wiatrem z północy?

Na Wyspie Barrøy na dalekiej północy mieszka sobie kilkuosobowa rodzina – tata, mama, dziadek, ciotka i mała Ingrid, jedyne dziecko swoich rodziców. Wszyscy ci ludzie związani więzami krwi mieszkają tam z dziada pradziada, są właścicielami wyspy, a ona jest dla nich wszystkim. To twardzi, prości ludzie, którzy łowią ryby, hodują zwierzęta, walczą z morzem i robią wszystko, by utrzymać Barrøy. Niby nic się nie zmienia, niby rodzina Ingrid jest samowystarczalna, ale nie jest łatwo, bo życie w tak surowym klimacie, w tak niepewnych czasach bywa niemałym wyzwaniem. Także dla dzieci, które od małego uczą się jak przetrwać i pracować, jak szanować tę małą rodzinną społeczność. A Barrøy ich trzyma i nikt do końca nie może jej opuścić…

„Nie potrafi jednak powiedzieć głośno, że oczywiście nigdy nie opuszczą Barrøy, to się nie mieści w głowie, zwłaszcza teraz, kiedy Pierwszy Zimowy Sztorm już rzęzi umierający poza trzeszczącymi ścianami, człowiek jest wtedy wytrącony z równowagi i nie rozumie, że jeśli już raz zamieszkało się na wyspie, to nie można się z niej wydostać, że wyspa wszystkimi swoimi siłami trzyma to, co do niej należy.”

Wyspa Barrøy jest wszystkim dla swoich mieszkańców. Schronieniem, domem, obietnicą. Przeszłością i przyszłością, chociaż prości ludzie ją zamieszkujący myślą przede wszystkim o tu i teraz. Nikt nie rozmyśla o historii, ale o tym, jak przetrwać, jak przeżyć, jak nie zagubić się pośród sztormów. To wyspa, na której kaczki edendronki to święte ptaki, koty potrafi porwać orzeł, pokoje w domu mają swoje nazwy, natomiast cisza budzi zdziwienie i strach. Ciężka, fizyczna praca każdego dnia, każdego roku, lata mijają, niewiele zmian zachodzi wokół – ot, pojawia się przystań, Ingrid rośnie, koń znika pewnego dnia, pojawia się nowe dziecko, Ingrid idzie do szkoły, czas, by ojciec znów wypłynął w morze… Każdy członek rodziny jest praktyczny do granic możliwości, ich czynnościami kierują wyuczone, przekazywane z pokolenia na pokolenie rytuały związane z porami roku, z przemijaniem czasu. Są zrodzeni z ziemi i połączeni z nią. To ludzie, którzy upodobnili się do swojej wyspy, są jak Barrøy, utożsamiają jej istotę – samotni jak wyspa pośród archipelagu, osobni, a jednak przynależni do innych.

„Wyspiarz się nie boi, inaczej nie mógłby tu mieszkać, musiałby spakować dobytek i się wyprowadzić, stać się kimś takim jak wszyscy inni, mieszkający gdzieś w lesie albo w dolinie, a to by była katastrofa, więc wyspiarz jest ponury i sztywny, ale nie ze strachu, tylko z powagi.”

To, co łączy powieść Roya Jacobsena z powieścią Astrid Lindgren to umiejętność uchwycenia niewielkich, życiowych, niby zwyczajnych momentów i sprawienie, że stają się one niezwykłe, przynajmniej dla nas, oczarowanych codziennością Barrøy czytelników. To proste powtarzanie kolejnych czynności, jak suszenie ryb, oprawianie sieci, dojenie krów, robienie na drutach… Z perspektywy bohaterów „Niewidzialnych” to czynności zaprawione wyjątkowością, bo dzieją się tu i teraz dla nich, a my jesteśmy tuż obok, patrzymy na nich i przeżywamy każdą chwilę. Dostrzegamy również niedopowiedzenia, pytania, które wiszą między bohaterami, ich samotność, chociaż to samotność jednostek nierozerwalnych ze sobą. Widzimy potrzebę spojrzenia poza horyzont, narodziny nowej generacji, która czuje siłę, czuje moc płynącą z krwi i ciężkiej pracy swoich przodków. Oni może też nigdy nie opuszczą Barrøy, ale zaznaczą jej istnienie swoimi czynami.

„Niewidzialni” Roy Jacobsen, przeł. Iwona Zimnicka

„Niewidzialni” to prosta i piękna historia – melancholijna, nostalgiczna, miejscami tragiczna, miejscami zabawna, ot życie, uchwycone momenty, zwyczajne i niezwyczajne, takie, które trzymają czytelnika przy lekturze. „Dzieci z Bullerbyn” dla dorosłych? Tak. Dla mnie tak. To jedno z wyjątkowych odkryć literackich tego roku. Duży Buk.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim. <3

**Zapraszam na film!

Komentarze do: “„Niewidzialni” Roy Jacobsen | „Dzieci z Bullerbyn” dla dorosłych?

  1. Skryba napisał(a):

    A w sumie poczytałbym coś o suszeniu ryb. 😀 A tak serio: świetnie to brzmi. 🙂

Dodaj komentarz