Bezsenne Środy: „Las” Sharon Gosling – recenzja

"Las" Sharon Gosling, przeł. Mateusz Rulski-Bożek

Drzewa nigdy nie zapominają i nigdy nie wybaczają w przerażającej opowieści „Las” Sharon Gosling.

Wyobraź sobie stary dom w sercu lasu. Osamotnioną, niemal porzuconą rezydencję, z każdej strony otoczoną odwieczną, gęstą puszczą. Drzewa wydają się tutaj słuchać, patrzeć, obserwować każdy krok. Jakby żyły swoim własnym, leśnym życiem, tak odmiennym od tego ludzkiego. Jakby wiedziały o czymś, o czym nie wiedzą okoliczni mieszkańcy, jakby czekały na coś, co mogą dojrzeć tylko one. Pradawne, szeleszczące, szepczące między sobą dawno zapomniane zaklęcia.

„Las nie zapomina.
Las nie wybacza.
To nie jest koniec.
To dopiero początek.
Odbierzemy swój dług.”

Kilkunastoletni chłopak wyprowadza się z miasta, by zamieszkać z rodzicami na odciętej od świata plantacji choinek w Norrbotten na północy Szwecji. Jego rodzice porzucili dawne poukładane życie, by teraz zacząć od nowa w wielkim domu z każdej strony otoczonego lasem. Domu, który wydaje się być za duży dla trzyosobowej rodziny. Domu, w którym prym wiedzie milcząca, burkliwa gospodyni. Domu, którego mury przeżyły już niejedno, którego okna widziały zbyt wiele. W śnieżnej zawierusze rodzina będzie świadkiem dziwnych wydarzeń – a to niewytłumaczalnych wypadków, a to dziecięcej zjawy, która pojawi się znienacka, a to pieśni, która rozbrzmiewać będzie pośród drzew. Las wyśpiewał swoje ostrzeżenie

„Słuchajcie tej pieśni, szepczą drzewa. To dla was śpiewamy.”

Sharon Gosling stworzyła w swojej powieści gęstą i ciężką atmosferę wszechogarniającej leśnej głuszy, która nie przynosi ukojenia, nie daje spokoju, nie jednoczy człowieka z naturą, ale w zamian otumania go, osacza i atakuje jak drapieżnik przyczajony w ciemności. Całości w „Lesie” dopełnia zimowa aura północnej Skandynawii – dojmująca cisza, bolesna dla oczu biel, która rozciąga się całymi kilometrami i hipnotyzuje swoim ogromem. Tutaj surowy jest nie tylko klimat, ale także nieliczni mieszkańcy tego lodowatego zakątka. Jakby pozbawieni emocji, czujni, bacznie obserwujący otoczenie. Trudno się do nich zbliżyć i nie można im ufać, bo nigdy nie wiadomo, czy ich głos, nie przywoła tych, którzy czekają pośród drzew.

"Las" Sharon Gosling, przeł. Mateusz Rulski-Bożek
„Las” Sharon Gosling, przeł. Mateusz Rulski-Bożek

„Las” to horror z krwi i kości, który przeraża perfekcyjnie rozpracowanym tematem izolacji, atmosferą odosobnienia i świetnie rozpracowanym motywem skandynawskich legend. Sharon Gosling od pierwszych stron nadaje opowieści tajemniczego klimatu, a tym samym sprawia, że czytelnik rozgląda się nerwowo wraz z bohaterem, próbuje rozgryźć sekret przyczajony pośród drzew, a na każdym kroku towarzyszy mu uczucie narastającego niepokoju. Bo w Norrbotten nic nie jest takie jak być powinno, a wszelkie logiczne tłumaczenia kolejnych wydarzeń rozmywają się w konfrontacji z tym, co niepoznane, tym, co niesamowite, tym, czego nie tylko można się bać, ale czego obawiać się trzeba.

„A drzewa wciąż szepczą
I szepczą bez końca.”

„Las” to fenomenalna groza, zachwycająca na swój zimowy, leśny sposób.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo pieśń niesie się pośród drzew.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa. <3

**Zapraszam na film i na konkurs!

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Las” Sharon Gosling – recenzja

Dodaj komentarz