„Krwawa pomarańcza” Harriet Tyce – recenzja

Mroczne sekrety, rodzina na skraju upadku, kobieta, która walczy o siebie i innych w „Krwawej pomarańczy” Harriet Tyce.

Czasami można mieć wszystko, a mimo to – człowiek nie czuje się wcale szczęśliwy. Czuje podskórnie, że coś jest nie tak jak powinno być. Z takim uczuciem walczy Alison, doświadczona prawniczka, która co prawda właśnie dostała swoją pierwszą sprawę morderstwa, ale która każdy wolny wieczór spędza w pubie z kolegami lub ze swoim kochankiem, zamiast z kochającym mężem i córeczką u boku. Jej życie osobiste rozpada się w szwach, na dokładkę ktoś ją śledzi i zna jej sekret. Alison wie, że ten ktoś nie spocznie, póki nie zniszczy jej życia.

Sięgając po Harriet Tyce nie ma co liczyć na kilka zaczytanych spokojnych wieczorów. Jej „Krwawa pomarańcza” to jazda bez trzymanki, wciągająca lektura, która nie wypuszcza czytelnika ze swoich szponów. Być może to kwestia samej intrygi – wpadamy w kłęby rodzinno-zawodowych zawirowań Alison i czujnie śledzimy każdy jej krok. A być może to kwestia samej Alison, która jest tak blisko, niby wiemy o niej wszystko, a jednak wciąż nam coś umyka, gdzieś urywa się film, gdzieś zapada ciemność. Harriet Tyce zaskakuje, bo „Krwawa pomarańcza” to jej debiut, a pisze tak, jakby była już zaprawioną w boju autorką niejednego dreszczowca, niejednej niepokojącej powieści.

przeł. Jan Kraśko

Kto przepada za ciekawie skrojonymi thrillerami psychologicznymi, ten w „Krwawej pomarańczy” będzie miał prawdziwą ucztę. Z początku może się wydawać, że wszystkie karty są już na stole, ale Harriet Tyce zadbała o to, by ukryć kilka znaczących asów w pisarskim rękawie. Najmocniejszą stroną powieści są kobiece bohaterki – prym wiodą tutaj Alison na pierwszym planie, oraz jej klientka, oskarżona o morderstwo Madeleine Smith z wyższych sfer, która bryluje na planie drugim. Już dawno z takim zainteresowaniem nie śledziłam losów postaci, tak bardzo nie kibicowałam głównej bohaterce, by odkryła prawdę i sprawcę swoich nieszczęść. Tess Gerritsen woła z okładki, że „nie mogła się doczekać, co będzie dalej” i przyznam się, że ja razem z nią. Jest tutaj wszystko, co przyciągnie wielbicieli dreszczowców psychologicznych – zbrodnia, obsesja i zemsta o smaku krwawej pomarańczy.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Krwawa pomarańcza” Harriet Tyce – recenzja

Dodaj komentarz