„Łazarz” Lars Kepler – recenzja

Potwór z przeszłości powraca z martwych w siódmym tomie opowieści kryminalnej o byłym komisarzu sztokholmskiej policji Joona Linna spod pióra pewnego szwedzkiego małżeństwa, które ukrywa się pod pseudonimem Lars Kepler. Wstrzymajcie oddech – nadchodzi „Łazarz”.

W jednym z mieszkań w Oslo dochodzi do makabrycznego odkrycia. Ofiarą zwyrodniałej zbrodni okazuje się być… inny przestępca, znany profanator zwłok, który w swojej zamrażarce ukrywał kolekcję trofeów. To nie jest pierwszy tego typu przypadek, bo w różnych miejscach w Europie dochodzi do podobnych zbrodni na innych przestępcach. Były komisarz sztokholmskiej policji Joona Linna wpada na pewien trop i jest w stanie powiązać wszystkie zabójstwa. Jednak jego teoria okazuje się tak nieprawdopodobna, że nikt nie chce w nią wierzyć, aż do momentu, gdy jest już za późno. Potwór z przeszłości powrócił.

przeł. Maciej Muszalski

Jak można być tak okrutnym? Jak można być tak sadystycznym względem swoich bohaterów? Ano można, co udowadnia duet Larsa Keplera wspinając się na szczyt potworności, sprawiając, że czytelnicy wstrzymują oddech z przerażenia. „Łazarz” to powrót do śledztwa sprzed lat, do bestii w ludzkiej skórze, bezwzględnego zwyrodnialca, który jak tytułowa postać z Biblii – powstaje z martwych. Podejrzewam, że taki zabieg fabularny w wielu przypadkach wydawałby się naciągany, wywleczony na siłę, ale nie u Larsa Keplera. Tu liczy się każdy szczegół, każde wspomnienie, a wszyscy bohaterowie postawieni są w stanie gotowości, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, co przyjdzie im przeżyć, za co przyjdzie im zginąć.

Jeśli miałabym podsumować „Łazarza” w jednym sformułowaniu, to napisałabym tylko – uczta okrucieństwa. Lars Kepler nie owija w bawełnę. Jego morderca, ten, który powraca z martwych, znęca nad swoimi ofiarami w taki parszywy sposób, że niszczy ich wnętrze, sprawia, że na końcu pozostają z nich jedynie puste skorupy. Śmierć ofiary jest skutkiem ubocznym jego wyrafinowanego planu. Trzeba mieć nie lada wyobraźnię, żeby powołać taką postać do życia – postać na miarę Hannibala Lectera, Patricka Batemana, mordercy Czwartej Małpy… Teraz on dołącza do tej galerii zwyrodnialców.

Jeśli znacie serię kryminało-dreszczowców Larsa Keplera, to „Łazarz” Was nie zawiedzie jako kontynuacja. A kto dopiero zaczyna przygodę z tym autorskim duetem, ten może sięgnąć po „Łazarza”, jeśli nie obawia się spoilerów, bo warto.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim. <3
**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarz do: “„Łazarz” Lars Kepler – recenzja

Dodaj komentarz