„Furia” Robert Ziębiński – recenzja

Historia twardzielki, którą dogoniła przeszłość, czyli krwawa, bezkompromisowa, cudownie przerysowana „Furia” Roberta Ziębińskiego.

Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się,
czy dobrze jest czy może jest, może jest już źle,
spokoju się spodziewać, czy też przejść,
czy szukać jej, czy jej z oczu zejść.

Jerzy Połomski miał rację – z kobietami to nigdy nic nie wiadomo, niczego nie można być do końca pewnym i w tym przypadku Kalina jest amalgamem kobiecości. Bo pod każdym innym względem mogłyby pojawić się wątpliwości. Na co dzień Kalina jest polonistką, nauczycielką w liceum, która przybyła znikąd do miasteczka na prowincji. Nikt nie wie, że przy okazji uwodzi nastoletnich chłopców, potrafi bić się jak niejeden podgolony zakapior i nie zawaha się nawet zabić. Kiedy ktoś morduje jej młodziutkiego kochanka, w miasteczku zwanym Kościanem Dolnym rozpętuje się piekło. A do Kaliny jak lawina powraca przeszłość.

Kim ty kurwa jesteś? To pytanie-klucz, które snuje się za bohaterką naszej książkowej furii. Pragnie zemsty, woła o sprawiedliwość, karze wszelką nieprawość, a robi to w iście demonicznym stylu. Kalina musi wyjść z cienia, musi opuścić bezpieczną kryjówkę i na nowo stawić czoła zagrożeniu, przed którym tym razem już nie będzie ucieczki. Robi to w sposób widowiskowy, roztańczony, bezbożnie rozkoszny. I czerpie z tego przyjemność. W tej powieści nie ma głaskania po łapkach. Dostanie się wszystkim, bo rozpędzona zemsta nie wybiera.

„Zbyt długo już tu mieszkałam, żeby nie wiedzieć, że ludzie w małych miasteczkach boją się zmian. I jak ognia unikają sytuacji, które mogą zaburzyć ich stan błogiego spokoju. Solidarność jajników dobrze wygląda na obrazkach. Ale w realu sprowadza się często do zajmowania takiej pozycji, która zapewni komfort.”

Robert Ziębiński nie cacka się – „Furię” wypełnia przemoc i gwałt, tutaj jak na ringu stają w szranki najsilniejsi z silnych, wybrańcy podziemi. Cała reszta to tylko płotki, szare tło dla porachunków, dla mafijnych rozgrywek, które feerią krwistych barw rozbryzgują się na kolejnych stronach powieści. Akcja pędzi naprzód, przeszłość wypełnia luki teraźniejszości, a gdy w końcu czytelnik otrzymuje pełny obraz wydarzeń, to nie dziwi go już nic. Jest przygotowany na największą możliwą rzeź, na każde możliwe zakończenie.

„Furia” czerpie inspiracje prosto z filmów i filmem sama mogłaby się stać – trochę tu „Pulp Fiction”, trochę „Johna Wicka”, trochę „Polar”. Miłośnicy przerysowanych sensacyjnych opowieści i niegrzecznych dziewczynek będą uszczęśliwieni.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki. <3

**Zapraszam na konkurs i na film!

Komentarze do: “„Furia” Robert Ziębiński – recenzja

  1. kasia napisał(a):

    Jako fanka wszystkich filmów, które wymieniłaś chyba się nie będę powstrzymywać

  2. Emilia Kubik-Bobrowska napisał(a):

    Nie mój klimat, ale idealny dla taty, na pewno będzie zachwycony 😉

Dodaj komentarz