„Czterdzieści minus” i „Czterdzieści plus” Katarzyna Kostołowska – recenzja

„Czterdzieści minus” i „Czterdzieści plus” Katarzyny Kostołowskiej to dwie kobiece opowieści obyczajowe o przyjaźni, wzlotach i upadkach, czyli prozie życia po prostu.

Poznajcie cztery przyjaciółki z Wrocławia: Anitę, Magdę, Aśkę i Karolę. Szukają księcia z bajki, próbują odmienić swoje życie, ratują upadające biznesy. Po prostu walczą o własne szczęście tak jak potrafią najlepiej. Ale nie jest łatwo, bo życie jak to życie – potrafi dać w kość i każdy boryka się z problemami. Dlatego też każda z nich – przed tytułową czterdziestką i już po tytułowej czterdziestce – będzie musiała pokonać własne słabości i wreszcie stawić czoła nie lada wyzwaniom, które czekają na każdym zakręcie. Dla jednej będą to demony przeszłości, dla innej trudy codziennej pracy, dla kolejnej rodzinne perypetie… Jednak w sobie i w swojej przyjaźni odnajdą wsparcie, nadzieję i wreszcie siłę, by nigdy się nie poddawać.

Powieści obyczajowe mają to do siebie, że kondensują całe życie w kilkuset stronach. Ze wzlotami i upadkami, narodzinami, chorobami, śmiercią, małżeństwami, rozwodami… Z prozą codzienności po prostu. Bohaterki Katarzyny Kostołowskiej od samego początku zmagają się ze wszystkim tym, z czym może zmagać się współczesna kobieta. Z czym zmagają się Polki dzisiaj, tu i teraz. Jej powieści poruszają problemy, o których często nie mówi się na głos, a one nie wstydzą się dywagować i rozwodzić się nad nimi bez względu na to, czy jest poprawne politycznie czy nie. Ot, dzielą się swoimi rozmyślaniami i szukają rozwiązań. Wszystko to z babskim, szczerym i prawdziwym humorem i co najważniejsze – w naszych polskich warunkach.

„Czterdzieści minus” i „Czterdzieści plus” Katarzyny Kostołowskiej czyta się tak jak „Dziennik Bridget Jones” Helen Fielding albo „Seks w wielkim mieście” Candace Bushnell – lekko, przyjemnie, z prawdziwą przyjemnością, bez zobowiązań. Łatwo w bohaterkach odnaleźć cząstki siebie, można rozpoznać podobne historie, bliskie tragedie i rozterki. Autorka uniknęła przerysowania, a w zamian wykreowała postacie autentyczne w każdym calu. Do tego Wrocław, który jawi się niczym filmowe miasto, w którym wszystko jest możliwe, a jednocześnie, które stanowi azyl dla zbolałych kobiecych dusz.

Do czytania jednym tchem, do śmiechu i do łez, dla babeczek przed i po przekroczeniu magicznej granicy czterdziestki. Obyczajówki idealne.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Grupą Wydawniczą Publicat. <3

**Zapraszam na film i na konkurs!

Dodaj komentarz