„Koniec samotności” Janusz Leon Wiśniewski – recenzja PATRONACKA

Do rąk stęsknionego czytelnika trafia kontynuacja „Samotności w sieci”, powieści-fenomenu, która niemal dwadzieścia lat temu sprzedała się w ponad milionowym nakładzie – „Koniec samotności” Janusza Leona Wiśniewskiego.

Kuba i Nadia poznali się przypadkiem, na całkowitym odludziu, w klasztorze, gdzie on zakładał sieć internetową, a ona rekonstruowała zabytkowe zabudowania. I tak zaczęła się ich miłość  – uczucie pełne czułości, wzajemnego zrozumienia, małych gestów i rytuałów. Oboje wydają się być dojrzali ponad swój wiek, wrażliwi, gotowi, by oddać się drugiej osobie. On po sercowych przeżyciach, a ona po rodzinnych tragediach. Wkrótce w ich życiu pojawi się pewna książka, która dość niespodziewanie rozgrzebie przeszłość rodziców Kuby, by w końcu wyjawić ukryte w sercach tajemnice. Teraz już wszystko wskoczy na swoje miejsce, a puste miejsca tej historii odnajdą swoje uzupełnienie.

„Samotność w sieci” należy do tych tytułów, które albo czytelnicy kochają nad życie, zafascynowani przekazują sobie z rąk do rąk, lub, pisząc oględnie, unikają jak ognia i omijają szerokim łukiem. Jedno jest pewne – to tytuł, wobec którego niewielu pozostało obojętnymi. Od premiery minęło jednak niemal dwadzieścia lat, świat poszedł do przodu, rozwój technologiczny ruszył z kopyta. Zamiast poczciwego ICQ, wykorzystywanego przez bohaterów „Samotności w sieci” , dzisiaj do dyspozycji mamy dziesiątki aplikacji, a dzięki mediom społecznościowym możemy wyśledzić niemal każdego, kto tak jak my ma internet. To dlatego uczucie nowych bohaterów „Końca samotności” jest być może tak analogowe, urocze w swojej prostocie. O ile „Samotność w sieci” ukazywała dwoje dojrzałych ludzi na rozstajach swoich dróg, miłość na odległość, poprzez słowa, miłość niemal niemożliwą, to „Koniec samotności” pokazuje nam młodzieńcze uczucie tu i teraz, jak najbardziej realne, namacalne. Kuba i Nadia chociaż muszą się na jakiś czas rozstać i słowa też ratują ich związek, to jednak zaczynamy tę opowieść w ich łóżku, obserwując ich spełnienie, ich bliskość, ich codzienność. To, co pozostaje, to delikatność tej opowieści, bogactwo emocji, zgłębianie rodzącej się miłości i wzajemnej fascynacji.

Czy „Koniec samotności” to kontynuacja „Samotności w sieci” czy może zupełnie nowa historia, zupełnie nowi bohaterowie, nowa opowieść? By nie zepsuć nikomu przyjemności z lektury, zdradzę jedynie, że przed czytelnikiem faktycznie rysuje się nowa historia, nowe młode pokolenie, inna para zakochanych, ale ich opowieść sprytnie zawraca do przeszłości. Janusz Leon Wiśniewski nie mógł wymyślić  lepszej opowieści, która nawiązywałaby do „Samotności w sieci”, która na nowo przypomniałaby o uczuciu tamtej pary. Znów porusza serce opisami czułości, wzajemnej miłości, znów zaskakuje czytelnika, ale robi to delikatnie, tak jak tylko on potrafi. Stworzył piękną historię miłosną dla nowego pokolenia, a jednocześnie zachęcił, by sięgnąć po poprzedni tytuł.  Warto zaznaczyć, że „Koniec samotności” można traktować jako sequel albo prequel, co jest idealne dla tych, którzy „Samotności w sieci” nie znają. Nie trzeba czytać po kolei, ale tak jak ma się ochotę, bo wszystko wyjdzie na jaw, wszystko się wypełni w swoim czasie.

Czy powieść „Koniec samotności” stanie się tak kultowy jak jej poprzedniczka? Czas pokaże, chociaż nastała już inna era, nowa epoka. I myślę, że nie będzie już takich internetowych miłości, ani takich literackich fenomenów.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Wielka Litera. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Koniec samotności” Janusz Leon Wiśniewski – recenzja PATRONACKA

  1. tanayah napisał(a):

    Ja jestem w tej grupie, dla której „Samotność w sieci” była przesłodzona, groteskowa wręcz i wydumana, ale fakt, to był taki wydawniczy hit, że znać należało i nie można było pozostać obojętnym 😀 A Janusz L. Wiśniewski wciąż ma wielu fanów (wiele fanek?), którym jego opowieści trafiają do serducha, a to chyba dla pisarza największa nagroda 🙂

  2. Elżbieta napisał(a):

    „Samotność w sieci” to było coś za mojej młodości… Wymieniałyśmy się z koleżankami jednym egzemplarzem, omawialiśmy swoje odczucia. 🙂 Dzisiaj już chyba tak mnie do tej książki nie ciągnie, ale może przekonam się czy niektóre z tych uczuć powrócą przy lekturze kontynuacji. 🙂

Dodaj komentarz