„Dwanaście żywotów Samuela Hawleya” Hannah Tinti – recenzja PATRONACKA

Nietuzinkowa opowieść o ojcowskiej miłości, o dorastaniu i o tym, do czego zdolny jest człowiek, w powieści amerykańskiego gotyku – „Dwanaście żywotów Samuela Hawyleya” Hanny Tinti.

Loo od dziecka spędza życie w drodze, nigdzie jak dotąd nie zagrzała miejsca. Wraz z ojcem przemierzają Stany Zjednoczone, by w końcu, po latach tanich moteli i przydrożnych barów osiąść w Olympus, w Stanie Massachusetts, rodzinnym mieście jej matki. Matki, która umarła w tajemniczych okolicznościach, gdy Loo była jedynie niemowlęciem. Ojciec dziewczyny, małomówny Samuel Hawley, wciąż pielęgnuje pamięć o ukochanej żonie, ale nigdy o niej nie opowiada, nie zdradza też swoich sekretów. A dorastająca, zbuntowana Loo zaczyna być ciekawa, kim była jej matka i jakie tajemnice kryją się w jej przeszłości. W ich odkryciu pomoże jej historia dwunastu kul, dwunastu blizn i dwunastu wspomnień Samuela Hawleya.

przeł. Andrzej Goździkowski

Do czego zdolny jest rodzic, by chronić swoje dziecko? Co zrobi, by nigdy nie musiało zapłacić za błędy jego przeszłości? O tym właśnie jest „Dwanaście żywotów Samuela Hawleya” – o poświęceniu, o głębokiej miłości, ale także o dorastaniu w cieniu ogromnej przemocy, przed którą próbujemy sie ukryć. Ta przemoc przenika płynnie powieść Tinti i sprawia, że czytelnik, podobnie jak jej bohaterowie, zdaje się siedzieć jak na szpilkach, w oczekiwaniu na kolejne wydarzenia. To napięcie napędza całą historię i przypomina o nadchodzącym zagrożeniu. O zagrożeniu, które jest jedynym pewnikiem w życiu Loo i jej ojca, a które w końcu nadejdzie, czy tego chcemy czy nie.

Przed czytelnikiem opowieść, którą trudno jednoznacznie zaklasyfikować, jak to bywa z opowieściami amerykańskiego gotyku. W „Dwunastu żywotach Samuela Hawleya” mieszają się ze sobą elementy dreszczowca, sensacji i opowieści o dorastaniu, a wszystko to spowite swoistym mrokiem, który nadaje tej specyficznej atmosfery, którą łatwiej jest poczuć podczas lektury niż opisać słowami. Urzeka tu jednak opowieść o odpowiedzialności, o rodzicielstwie, a także sama historia Samuela Hawleya, która objawia się w kolejnych odsłonach, w kolejnych wybranych rozdziałach, a które demaskuje jego przeszłość i niebezpieczeństwo, jakie za nim podąża. Wisienką na torcie jest tutaj styl pisania Hanny Tinti – to nie jest prostacka proza, ale dopracowana, wysmakowana opowieść, która snuje się niespiesznie, między ojcem a córką, między przeszłością a teraźniejszością.

„Dwanaście żywotów Samuela Hawleya” to opowieść nietuzinkowa, ale również do cna amerykańska, bo nigdzie indziej taka historia nie mogłaby powstać, nigdzie indziej nie miałaby racji bytu. Piękna, krwawa, brutalna. Warto!

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Papierowy Księżyc.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Dodaj komentarz