Site icon Wielki Buk

Bezsenne Środy: „Zamieć” Gabriel Dylan – recenzja

Na przekór wiosennej aurze za oknem, tę Bezsenną Środę spędzimy na ośnieżonych górskich szczytach. Czas przeżyć „Zamieć” Gabriela Dylana. –

To miała być wyjątkowa szkolna wycieczka pośród alpejskich krajobrazów. Grupa brytyjskich dzieciaków, kilku opiekunów i instruktorzy narciarstwa, wszyscy zamknięci w pensjonacie z dala od cywilizacji. A teraz nadchodzi zamieć. Zamieć, której miejscowi nie widzieli od lat. Ale czegoś się obawiają i uciekają z wioski w popłochu. Gdy nadchodzi noc, a razem z nią śnieżna zawierucha – potworna tajemnica wychodzi na jaw. Czy dzieciakom uda się przetrwać?

W „Zamieci” jest wszystko to, co powinno być: odcięty od świata pensjonat, grupka zdezorientowanych dzieciaków i niezrozumiałe zagrożenie. A do tego sekret, który ma pazury, szerokie szczęki i ostre jak brzytwa zębiska.  Jest też napięcie, jest walka o życie i zaskakujący twist na końcu. W zimowej ciszy, pośród białych połaci śniegu można się wystraszyć, a pośród wiosennej aury na pewno można liczyć na klimatyczną lekturę.

Być może dla horrorowych wyjadaczy „Zamieć” będzie wydawać się poczciwa i przewidywalna, ale myślę, że dla początkujących w gatunku i dla młodszych czytelników okaże się smakowitym hororrowym wyzwaniem. Na pewno ma w sobie coś z komiksu „30 dni i nocy”– kto pamięta odcięte od świata alaskańskie miasteczko,  30 dni zorzy polarnej i wampirycznych przybyszy, którzy zrobili tam jatkę nie z tej ziemi, ten wie, co mam na myśli. Bardzo podobny zarys fabuły znajdziemy w „Zamieci”, ale Gabriel Dylan zadbał jednak o swój indywidualny styl i ten młodzieżowy sznyt, który całość w pewien sposób udelikaca.

„Zamieć” to świetna bezsenna zabawa, idealna dla tych, którzy z horrorem są już za pan brat i dla tych, którzy dopiero chcieliby rozpocząć swoją bezsenną przygodę.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo nadchodzi zamieć, a z nią… zęby.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Zielona Sowa.
**Zapraszam na film i na KONKURS!

Exit mobile version