„Pudełko w kształcie serca” Joe Hill – recenzja PATRONACKA

Po siedmiu latach powracam do debiutanckiej powieści Joe Hilla z prawdziwą przyjemnością! W Bezsenną Środę – „Pudełko w kształcie serca”. Dlaczego? Sprawa jest prosta – „Pudełko w kształcie serca”, chociaż było powieściowym debiutem” Hilla, do dziś pokazuje, jak wielki talent do snucia opowieści ma ten autor i naznacza ścieżkę, którą z czasem podążył w swoich kolejnych książkach.

PUDEŁKO W KSZTAŁCIE SERCA

Judas Coyne jest podstarzałym muzykiem rockowym, który lata popularności i sławy ma dawno już za sobą. Teraz odcina kupony od przeszłości, sypia z młodymi kobietami i jak na dawną gwiazdę przystało – pielęgnuje dziwne hobby. Jude kolekcjonuje… nawiedzone przedmioty. Przedmioty związane z okultyzmem i ze śmiercią. Kiedy przychodzi do niego propozycja zakupienia prawdziwego ducha, Coyle nie waha się ani chwili, tym bardziej, że cena jest jak najbardziej przystępna, a sama oferta stworzona jakby specjalnie dla niego. W pudełku w kształcie serca odnajdzie jednak mściwą istotę, która zrobi wszystko, by go zniszczyć.

CZY STRASZY?

Oj straszy, straszy pysznie, straszy tak, jak tylko Hill potrafi, sącząc lęk, dozując go, otulając nas nim niepostrzeżenie. „Pudełko w kształcie serca” to bardzo klasyczny horror, który swoje korzenie zawarł w tradycyjnych historiach grozy. Hill czerpie od najlepszych, w tym również od Lovecrafta, którego czuć intensywnie wzdłuż fabularnych wątków, zachowując jednak nowoczesny zamysł całości. Strach jest głównym spoiwem powieści – zarówno strach bohaterów przed śmiercią, przed nieuniknionym, jak również nasz czytelniczy strach przez nieznanym i potwornym, przed światem zmarłych i tym, co wychodzi „z drugiej strony”, a czego nie chcielibyśmy nigdy spotkać.

Od chwili, gdy pojawia się tytułowe pudełko, niczego już nie można być pewnym. Straszenie zaczyna się po cichutku, trochę za naszymi plecami, oczekujemy jednak, że za chwilę Hill uderzy w czytelnika z impetem i odbierze mu dech w piersi. Tego można być tutaj pewnym.

ZNAJOME NUTY

W opowieściach Joe Hilla wybrzmiewa znajoma nuta – czuć w nich namiastkę przeszłości i klasyki, słychać głosy sprzed lat, które odnaleźć można u Richarda Mathesona czy Raya Bradbury. Nie mogło zabraknąć tutaj motywów prosto z prozy samego Stephena Kinga. W „Pudełku w kształcie serca” znamienne jest umiłowanie do motoryzacji i tym samym nawiązanie do klasycznych powieści drogi, w których bohaterowie przemierzają kraj w poszukiwaniu odpowiedzi na najbardziej dręczące ich pytania.

Idąc tym tropem zauważymy równie znany motyw walki o własne, zagubione „ja”, pogodzenia się ze swoją przeszłością i błędami młodości. Powrót do lat młodzieńczych wyciąga na wierzch stare traumy, które nawiedzały bohaterów całe życie i w końcu, po latach, przychodzi możliwość ich zrozumienia i odpuszczenia dawnych win. Tym samym ich życie od nowa nabiera sensu, zyskuje nowy kierunek – są gotowi na poświęcenie i otwarci na miłość.

Wszystkie te motywy w „Pudełku w kształcie serca” są obecne, Hill jednak poobracał i wykorzystał je tak umiejętnie, że zebrane razem tworzą zestaw świeży i doskonały. Sprawdzony, a jednak wciąż zaskakujący, który sprawia, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej pragniemy siedzieć przy zapalonym świetle i z całą pewnością wolimy nie zgłębiać tajemnic kryjących się pod naszymi łóżkami, czy w odmętach szaf.

Przyjemnie było sięgnąć po Hilla raz jeszcze, przyjemnie było sobie przypomnieć tamten dreszczyk sprzed lat.

Przed Wami historia winy, poszukiwania i odkupienia w najlepszym możliwym wykonaniu.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo czuję ciężar dawnych win.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Pudełko w kształcie serca” Joe Hill – recenzja PATRONACKA

Dodaj komentarz: