
Zapraszam, zapraszam: to już ten czas! Książki na Halloween, książki na Dziady, na dni zmarłych i świętych.
„Hasi” i „Kachlok” Beata Skrzypczak
Piękna śląska groza, mroczne legendy, czarny jak pył węglowy realizm magiczny. Tym jest „Hasi” i tym jest kontynuujący opowieść „Kachlok”. Tytułowe HASI to stare osiedle robotnicze otoczone zwłokami starej zamkniętej kopalni. Już szykują się tam deweloperzy, ale osiedle nadal zamieszkują ludzie przywiązani do swoich domów, historii i sąsiedzkiej wspólnoty. A poza tym – tam straszy. To właśnie spod ziemi coś woła i kusi, a stawia temu czoła nowe pokolenie młodych, którzy już od dziecka byli spowici czarnym mrokiem. A czym jest „Kachlok”?
Tytułowy Kachlok to śląski piec kaflowy, miejsce, serce domu, serce rodziny, serce pamięci… Teraz kachlok to ostatnia ostoja zmarłych, bo osiedle stoi puste, gotowe do rozbiórki. Ale. W Hasi przeszłość nie zniknęła, a śmierć tu wcale nie oznacza końca istnienia. Spod ziemi wychodzą dawni mieszkańcy w postaci duchów, wycieruchów, zmor. Nie potrafią zostawić żywych w spokoju i torturują ich, zbierając siły do ostatecznej konfrontacji. Żywi mieszkańcy familoków mają jednak coś, o czym zmarli już zapomnieli – mają siebie.

To, co urzekło mnie zarówno w „Hasi”, a szczególnie w „Kachloku” to umiejętność Beaty do łączenia horroru i grozy z motywami o wiele bardziej znaczącymi. Jej opowieść to w gruncie rzeczy historia Górnego Śląska, jego skomplikowanej przeszłości, tożsamości mieszkańców i tożsamości kulturowej. Hasi staje się symbolem miejsc skazanych na zapomnienie w imię modernizacji, których wartość nie wynika z atrakcyjności architektonicznej czy ekonomicznej, lecz z ludzkich historii zapisanych w murach, przedmiotach i codziennych obyczajach. Duchy to po prostu przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć. Beata wykorzystuje śląski folklor, wierzenia ludowe i stylizowaną gwarę. Dzięki temu opowiada o społeczności, której tożsamość jest silniejsza niż zmieniające się granice, systemy polityczne i kolejne próby wymazania jej historii.
Ostatecznie, zarówno „Hasi”, jak i „Kachlok” przekonują, że prawdziwą odpowiedzią na horror nie jest przemoc ani zapomnienie, lecz solidarność, empatia i pamięć o tych, którzy odeszli. I taką grozę, taki horror chce się czytać.
Zachwyciłam się piórem Beaty, uważam, że rośnie nam współczesna gwiazda grozy, i nawet jeśli ona wciąż i uparcie będzie pisać też inne książki, sięgać po inne gatunki, to uważam, że to właśnie w horrorze jest jej miejsce. Coś pięknego.

„Victorian Psycho” Virginia Feito
W tym roku nie obejdziemy się bez wiktoriańskiej psychopatki, która tak się składa – jest guwernantką w pewnej odległej posiadłości. Tym razem to nie ona będzie się bać, ale sama stanie się śmiertelnym zagrożeniem dla swoich pracodawców, ich dzieci, a nawet ludzi wokół. Wyborna historia prawdziwego, nierafinowanego szaleństwa.
„Twierdza” Paul Wilson
Rumuńskie ostępy Transylwanii, samotna twierdza na zboczach gór i odwieczna walka dobra ze złem w czasach II Wojny Światowej. Do odległej, tajemniczej twierdzy na zboczach gór, pośród przełęczy i stromych urwisk, przybywa oddział nazistowskich niemieckich żołnierzy. Ich zadanie jest proste: przejąć twierdzę i stworzyć w niej jeden z przyczółków obronnych niemieckiej Rzeszy na sojuszniczych ziemiach Rumunii. Ale. Jest pewien szkopuł: w tej twierdzy nie są sami. I to nie twierdza, ale grobowiec. Genialne, pełne rozmachu i koszmarnej ciemności.
„Złamane dusze” Simone St James
Prywatna szkoła dla dziewcząt przed laty. Teraz rudera, która czeka na wyburzenie. Ale. Przeszłość wciąż krąży tam po korytarzach, po ogrodzie, po podwórzu… „Złamane dusze” mają nastrój tajemnicy, gotycką poświatę, okrutną tajemnicę i ten element, który złapie was za serce. Niejednokrotnie. Czytajcie.
„Wywiad z Wampirem Anne Rice
Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata… Tak może było za czasów Mickiewicza, ale u Anne Rice wampiry czerpią pasjami ze swojego wiecznego życia. Są piękni, są pociągający, są bardzo niebezpieczni. Mogą nienawidzić siebie, mogą szukać sensu w wieczności, mogą gonić śmierć, ale wciąż nie chcesz ich spotkać na swojej drodze. A mimo wszystko… Kusza jak diabli. Ta powieść to Nowy Orlean, to krew lejąca się wykwintnymi strumienia, to boski Lestat, który zahipnotyzuje cię w upalną, duszną noc. Kultowa!
„Zagłada Domu Usherów” Edgar Allan Poe
Historia śmiertelna. Historia tajemnicza. Złowieszcza. A przy okazji jedna z najlepszych poetycko-gotyckich opowieści grozy, jaka kiedykolwiek powstała. Dom Usherów odkrywa swoje mroczne tajemnice pewnej wietrznej, burzliwej nocy, pośród bagien, pośród mgieł Po kawałku pochłania swoich mieszkańców, zostawia ślad.
Bo warto czytać.
O.
Zapraszam Was razem z Gośćmi na YouTube:
