Wywiad z JAKUBEM MAŁECKIM

Moi Drodzy,

W ramach Wielkobukowego cyklu wywiadów zapraszam Was dzisiaj na rozmowę z jednym z moich najulubieńszych polskich pisarzy. Przed Wami:

JAKUB MAŁECKI

Fot. Tomasz Pluta

JAKUB MAŁECKI:

Dawniej bankowy biurwa, a dzisiaj tłumacz literatury oraz pisarz tzw. młodego pokolenia. Jego zbiór opowieści ślady był nominowany do Literackiej Nagrody NIKE, a sam Jakub jest laureatem Złotego Wyróżnienia Nagrody im. Jerzego Żuławskiego, nagrody Śląkfa oraz nagrody Książka Miesiąca „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”nominowany również do Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus”, nagrody im. Stanisława Barańczaka, oraz dwukrotnie do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Na swoim literackim koncie ma dziewięć powieści, w tym „Dygot”, „Ślady” oraz „Rdzę”, oraz opowiadania.

Olga Kowalska: Gdzie nie spojrzeć – w tym na Wielkim Buku – sypią się w Twoim kierunku pochwały, peany i nominacje do kolejnych nagród. Jak to jest być jednym z najbardziej wyczekiwanych polskich pisarzy?

Jakub Małecki: Rany, już przy pierwszym pytaniu się zaczerwieniłem. To jest oczywiście bardzo miłe i bardzo mnie cieszy, ale staram się do tego nie przyzwyczajać i ciągle powtarzam sobie, że za chwilę to wszystko się skończy. Sukces to jest bardzo ulotna sprawa, dlatego staram się po prostu robić swoje, może tylko z nieco szerszym uśmiechem niż wcześniej.

„Rdza”, podobnie jak „Dygot” i „Ślady”, to powieść nie tylko rewelacyjna, ale absolutnie unikatowa, a tym samym niełatwa do sklasyfikowania, jak cała Twoja twórczość. Nazywałam ją wcześniej takim odłamem realizmu magicznego, ale sama nie byłam z tego nazewnictwa zadowolona. Teraz przechodzę na „gotyk polskiej wsi”, ale chciałam zapytać Cię, jak Ty sam byś siebie zaszufladkował, gdyby ktoś przyłożył Ci do skroni pistolet i powiedział: samoklasyfikacja albo śmierć?

W tak dramatycznej sytuacji, z lufą u skroni, powiedziałbym chyba, że „Rdza” to powieść obyczajowo-psychologiczna. Wiesz, ja bardzo się staram pisać tak, żeby moich książek nie dało się właśnie tak jednym zdaniem określić. Taką literaturę ja sam lubię czytać, lubię dostać od książki po głowie w sposób, jakiego się nie spodziewałem.

Słyszałam kiedyś opinię, że jeśli jakiś pisarz wyszedł z niszy, np. z fantastyki, to musi napracować się dwa lub trzy razy bardziej, aby przebić się do tzw. mainstreamu. Czułeś jakiś opór czytelników lub krytyki? Próbowano zagonić Cię z powrotem do Twojego kąta?

Nie, ja nie miałem takiego problemu, bo nigdy nie podjąłem żadnej świadomej decyzji w stylu: „dobra, pisałem sobie wcześniej fantastykę, ale teraz koniec, będę tworzył literaturę wielką, aby wspominano o mnie w Wyborczej i w Polityce”. Fantastyka nie jest żadnym wstępem do poważnej literatury, ja zresztą, siadając do książki, nie zakładam sobie z góry, w jakim ona zostanie utrzymana gatunku, bo właśnie chcę, żeby ona była jakoś pomiędzy gatunkami, żeby facet w bibliotece mordował się przy niej, nie wiedząc, na jaką półkę ją wstawić. Dlatego też nigdy nie liczyłem na to, że zostanę dostrzeżony i była to dla mnie wielka niespodzianka.

W „Rdzy” tak jak w „Dygocie” i „Śladach” pojawia się pewien element magiczny, tajemniczy… Odnoszę wrażenie, że odczuwasz do niego pewną nostalgię. Czy tęskno Ci do czasów, gdy w naszej świadomości funkcjonowały wciąż lokalne legendy i przypowieści?

Bardzo lubię porządną literaturę, w której oprócz rzeczywistości jest czasem coś więcej, ale z drugiej strony, „Rdza” jest chyba moją najbardziej realistyczną książką. To wszystko, co opisałem, mogłoby wydarzyć się dokładnie w taki sposób. Wiesz, ostatnio ciągnie mnie właśnie do takiej magii normalnego życia – mama przypomniała mi parę dni temu historię, która wydarzyła się w naszej rodzinnej wsi, w Skibinie. Mieszkało tam stare małżeństwo, które żyło ze sobą z pięć dekad pewnie, i któregoś dnia rano żona zmarła. Po południu umarł też mąż. I do takiej niesamowitości codziennego życia właśnie ciągnie mnie teraz coraz bardziej.

Ostatnio w ogóle zauważam w polskiej literaturze wzrost znaczenia regionalności – proza pochodząca z Dolnego Śląska smakuje inaczej, niż ta z Warszawy, czy Pomorza. W Twoich powieściach również od razu wyczułam coś znajomego i dopiero od Ciebie dowiedziałam się, że pochodzisz z tych samych stron, co moja rodzina. Zauważyłeś, że spoglądasz na świat „po kujawsku”, czy to jedynie kwestia wykorzystania lokalnego folkloru?

Hmmm, to ciekawe, bo rzeczywiście ja też coś takiego dostrzegam, ale jeśli chodzi akurat o mnie, to wychowałem się i dorastałem w Wielkopolsce, a na Kujawy jeździliśmy z rodzinami tylko co parę tygodni na weekend. Myślę, że za ten klimat kujawski w moich książkach odpowiadają głównie rozmaite historie i opowieści, których nasłuchałem się przez całe życie od rodziców, kuzynów, dziadków i tak dalej.

Akcje swoich powieści osadzasz na konkretnym terenie, naznaczonym konkretnymi, historycznymi przeżyciami. Czy któreś doświadczenia bohaterów powieści bazują na wspomnieniach Twoich bliskich? Czy ktoś z Twojej rodziny podsuwa Ci fabularne pomysły, karmi kontekstem?

Prawie zawsze zaczyna się od jakiegoś prawdziwego zdarzenia, w którym sam uczestniczyłem, albo o którym tylko gdzieś usłyszałem. I zazwyczaj są to wydarzenia jakoś mi bliskie, które nie chcą mi wyjść z głowy. Myśląc o nich, oblepiam je szczegółami, dopowiadam sobie kontynuacje, aż w końcu robi się z tego pomysł na książkę. Zazwyczaj jednak zmieniam te historie tak bardzo, że wydarzenia opisane w ostatecznej wersji powieści nie mają już zbyt wiele wspólnego z tymi prawdziwymi.

A skąd tak właściwie wzięła się „Rdza”? Co było impulsem do jej napisania?

Impulsem były dwie historie, które usłyszałem jakiś czas temu i które ułożyły mi się w głowie w jedną całość. Chojny to prawdziwa miejscowość, mieszka tam obecnie mój brat, który opowiedział mi historię o dziecku i pralce. Ta scena tak długo za mną chodziła, że ostatecznie zrobiłem z niej niejako początek fabuły książki. Druga rzecz to bombardowanie Chojen. Spotkałem się z sąsiadką brata, która opowiedziała mi o tym, co przeżyła w 1939 roku jako kilkuletnia dziewczynka. I w ten sposób zaczęły się dwa główne wątki „Rdzy”.

Twoje powieści podszyte są konfliktem z losem i przeznaczeniem. Czujesz się fatalistą? Czy wszyscy jesteśmy jedynie liśćmi na wietrze?

Przede wszystkim, ja nie wierzę w przeznaczenie, fatum i tak dalej. Ludzkie życie – i każde inne również – pozbawione jest jakiegokolwiek sensu, poza samym życiem właśnie. Ale może to pozwala człowiekowi czasem bardziej cieszyć się z drobnych rzeczy. Z żony, z czekolady, z książek. Wszyscy umrzemy, co nie zmienia faktu, że lody o smaku cafe latte to jest absolutnie wspaniała rzecz.

Robert Frost powiedział kiedyś, że jeśli nie płacze pisarz, to nie płacze też czytelnik – a że w Twoich książkach powraca wciąż śmierć, tęsknota, echa wojny, to musiałbyś chyba ciągle chodzić z mokrymi oczyma. Da się pisać na te tematy bez popadania w melancholię?

Zdecydowanie się da. Ja w ogóle nie popadam w depresję podczas pisania swoich książek, przeciwnie, na co dzień jestem wesołym facetem. Sam się trochę temu dziwię, bo wydawałoby się, że pisząc takie smutne rzeczy, człowiek powinien tylko ryczeć i przeżywać nerwowe załamania, ale w moim przypadku tak nie jest. Być może wszystko, co we mnie smutne, zostawiam właśnie w powieściach.

Niektórzy pisarze skupiają się wyłącznie na tym, nad czym obecnie pracują, inni zaś zaczynają kilka projektów naraz. A jak to jest u Ciebie? Czy pisząc „Rdzę” skupiałeś się wyłącznie na niej, czy skakałeś też po innych projektach?

Ja zazwyczaj połowę dnia poświęcam na tłumaczenie jakiejś książki z angielskiego, a połowę na pisanie. Oczywiście to się czasami zmienia, ale zazwyczaj schemat wygląda właśnie tak. W przypadku „Rdzy” też było podobnie.

Ponoć, żeby być dobrym pisarzem trzeba być też dobrym czytelnikiem – uważa tak chociażby Stephen King. W Twoim przypadku jednak dochodzi do tego jeszcze trzeci filar: jesteś tłumaczem, więc kimś kto wchodzi i grzebie w cudzych tekstach. Czy ma to jakiś wpływ na to jak podchodzisz do pisania i z jakiej perspektywy spoglądasz na własną twórczość?

Wydaje mi się, że nie ma to większego wpływu, bo ja pisałem książki na długo przed tym, zanim zacząłem zajmować się również przekładami. Ale może się mylę – może siedzenie nad dziesiątkami różnych tytułów, przelewając je literka po literce z jednego języka na inny, buduje jakoś warsztat. Ale przyznam Ci się do czegoś. Najczęściej podczas tłumaczenia książek myślę sobie: „nie no, tak to w życiu bym nie chciał pisać”. Być może więc dzięki tłumaczeniu literatury popularnej wiem przynajmniej, w którą stronę sam nie chcę iść.

Odkąd tylko pamiętam, zawsze trwała mniejsza lub większa wojna o kształt kanonu literackiego. Pomijając całkowicie kwestie polityczne, czy jest taki tytuł, który Ty jako pisarz i jako czytelnik dorzuciłbyś do listy lektur obowiązkowych?

Dorzuciłbym Harry’ego Pottera, żeby dzieciaki, zamiast rzygać z nudów nad tomiszczami sprzed dwustu lat, poczuły, że książka to może być fascynująca przygoda.

Czy obmyślasz już koncepcję nowej opowieści? Możesz zdradzić nad czym teraz pracujesz?

Tak, zacząłem pisać nową powiesć. Będzie to, mam nadzieję, zupełnie inna rzecz niż moje ostatnie książki. Jej roboczy tytuł brzmi „Nauka latania” i jest to opowieść o młodej kobiecie, która pod wpływem niezrozumiałego początkowo impulsu dokonuje bardzo nietypowego porwania.

Zakończmy pytaniem, które zadaję każdemu: czy masz swojego Wielkiego lub Dużego Buka – książkę, którą uwielbiasz i stawiasz ponad innymi?

Mam mnóstwo swoich Wielkich Buków. Ale może wspomnę o tych, które ostatnio zrobiły na mnie największe wrażenie. To przedziwne „City” Alessandro Baricco, piękne i poruszające „Oberki do końca świata” Wita Szostaka oraz epickie „Niksy” Nathana Hilla, które właśnie ukazały się w Polsce.

Ślicznie dziękuję za rozmowę i poświęcony czas.

To ja bardzo dziękuję.

❗Kochani,

To jeszcze nie wszystko, bo zapraszam Was również na TRANSMISJĘ ROZMOWY, jaką miałam szansę odbyć z Kubą w ramach nowego cyklu spotkań autorskich PIERWSZE CZYTANIE w Bibliotece w Gdyni.

📽 Transmisję można obejrzeć: TUTAJ (klik! klik!)

Poważni ludzie i poważne rozmowy:

I nie zapomnijcie przeczytać CUDOWNEJ „Rdzy” – premiera 27 września w Wydawnictwie SQN. To  PATRONAT Wielkiego Buka i mój faworyt do najlepszego polskiej powieści tego roku.

Bo warto czytać.

O.

8 thoughts on “Wywiad z JAKUBEM MAŁECKIM

  1. Agata pisze:

    Bardzo fajnie wychodzą Ci te wywiady, bez zadęcia, jak normalne rozmowy z normalnymi ludźmi. Bo tak przecież jest, pisarze to też zwykli ludzie, a chyba często się o tym zapomina rozmawiając z kimś sławnym. Chociaż nigdy z nikim sławnym nie rozmawiałam 😉

  2. yvotsh pisze:

    Mam,. mam, mam. Od dziś już mam na kinderku ‚Rdzę’ 😉 radość i szczęście, ale… (zawsze jest jakieś ‚ale’). Czytanie ‚Rdzy’ zostawiam na sobotę, już się nie mogę doczekać ;D
    pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s