„Świąteczne marzenie” Amanda Prowse – recenzja

Świąteczna gorączka zaczyna się już na początku listopada. Konsumpcyjna uczta spasionych Mikołajów, pijanych reniferów, roześmianych rodzin z obłędem w oczach, których twarze na reklamach przypominają zdeformowane manekiny. Przydymione światełka, rozpalone kominki, choinki ociekające świecidełkami, a pod nimi stosy, ba, całe góry prezentów z najwyższej półki. Obok suto zastawiony stół, wszyscy najedzeni i szczęśliwi do nieprzytomności. Aż można przypadkiem uwierzyć, że wszyscy mamy takie Święta Bożego Narodzenia, że każdy z nas spędza je pośród ukochanych bliskich, otoczony bogactwem i wyrafinowaniem godnym królów. Gdzieś zanika zwyczajność i to, co najważniejsze ­– idea tego wyjątkowego, magicznego czasu.

O tym co najważniejsze w Święta przypomina Amanda Prowse,  pisarka, która zdaje się mistrzynią ciepłych, pachnących choinką opowieści ­i nie inaczej jest w jej „Świątecznym marzeniu”.„Zamknęła oczy i obiecała sobie, że kiedy dorośnie będzie taka jak ta pani z reklamy sosu. Będzie serwować swojej rodzinie pyszny świąteczny obiad i stawiać półmiski na czystym, białym obrusie. Będzie kupować wszystkim prezenty, o jakich zawsze marzyli, a po obiedzie bawić się w odgrywanie szarad, z krążącą między nimi puszką z czekoladkami Quality Street.”

Mała Meg od zawsze marzyła tylko o idealnych Świętach jak z obrazka. O kochających rodzicach, o szczęśliwej rodzinie, o wyczekiwanych prezentach. W zamian tułała się od rodziny zastępczej do rodziny zastępczej, czując się jak piąte koło u wozu i czekają na dorosłość. Niestety, dorosła Megan wciąż zmaga się z życiem – straciła ukochanego męża i teraz jedyne czego pragnie to odrobina prawdziwych Świąt dla jej ukochanego synka. Nie spodziewa się, że tej zimy los wreszcie się do niej uśmiechnie…

„Świąteczne marzenie” to perfekcyjna lektura na ten około świąteczny, grudniowo-zimowy czas. Kiedy z każdej strony jesteśmy bombardowani kolejnym gadżetem, który „musimy mieć!”, kolejnym bibelotem, który „odmieni nasze życie w te Święta!”, kiedy George Michael torturuje nas po raz tysięczny „minionymi Świętami” i swoim złamanym sercem w sercu zaśnieżonego Aspen, Amanda Prowse namawia, by zatrzymać się na chwilkę, rozejrzeć dookoła i przypomnieć sobie, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Pokazuje, że ten świąteczny czas bywa naprawdę magiczny, ale tę magię dostrzeżemy jedynie wtedy, gdy spadną nam klapki z oczu, gdy zbliżymy się do naszych rodzin, kiedy uwierzymy, że marzenia czasami mogą się spełnić.

W zeszłym roku polecałam Wam „Świąteczną kafejkę” (recenzja TUTAJ), a w tym roku powtórzę, że po „Świąteczne marzenie” powinni sięgnąć wszyscy czytelnicy spragnieni uroczych, pełnych nadziei współczesnych opowieści obyczajowych wypełnionych po brzegi bożonarodzeniową atmosferą, przedświątecznym ciepłem i tym wszystkim, co tworzy klimat prawdziwych Świąt, nie tylko komercyjną, pozorną wydmuszkę.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Kobiece. <3

**Zapraszam na filmik i na rozdanie!

Dodaj komentarz