„Dwór w Czartorowiczach” Monika Rzepiela – recenzja

Dziewczęce rozterki serca, rodzinne dramaty, polska rzeczywistość dworska w kilka lat po upadku Powstania Styczniowego na Podolu, czyli Monika Rzepiela po raz kolejny urzeka opowieścią romantyczno-obyczajową z wielką historią w tle w powieściach Sagi Polskiej „Dwór w Czartorowiczach” i „Dwór w Czartorowiczach. Nowe pokolenie”.

Cóż dramat okrutnych wojen, światowych bitew, wielkich powstań, gdy w sercu zew miłości, gdy młodość ma swoje prawa i prosi się, by korzystać ze słońca, z łąk umajonych, z romantycznych uniesień. Zresztą, dla młodych panienek wychowanych na odległych dworkach, gdzie krew i przemoc nie wdarły się siłą, a historia nie odbiła tak wielkiego piętna i nie odebrała wszystkiego, takie tematy to jedynie cudze wspomnienia, a tu miłość rozkwita pośród letnich upałów. Czas podjąć najważniejsze życiowe decyzje, czas dorosnąć i iść na swoje, stać się kobietą, kochanką, matką… Jak bohaterki powieści Moniki Rzepieli.

Panna Ewa Jabłońska i jej kuzynka Iga Branicka przez lata wychowywały się wspólnie na dworze w Czartorowiczach należącym do rodziny Jabłońskich. Dwie młode dziewczyny zamieniły się w panny na wydaniu i nadszedł już dla nich czas, by podjąć najtrudniejsze dla siebie decyzje. Obie zakochują się, obie stają przed wyborami, które na zawsze naznaczą ich życie, bo zakazana miłość nigdy nie jest łatwa. A wokół nich przemijają pory roku, natura kształtuje każdy kolejny dzień, życie rządzi się swoimi nieubłaganymi prawami.

Monika Rzepiela ma niezrównany talent do snucia opowieści historycznych, romantycznych i obyczajowych, uwikłanych w kolejne epoki polskich dziejów. „Dwór w Czartorowiczach” to rodzinna saga, w której życie toczy się według ustalonego odwiecznego porządku. Życie i śmierć, radości i smutki, miłości i niesnaski, a wokół nich obyczaje i tradycje dzielone z pokolenia na pokolenie, pieśni i piosenki, które towarzyszą codzienności. To z jednej strony życie wiejskie, ale wcale nie sielskie, chociaż naznaczone nostalgią za światem, który odszedł już w zapomnienie i przetrwał jedynie w urywkach wspomnień przekazywanych z ust do ust, z dziada pradziada. Ale także życie dworskie, naznaczone skomplikowaną etykietą, pewnym czarem, tak dobrze znanym chociażby miłośnikom prozy Jane Austen.

„Dwór w Czartorowiczach” ma w sobie coś magicznego, coś, co przyciąga czytelnika urokiem i nie pozwala się od siebie oderwać. Monika Rzepiela stworzyła rodzinną obyczajową sagę, w której każdy element pasuje do siebie w każdym calu, każdy najmniejszy szczegół jest dopieszczony i dopracowany. Nie ma w tej opowieści niczego na wyrost, jedynie życie – diametralnie odmienne od tego, które znamy dzisiaj, a jednocześnie zaskakująco bliskie i znajome, jak wyjęte spod pióra klasyków historii sprzed lat, jak Eliza Orzeszkowa czy Maria Dąbrowska. Całość jednak jest współcześnie podrasowana, nieco uproszczona i przystępna, miejscami uromantyczniona tak, że pozwala zanurzyć się w tym dawnym świecie i pozwolić sobie na chwile urokliwego zapomnienia pachnące świeżymi polnymi kwiatami, słodkie od miodu prosto z przydomowej pasieki.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Szara Godzina. <3
**Zapraszam na filmik i na KONKURS!

Komentarze do: “„Dwór w Czartorowiczach” Monika Rzepiela – recenzja

  1. Edyta napisał(a):

    Bardzo lubię twórczość Pani Rzepieli. 🙂 Bardzo ciepła i miła dla duszy.

Dodaj komentarz