„Olanda” Rafał Wojasiński, czyli o Nagrodzie Literackiej im. Marka Nowakowskiego

Moi Drodzy,

3 kwietnia 2019 roku poznaliśmy laureata Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego przyznawanej corocznie przez Bibliotekę Narodową za opowiadanie lub cykl opowiadań „charakteryzujących się niekonwencjonalnością sądów, odwagą i precyzją myśli oraz pięknem słowa.”

Pierwszym laureatem Nagrody w 2017 roku był Wojciech Chmielewski za całokształt twórczości, w 2018 roku Paweł Sołtys za zbiór „Mikrotyki”, natomiast w tym roku laureatem został:

Rafał Wojasiński za tom „OLANDA”

To nie mógł być przypadek, było to jakby pisarzowi pisane, bo sam Marek Nowakowski jeszcze za życia nazwał Rafała Wojasińskiego Dzikim Pisarzem.

Wydawnictwo Nisza

Dla mnie to taki pisarz jakby sprzed lat, jakby czas się u niego zatrzymał dawno temu, współczesność gdzieś przeleciała, rozmyła się i zostało to, co w życiu najważniejsze. Sedno. Esencja istnienia. Źródło naszego człowieczeństwa. Taka jest „Olanda” – napisana z szacunkiem do każdego słowa, w motto Nowakowskiego wpisana, a który powtarzał „Trzeba mieć szacunek do słowa”.

Każda opowieść Wojasińskiego to uchwycony moment zwykłego życia, nic więcej i nic mniej. To realizm metafizyczny, poznawanie codzienności, filozofia zwyczajności. Trochę tu życia, trochę śmierci. Trochę wspomnień i trochę zapomnienia. Trochę radości i trochę cierpienia. Sporo tu strachu, stąd tak wiele słów, słowotok, który ukrywa, zakrywa, tłumi myśli. Bo można tu wyłapać wielkie tragedie wspomniane jakby od niechcenia, mimochodem. Ot, przytrafiły się. Czy to ma jeszcze jakieś znaczenie?

Ale jest coś, co to wszystko napędza, cały ten mechanizm rzeczywistości, coś co daje nadzieję – miłość. Na przykład do tytułowej Olandy, właścicielki niewielkiego sklepu na prowincji, pod tą samą nazwą. Miłość do Oli po prostu. Pewnie lekko już podstarzałej, gaśniejącej z każdym dniem, ale dla niego – jedynej, idealnej, takiej, jaka powinna być. Z każdym dniem piękniejsza i pełniejsza.

„Nie umiem cię mieć, więc mi się śnisz” – mówi i można wyczuć melancholię w głosie. Przenika nas tęsknota za utraconym, za nieuchwytnym. To taki czas stracony, czas zagubiony, nie do końca odnaleziony, chociaż Olanda jest tak jak ta proustowska magdalenka. Przywołuje przeszłość, tę prawdziwą do bólu i zmyśloną też.

Olanda jest jak początek i koniec, przyciąga swoją zwyczajnością. W jej zasięgu wszystko jawi się jako poetyka codzienności – pogaduszki to tu, to tam, zakąszanie i podkąszanie, przygody ciała, rozważania o starości, o młodości, o psie i o kiełbasie. Olanda to bezpieczny port i zielone światło przystani jak u Gatsby’ego:

„Przez ciebie nigdzie w życiu nie dojdę. Idę do ciotki, to idę do ciebie, idę do lekarza, też trafiam do ciebie, do sołtysa – do ciebie, na przystanek autobusowy – do ciebie. Do ciebie i do ciebie. Tyle mam z życia, ile ciebie mam.”

Ale „Olanda” to też ból nie do ukojenia, jak podkurczone ciałko małej Meli albo Ewci, których nawet miłość już nie ożywi. To właśnie śmierć, która przyzywa te wszystkie słowa. Ukrywa się w ich cieniu, płynie z ich potokiem. Rafał Wojasiński też płynie z tym prądem. Nie ma tu niczego na wyrost, tylko ludzie i ich ludzkie dole i niedole. To jak spojrzenie w oczy przypadkowego przechodnia i dostrzeżenie w nich całkiem innego życia. Prosta proza, przenikająca do kości. Przesiąknięta dzikością zwykłego człowieka.

Piękna.

O.

Komentarze do: “„Olanda” Rafał Wojasiński, czyli o Nagrodzie Literackiej im. Marka Nowakowskiego

Dodaj komentarz