„Historia wilków” Emily Fridlund – recenzja

Opowieść niepokojąca, drażniąca najczulsze nerwy, drapieżna… „Historia wilków” Emily Fridlund.

Dzieciństwo powinno być okresem beztroski, radości, śmiechów i chichów. Zabaw do utraty tchu, przygód wszelakich, pierwszych wielkich przyjaźni i bolączek czasu dorastania, które wreszcie nadchodzi nieubłaganie. Żadne dziecko nie powinno być skazane na samotność. Bez względu na to, czy dorasta w środku rozbuchanej metropolii, czy w samym sercu leśnej głuszy. Bo samotność budzi potwory, przyciąga ciemność, ożywia śpiące głęboko cienie…

„Potrafiłam to robić: dawać ludziom to, czego chcieli, w taki sposób, że nie wiedzieli, iż to pochodziło ode mnie.”

W lasach Minnesoty, z dala od miasteczka, nad jednym z jezior wychowuje się nastoletnia Linda. Dziewczyna-odmieniec, dziewczyna-dziwoląg, odrzucona przez rówieśników, ignorowana przez rodziców, samotna, tak diabelnie samotna… Pewnego dnia do domu w bliskim sąsiedztwie Lindy, z dala od świata z zewnątrz, wprowadza się pewna rodzina. Linda, przyciągana niczym ćma do światła, zostaje częstym gościem w ich domu, opiekunką dla małego chłopca imieniem Paul i towarzyszką dla jego młodziutkiej matki. Wiemy tylko jedno i tylko jedno jest pewne – Paul pewnego dnia umrze. Nagle i znienacka. Znamy początek, znamy zakończenie, ale co stało się pomiędzy?

przeł. Olga Kwiecień

Kto debiutuje w tak intensywny i mroczny sposób, ten stawia sobie poprzeczkę naprawdę wysoko! Przed czytelnikiem rysuje się świat zgnębionej, osamotnionej do szpiku kości nastoletniej dziewczyny, która próbuje złapać coś z życia, zanim prześlizgnie się jej między palcami. Nie wystarczy podglądanie i podpatrywanie rówieśników z daleka, nie wystarczy jej grzebanie w cudzych, prywatnych sprawach, nie wystarczą jej psy, dom nad jeziorem, wypady do lasu, wyprawy kanoe na ciemne, nieruchome tafle… Potrzebuje życia, a mały chłopiec to życie samo w sobie. Młoda kobieta, która mu towarzyszy to kwintesencja towarzystwa, którego dziewczynie tak brakowało. Tylko tak jak Linda i jej rodzina mają swoje mniejsze i większe sekrety i tajemnice, tak i rodzina Paula ma swoje. Przekroczenie progu ich domu oznacza zgodę na reguły tam panujące, a Linda zrobi wszystko, by uszczknąć choć trochę ich ciepła, ich uwagi, nawet jeśli to tylko pozory.

„Zamiast tego stałam pod prysznicem pod wrzącą wodą przez cudowną minutę, pozwalając, by igły wody wydobyły ze mnie jakiś smutek, jakąś rozpacz, o której nie wiedziałam, że we mnie tkwi. Jakieś odwrócone uczucie, sygnał tego, co miało dopiero nadejść.”

Od pierwszych stron „Historia wilków” zmierza ku nieuchronnej katastrofie. Nadchodzi śmierć. Śmierć, która czyha za każdym drzewem, pośród fal jeziora, na placach zabawach. Śmierć, która czeka cierpliwie i jest w tym oczekiwaniu boleśnie niepokojąca. Czytelnik nie ma innego wyboru – może tylko czekać i obserwować. Chłonąć tę opowieść o obsesjach, bolączkach, ofiarach, które niektórzy są gotowy ponieść, by nie zaburzać odwiecznego porządku rzeczy. Nie pozostaje nic innego, tylko ból brzucha i poczucie klęski na zakończenie.

Mocna proza. Dzika. Smutna. Czyta się z narastającym przygnębieniem i zachwytem jednocześnie.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Editio. <3

**Zapraszam na filmik i na KONKURS!

Komentarze do: “„Historia wilków” Emily Fridlund – recenzja

  1. Euklideska napisał(a):

    Bardzo mnie zachęciłaś. Może uda mi się ją wcisnąć jeszcze w czytelnicze założenia tego miesiąca, a jak nie to może następnego. 🙂 To chyba nie jest jakieś wielkie tomisko, nie jest to jakaś masywna książka, prawda?

    • Bombeletta napisał(a):

      Nic masywnego, przystępna w treści i w formie – warto! Daj znać, czy Ci się spodoba!

  2. Possi napisał(a):

    Bardzo ciekawa, trafniejsze określenie – intrygująca i bardzo tajemnicza. Temat wydaje się dość trudny, ale myślę, że zajrzę do książki.

    • Bombeletta napisał(a):

      To piękna opowieść, straszna i niepokojąca, przygnębiająca miejscami, ale piękna. Warto!

Dodaj komentarz