„Orangeboy” Patrice Lawrence – recenzja

Opowieść sensacyjna o zwykłym, dobrym chłopaku, którego z dnia na dzień dogoniło życie – „Orangeboy” Patrice Lawrence.

Na początek słowo wyjaśnienia: w miejskim slangu „ORANGEBOY” to zniewaga, której używa się przeciw komuś, kto działa wbrew własnym zasadom, przeciw samemu sobie.

Szesnastoletni Marlon to zwyczajny chłopak z przedmieść Londynu. Niewidzialny dla popularnych rówieśników, cichy i spokojny, taki, co unika kłopotów. Obiecał mamie, że nigdy nie wstąpi do gangu, nigdy nie złamie prawa, nigdy jej nie okłamie. Nie może skończyć tak, jak jego starszy brat. Ale Marlon nie ma szczęścia. Jego pierwsza randka w wesołym miasteczku kończy się tragedią dziewczyna umiera w jego ramionach. Wbrew sobie, wbrew złożonym obietnicom chłopak wkracza do świata narkotyków i ulicznej przemocy.

przeł. Karol Sijka

U Patrice Lawrence nie ma ucieczki przed prawdziwym życiem, nie ma ucieczki przed przeznaczeniem. Jej Marlon to nastolatek, który nigdy nie sprawiał problemów, nigdy nie złamał prawa, a zło mimo wszystko dogoniło go, bo jest prawdą powszechnie znaną, że przytrafia się także dobrym ludziom. Czasami zupełnie przypadkiem. Wtedy trzeba podjąć decyzję albo poddać się jego wpływom, albo stawić mu czoła. Za wszelką cenę, tak, by ochronić tych, których się kocha. Nawet jeśli ich los leży w rękach nękanego problemami dojrzewania nastolatka.

„Orangeboy” to zaskakująca lektura dla starszej młodzieży. Czytelnik nie spodziewa się ciosu, jaki spada na głównego bohatera, ale nie jest również gotowy na to, z czym dzieciak musiał zmagać się do tej pory. Patrice Lawrence snuje opowieść o brytyjskich przedmieściach, o gangach, o narkotykowym półświatku, który kryje się w zaułkach i ciemnych uliczkach zwykłej rzeczywistości. O ludziach, którzy próbują unikać pokus i niebezpieczeństw. O chłopcu, który musiał złamać swoje własne zasady, bo czasami po prostu nie da się inaczej.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa.

**Zapraszam na film i na KONKURS.

Dodaj komentarz