„Siódmy element” Guido Sgardoli – recenzja PATRONACKA

Wybuchowa mieszanka dla wielbicieli prozy Stephena Kinga, seriali Stranger Things i Twin Peaks, czyli przepiękna groza w młodzieżowym wydaniu, która zachwyci również dorosłych  – „Siódmy element” Guido Sgardoli.

przeł. Mateusz Kłodecki

Wyspa Levermoir to miejsce, w którym z dziada pradziada mieszkają kolejne pokolenia niewzruszonych, twardych ludzi morza. W tej rybackiej wiosce niewiele zmienia się z biegiem lat i tak jest dobrze, tak jest wygodnie, tak jest lepiej. Ale od jakiegoś czasu nie wszystko jest tak jak powinno być. Umierają kolejne osoby, w dziwnych okolicznościach. W tym mama Liama, chłopaka, który znalazł jej ciało w ogrodzie, a obok niej… odłamek dziwnego kamienia. Powracają celtyckie legendy, w tym opowieść o Kamiennych Kręgach zwanych Sześcioma Siostrami i siódmym zwanym Widmem. Wyspa Levermoir jest w niebezpieczeństwie i to Liam wraz z przyjaciółmi będzie musiał stawić czoła pradawnemu złu.

„Wierzę, że istnieją w nas sakramenty tak dobra, jak i zła, gdyż żyjemy i poruszamy się w nieznanym świecie, miejscu pełnym jaskiń, cieni i wędrowców nocy.”
Arthur Machen

Przed czytelnikami rysuje się fascynująca, wciągająca opowieść o małej społeczności zawieszonej między przeszłością i teraźniejszością, w której pradawne legendy budzą się do życia, ożywają zapomniane wierzenia. „Siódmy element” zaczyna się z impetem, a potem napięcie tylko rośnie –czysta groza miesza się tutaj z fantastyką, z kosmicznym horrorem i opowieścią o małej społeczności. Pradawne zło odradza się. Zło, które za nic ma sobie ludzi, które pęta ich umysły i sprowadza ich ku zagładzie. Mieszkańcy wyspy popadają w swoisty stupor, poddają się temu opętaniu, a tylko nieliczni są w stanie dojrzeć cień, który na nich nachodzi. W tym dzielne dzieciaki z Levermoir, które swoimi wewnętrznymi bolączkami przypominają Klub Frajerów z „TO” Stephena Kinga. To nie są wychuchane dzieciaki z bogatych rodzin, ale kolejne pokolenie ludzi wyspy – niezależni, naznaczeni swoimi smutkami, swoimi traumami, twardzi i nieugięci.

„Był częścią wyspy, jak rafa, wrzosowiska i wiatr. Jak one niewzruszony, pozwalał, by czas i pory roku swobodnie po nim spływały. Taki sam był jego ojciec, mój dziadek, i taka jest większość mieszkańców Levermoir. Wyspiarze to ludzie, którzy sprawy życiowe skrywają głęboko w sobie, zamknięte w sercu na klucz.”

„Siódmy element” to fascynująca i uniwersalna lektura, tak jak uniwersalne są powieści Stephena Kinga. Czyta się jednym tchem, z zapartym tchem, a groza nie tyle tutaj przeraża, co zaciekawia i zachwyca. Warto!

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Akapit Press.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Dodaj komentarz